Moja górska pasja rozwijała się powoli, stopniowo... W dzieciństwie rodzice częściej zabierali mnie w podróże nad różne jeziora oraz nad Bałtyk. W góry zabierali mnie niezywkle rzadko. Pamiętam jak przez mgłę właściwie tylko jeden górski krajobraz związany z dzieciństwem i były to Karkonosze. Później w szkolnych latach młodzieżowych górskich wypraw przydarzyło mi się kilka - były to głównie Karkonosze oraz Góry Izerskie. Od 1999 roku chodzę już po górach całkiem świadomie, wyruszając w nie kilka lub kilkanaście razy w ciągu roku. I to jest moja pasja - górskie wędrówki. Przy okazji góry fotografuję, choć fotografia sama w sobie nie jest moim konikiem - fotograf ze mnie marny :) Od jesieni 2004 roku fotografuję góry cyfrowo. Bogaty zbiór zdjęć górskich wykonanych w latach 1999-2004, zrobionych analogowo, być może znajdzie się w przyszłości w tym dziale. Tymczasem zapraszam do moich późniejszych górskich galerii. Mnie wracanie do tych zdjęć dodaje energii, zwłaszcza wtedy kiedy bardzo chcę a z różnych przyczyn akurat w górach być nie mogę. Może komuś także te zdjęcia dodadzą takiej górskiej pozytywnej energii i zachęcą do odkrywania gór na swój własny indywidualny sposób... Kliknięcie w tytuł danej galerii przekierowuje na stronę z pozostałymi zdjęciami, otwieraną w nowym oknie przeglądarki.

Nie wszyscy wiedzą, że Masyw Ślęży jest początkiem kończącej się w Środzie Śląskiej Ślężańskiej Drogi Świętego Jakuba, inaczej zwanej Ślężańskim Camino. Nie wszyscy wiedzą, że Masyw Ślęży to poza górą Ślężą również m.in. góra Wieżyca zwana Górą Kościuszki, a także góra Radunia. I trzy wymienione znalazły się w niniejszej przedwiosennej galerii. Ślady kultu pogańskiego spotykają się na Ślęzy ze śladami chrześcijańskimi, a w galerii ślady raczkującej wiosny spotykają się z pozbawionymi już śnieżnej kołderki śladami minionej jesieni.
Lubię Tatry po letnim sezonie. Wtedy kiedy kończy się szczyt najazdu odwiedzających je ludzi. Wtedy kiedy można przysiąść np. nad Czarnym Stawem Gąsienicowym i nie czuć się jak na zatłoczonej plaży na Lazurowym Wybrzeżu. Ta galeria właśnie o tych chwilach opowiada. Przedstawia przede wszystkim Dolinę Pięciu Stawów Polskich, Dolinę Roztoki, Dolinę Rybiego Potoku oraz Dolinę Gąsienicową wraz z ich majestatycznym otoczeniem. Tatrzański schyłek lata to poza niezwykle kojącym górskim spokojem także możliwość chłonięcia zmierzających powoli w stronę jesiennych barw górskich obrazów, a i dźwięki oraz smaki tej przejściowej pory roku w Tatrach są inne niż w pełni lata.
Uwielbiam góry między innymi za to, że nie potrzeba im klarownej czystej błękitnej pogody, aby mogły zauroczyć. I tak było podczas tej grudniowej świątecznej ( w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2010) wędrówki. Masyw Śnieżnika obdzielił masą śniegu i niezwykłych widoków utkanych z chmur. Tzw. "morza chmur" poniżej szczytów zawsze wprawiają mnie w stan zawieszenia, w którym z rozdziawioną gębą obserwuję te spektakle natury.
Góry Bialskie to dla mnie chyba jedno z najdzikszych pasm sudeckich, a jesień 2010 upajała ową dzikość swoimi barwami. Do tego słońce ogrzewało góry swoimi promieniami tak bardzo, że gdyby nie barwy jesieni to można by pomyśleć, że trwało lato. Taką brązowo-złotą jesień w górach lubię szczególnie. W Górach Bialskich są miejsca, w których można zapomnieć o cywilizacji i to lubię!

Moje pierwsze spotkanie z Górami Kruczymi - pomimo letniego miesiąca sierpnia - przypadło na niezbyt widokową pogodę. Góry zasnuły się miejscami chmurami, które ograniczały widoczność. Spodobały mi się te góry. Choć są niewielkie to mają dość znaczne przewyższenia, głębokie i urocze dolinki, skrywane w lasach skałki oraz wspomniane punkty widokowe. Fakt, że nie należą do popularnych miejsc wędrówkowych w Sudetach Środkowych sprawia, że tym chętniej do nich wracam.
Ołowiana od chmur, zielona od traw i drzew wiosenna galeria z Gór Kamiennych. Majowy spokój i ogrom tych niewysokich przecież gór, ale o znacznych przewyższeniach. Garbata przestrzeń przyciągająca dzikością i brakiem natężenia majówkowego ruchu turystycznego. Ciekawość co kryje się za następną górą kierowała wciąż do przodu. Ulotność chwili rozśpiewanej wiosennym ptasim świergotem przypominała zaś o zatrzymywaniu się, zasłuchiwaniu się i o odpoczynku.
Nie wszyscy wiedzą, że Masyw Ślęży jest początkiem kończącej się w Środzie Śląskiej Ślężańskiej Drogi Świętego Jakuba, inaczej zwanej Ślężańskim Camino. Nie wszyscy wiedzą, że Masyw Ślęży to poza górą Ślężą również m.in. góra Wieżyca zwana Górą Kościuszki, a także góra Radunia. I trzy wymienione znalazły się w niniejszej przedwiosennej galerii. Ślady kultu pogańskiego spotykają się na Ślęzy ze śladami chrześcijańskimi, a w galerii ślady raczkującej wiosny spotykają się z pozbawionymi już śnieżnej kołderki śladami minionej jesieni.
Galeria z wędrówki na Królową Sudetów u schyłku zimy pamiętnego kwietnia 2010, niewiele po katastrofie smoleńskiej. Flaga z kirem wywieszona przed schroniskiem "Samotnia", jak w wielu innych miejscach, symbolizowała solidarność z pogrążonymi w bólu po stracie tak wielu osób. Niewiele wędrujących na szlaku. Zima panowała wtedy już tylko wysoko w górach. U stóp Karkonoszy było już wiosennie zielono. Jednak zarówno niżej, jak i w wyższych partiach góry opromieniało wtedy słońce. Śnieg topniał z każdą kolejną chwilą, odsłaniając wszystko to co skryło się na czas zimy pod zimową kołderką.
Ta galeria to mój pierwszy pobyt w Gorcach i mój pierwszy zachwyt Gorcami: rozległymi gorczańskimi halami, widokami na Beskid Wyspowy, Babią Górę i Tatry. I tym wyjątkowym spokojem. I latem w pełnej krasie. Ilekroć wracam do tej galerii to słońce jaśnieje. Wewnętrzne słońce. Wracają w pamięci emocje... Do tej pory nie wiem dlaczego wcześniej omijałem te góry wybierając Pieniny, Bieszczady czy Tatry. Warto było poczekać jednak z odkryciem Gorców, bo to co wyczekane i przekładane na później smakowało z niespodziewanie ogromną radością :)
Wiosenna galeria z mało popularnych Gór Bardzkich, a dokładnie z ich niższej - północnej części (położonej na północ od miejscowości Bardo). Poza oznakami wiosny w postaci kwitnących drzew owe góry zachwyciły mnie również pięknymi widokami na pobliskie szczyty, w tym szczególnie na Góry Stołowe i charakterystyczny z daleka stół Szczelińca Wielkiego. Dzikość przyrody i brak natężenia ruchu turystycznego sprawia, że w tych dość niewysokich górach można poczuć się jak w zapomnianej przez człowieka krainie. A ja lubię takie omijane przez większość miejsca :)
Czy w listopadzie - miesiącu zazwyczaj kojarzonym z chlapą, pluchą, szarugą, chłodem i pustką może być w górach pięknie? No jasne! Na przykład w Masywie Śnieżnika, o czym "opowiada" ta listopadowa słoneczna galeria. Zjawiskiem urzekającym jest możliwość stąpania po górach powyżej pułapu chmur i miejscami tak wtedy było. Do tego jest tu także cały przegląd barwnych postaci z międzygórzeckiego Ogrodu Bajek i górski słonik na szczęście, a dokładnie jego pomnik. Pamiętam też zziębnięte oczekiwanie na zachód słońca ze szczytu Śnieżnika, który wynagradza każde oczekiwanie.
Jesienna galeria bieszczadzka. Po wiosennych i letnich podróżach w Bieszczady pierwszy raz wybrałem się tam wtedy jesienią. I nie przywitała mnie złota polska bieszczadzka jesień, tylko jesień chmurna i deszczowa. Połoniny nabrały jesiennych kolorów, a szlaki odstraszały większość wędrowców błotem. Ale bieszczadzkie błoto jest wyjątkowe, bo w wyjątkowych okolicznościach przyrody występuje :) I nawet jak góry spowiły niskie ciężkie i deszczowe chmury i rozległe mgły, znalazłem w tej mrocznej krainie coś pięknego - czas zaklęty w tych ścieżkach, który biegnie dużo wolniej niż na ulicach miast.
Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności gościć w tych niewysokich górach. Wybrałem się tam w lipcu - miesiącu raczej stricte turystycznym i spotkałem tam sielankowy spokój, wolny od ludzkich skupisk. Może przez to, że są to góry niewysokie? Spotkałem zatrzymany czas pośród kapliczek i pomników. Spotkałem sarnę na środku nieuczęszczanej asfaltowej drogi, a z widokowej wieży na Biskupiej Kopie oniemiałem na chwilę patrząc na obfite w zielony kolor wzniesienia, pagórki i góry po polskiej i czeskiej stronie. Po prostu piękne słoneczne górskie lato! :)
W tej galerii wiosna już w pełni - widziana z poziomu siodełka rowerowego. Kaczawy to wiosną iście sielska kraina. Pełna urozmaiconych atrakcji. Są bociany, są wiosenne kwiaty, są skały, są porośnięte drzewami kaczawskie góry przypominające kształtem wulkany, którymi dawno temu były. Najbardziej charakterystyczny jest chyba szczyt Ostrzycy Proboszczowickiej nazywanej Śląską Fudżijamą. Rowerowa wiosenna wyprawa w te mało znane zakątki to wspaniały pomysł na majówkę.
Wiosna w Tatrach jest wyjątkowa. Pełna polan i hal kwitnących krokusów. Ale w tej galerii jest jeszcze sporo pięknej zimy, bo kwiecień w Tatrach to wciąż miesiąc pełen zimowych akcentów. Wiosna jednak zaczyna wkraczać z niżej położonych terenów na te coraz wyższe. Udało mi się na świeżo odkrytej od śniegu polance sfotografować liska. Są wezbrane potoki i wodospady. Jest kadr z akcji ratowniczej z helikoptera. Ale przede wszystkim jest słońce, które pobudza wiosną do działania tchnąc w ostatki zimy nowe wiosenne życie :)
Książański Park Krajobrazowy to niezwykłe miejsce o górskim charakterze. Miejsce przepełnione historią i tajemnicami, niezwykłą przyrodą i zabytkami. Zamki Książ, Stary Książ i Cisy to właśnie te miejsca. Spacer przełomem rzeki Pełcznicy pośród skał i zalesionych wąwozów jest jak wyprawa w świat zapomniany. Tu czas się jakby zatrzymał. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Choć to lutowa galeria, to bardziej przypomina listopadową. Pełno opadłych liści w których można było miejscami nurkować. Wspaniałe miejsce...
Tym razem galeria z północnych górzystych terenów okalających Wałbrzych. Wałbrzyski Giewont, czyli góra Chełmiec z położonym na niej (podobnie jak na Giewoncie właśnie) krzyżem oraz Masyw Trójgarbu, czyli charakterystyczne pasmo, którego nazwa wzięła się od rzeźby ukształtowania terenu. A w galerii lutowe przedwiośnie z baziami, widokami z Chełmca na Śnieżkę, a śniegu niewiele... Taki luty w górach rzadko się zdarza...
Galeria z mojego pierwszego w życiu pobytu w tym Masywie. To był styczeń, który u podnóży Ślęży i w jej dolnych partiach wyglądał jak jesienny listopad. Im wyżej się wznosiłem, tym więcej śniegu i zimowego stycznia mogłem doświadczać. Są tu więc i jesienne i zimowe lasy, surowe skały, kultowe rzeźby i głazy... I zimowa styczniowa cisza... Prawie nikogo na szlaku... Właśnie w takich momentach roku lubię wracać na Ślężę i bliźniacze: Radunię i Wierzycę... To prawda, że Ślęża najpiękniej i najefektowniej wygląda z daleka, ale z kolei z jej szczytu rozpościera się wspaniała panorama np. na Góry Sowie... A przy odpowiedniej pogodzie pięknie z niej zarysowywuje się Śnieżka na dalekim horyzoncie...
Które szlaki górskie w Sudetach są najbardziej wymagające pod względem stromizm w podejściach i zejściach? Właśnie te! Ilekroć w nich przebywam, tym bardziej je lubię... I cieszę się, że nie są tak popularne... Ta październikowa galeria odkrywa nie tylko dwa tytułowe pasma górskie (m.in. z ruinami zamku Rogowiec z XIII wieku), ale również atrakcje położone u ich podnóży: cerkiew w Sokołowsku, Zapomniane Skałki i Czartowskie Skały koło Mieroszowa, ogromną hodowlę niezwykłych zwierząt w Łącznej w dolinie Czarciego Potoku... Lubię tam wracać...
Powrót w Pieniny, a tam majowe słońce, słońce, słońce... and nothing else matters! Tym razem pienińskie wędrówki poszerzone zostały o szlaki słowackie. Jest więc między innymi poza spływem Dunajcem, również wędrówka przełomem Dunajca do Czerwonego Klasztoru. Tatry pięknie ośnieżone, pienińskie hale pełne owiec, oznaki wiosny w przyrodzie, przejście dopiero co wybudowaną kładką dla pieszych nad Dunajcem, no i słynna sosna na Sokolicy... I wspomnienia spotkanej Pani, sprzedającej zmęczonym wędrowcom w gorący majowy dzień zimną maślankę na Przełęczy Szopka zwanej Chwała Bogu...
Wiosenna galeria z wędrówek szlakami papieskimi po zachodniej stronie Beskidu Sądeckiego. Jest tu i trochę mgieł i trochę słońca. Jest też spotkana na szlaku salamandra plamista i wieża widokowa na szczycie Radziejowej. Jest kilka widoków na ośnieżone majowe Tatry i na pobliskie Pieniny. Nie ma quadowców i motocrossowców, choć spotkałem się z tym niepokojącym zjawiskiem na górskich szlakach po raz pierwszy właśnie tam. Mimo to zauroczyły mnie tamte strony, a może to tylko zapach górskiej wiosny w powietrzu? :)
Górska wiosna w Rudawach Janowickich. Połacie rudawskich drzew jeszcze nie opierzone - bezlistne... Próżno szukać kolorów zielonych. Choć słońce wiosennie już grzeje, to trzeba szukać oznak tej wiosny... Są w pierwszych kwiatach, w baziach - kotkach na patyku... Żywsze kolory odnajduję w Kolorowych Jeziorkach, a pośród ruin zamku Bolczów w powietrzu unosi się wiosenny zapach budzącej się z zimowego letargu przyrody... Zimę widać z Rudaw jeszcze na szczytach Karkonoszy... I taka jest właśnie ta wiosenna rudawska galeria...
Nie ma nigdzie takiej surowej pustki i ciszy jaką można znaleźć zimą w górach. Do tego, gdy góry spowija jeszcze nie zmącona żadnymi wiatrami mgła, klimat wyjątkowości staje się bardziej odczuwalny. Tak wspominam tamtą wędrówkę w lutym po Górach Sowich. Jak gdybym był w innym świecie... Uwaga: nie dla zmarźluchów nie potrafiących dostrzec piękna nagich drzew, otulonych mleczno-białym tiulem... Mgła była miejscami tak gęsta, że nawet wieża widokowa na Wielkiej Sowie z dość bliskiej odległości wyraźna nie była... Co także widać na tych zdjęciach.
Poznajecie Małpoluda? Ta ośnieżona skała Gór Stołowych jest tylko jedną z wielu charakterystycznych tam skał, kogoś lub coś przypominających. Bywałem tam wielokrotnie, ale nigdy nie byłem tam zimą - stąd chęć wybrania się tam, która została zrealizowana w styczniu 2007 roku. Góry Stołowe to chyba najpiękniejsze góry spacerowe jakie znam. Zimą okazały się nie do przejścia w niektórych miejscach. To nie jest zbyt słoneczna galeria, ale ośnieżone i zachmurzone Góry Stołowe wydają się przez to jeszcze bardziej tajemnicze...
Kopulaste szczyty Tatr Zachodnich (niektóre z krzyżami) oraz znajdujące się pomiędzy nimi doliny z kapliczkami, kojarzą mi się ze szlakami papieskimi i z pięknymi słowami ks. Rogowskiego: "Ludzie na nizinach porobili swoje kretowiska i walczą o jakieś zaszczyty, które w ostatecznym rozrachunku są nieistotne. Idąc w góry opuszcza się te kretowiska i idzie na niezwykłe rekolekcje...". Gdzie smaga czasem wiatr, kołyszą się trawy, szumiąc szeptem do ucha melodię o powrotach do tego co najważniejsze...
Tatry to są wyjątkowe góry i chyba każdy o tym wie. Ta galeria przedstawia Tatry Wysokie, w których czuję się jak na dachu Polski. Bliżej nieba, bliżej słońca, bliżej siebie... Wędrówka Orlą Percią dla mnie jest jak oczyszczenie... Z nizinnych zastałości... Poszerza horyzonty i pozwala spojrzeć na wszystko z dystansu. Wolnym od zawiłości spojrzeniem... Późny wrzesień jest już początkiem mniej zatłoczonego - niż letni - sezonu. I tylko tam w jesiennym słońcu oddycham głębiej niż gdziekolwiek indziej...
Uwielbiam górskie przestrzenie. Wtedy kiedy znajduję się w jakimś wysokim punkcie z którego widzę odległy i pofałdowany horyzont, ale także wtedy kiedy idę i idę, a wokół mnie rozpościerają się znajdujące pomiędzy górami równie, hale, polany... I hula po nich wiatr... I w zasięgu wzroku nie widać żywej duszy... Takie obrazy dostarczają mi między innymi Góry Izerskie. Morza traw... Niskich drzew... Po prostu izerska przestrzeń, która kojarzy mi się z wolnością...
Bardzo zielona i ciepła czerwcowa galeria. Pieniny to chyba najbardziej urokliwe góry w Polsce. Urokliwe i romantyczne. Spacer przełomem Dunajca, spływ, czy rowerowa przejażdżka... Malownicze wąwozy i góry... Owiane legendą... Z widokami na przykład na ośnieżone (jak w tej galerii) Tatry. W sezonie letnim niestety Pieniny są zatłoczone... To jest bardzo piękny, ale i bardzo rozreklamowany zakątek Polski. W Pieninach nie zostawiłem Serca, ale na pewno zostawiłem tam wyjątkowy rodzaj spokoju...
Babia Góra to Królowa Niepogód. Jest z tego znana. I mnie również pokazała swoje zmienne oblicze. Wtedy - w maju 2006 roku - topniały na jej zboczach jeszcze dość sporych rozmiarów śnieżne płaty i hulał zasiekający co jakiś czas deszczem silny i zimny wiatr. Chmury przybierały czasem rozmiary niskiego i szarociemnego sufitu, grożącego zawaleniem się z groźnym hukiem wprost na głowę w postaci piorunów. Na groźbach się jednak skończyło. To był chłodny maj. A skądinąd wiem, że Karkonosze w tym samym czasie raczyły wędrowców dodatkowo gradem. I takie właśnie są góry: nieprzewidywalne i piękne...
To bardzo słoneczna i skałkowa jesienna galeria. W końcu w Rudawach jest wiele fantazyjnych skał i skałek. Ciepło wspominam tą wyprawę. Rudawy mają w sobie coś tajemniczego, zaklętego w tych głazach. Wędrując pośród nich można zapomnieć o biegu dnia codziennego i o tym, że świat wciąż gdzieś pędzi... Owe głazy ukrywają się pośród rudawskich lasów i są zaklętymi w skały postaciami - świadkami historii tych terenów...
Ukryte pośród lesistych wzgórz skały i skałki, przemieszane lasy iglaste z liściastymi... Takie są właśnie Góry Ołowiane. I całe ich pasmo ogarnąć można w jeden dzień. W dodatku nie spotka się tam wielu innych wędrowniczych dusz, jeśli w ogóle... Szlaki przypominają niekiedy zarośnięte ścieżki. Coś wspaniałego dla miłośników dziczy i leśnej przygody. Mnie zdarzyło się tam być jesienią, więc na zdjęciach w tej galerii widać też jesienne kolory. Pamiętam, że będąc tam wydawało mi się, że chyba dawno nikt tamtędy nie wędrował. Nad ścieżkami bowiem było pełno pozostałości po 'babim lecie', czyli porozwieszanych od drzewa do drzewa sieci pajęczych, jak gdyby te zapomniane i osamotnione góry chciały zatrzymać mnie przy sobie na dłużej...
Byliście kiedyś w Tatrach ponad chmurami? To magiczne i niezapomniane przeżycie. Najczęściej zdarza się w górach jesienią, zimą lub wiosną. Mnie się udało zobaczyć to zjawisko zwane "morzem chmur" jesienią. To było niesamowite patrzeć jak szczyt Giewontu, a później sam krzyż na Giewoncie znikał we wznoszącej się coraz wyżej pierzynce z chmur. A Zakopane w tym czasie było zakopane pod chmurami. Startując z dolnej stacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch można więc się czasem przenieść w zupełnie inny świat również pogodowo :)
To są Tatry w błękcie, czyli na zdjęciach w tej galerii aparat częściej skierowany jest w stronę błękitnego nieba, niż na przykład w stronę opalających się w słońcu tatrzańskich skał. Przyznam, że Tatry w błękicie bardzo przypadły mi do gustu. Może dlatego, że lubię kolor niebieski, którego dużo jest również na blogu. Efekt uboczny Tatr w błękicie jest zaś taki, że bardzo szybko opalają się wtedy nie tylko nagie skały :) To może być plus lub minus - kwestia indywidualna. Na jednym ze zdjęć w tej galerii w błękcie nieba nad Tatrami tapla się również księżyc, a konkretnie pół księżyca... Wspominając tą wyprawę chce mi się tylko śpiewać: "oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba..." :)
To druga część jesiennej galerii tatrzańskiej. Jesień nie tylko potrafi być 'złota polska', ale również posępna i zdradliwa w dynamiczne pogodowo w Tatrach dni. W kilka godzin jesienne barwy gór skrywają się za szarymi chmurami, a chwile kiedy chmury "zderzają się" z górami uwiecznione są właśnie na kilku zdjęciach w tej galerii. Wiele osób nie lubi jesieni, właśnie za te szarzyzny i chlapę z nieba... Ale to są chyba te osoby, które dostrzegają we wszystkim częściej te szare i ciemne strony, niż jasne... I poddają się tej szarości, która w górach jest moim zdaniem także piękna i potrzebna, bo przypomina, że w życiu też nie zawsze jest kolorowo.
Uwielbiam jesień w górach, a w Tatrach jest ona szczególnie piękna. Czerwone Wierchy nabierają wtedy bardziej zbliżonych do własnej nazwy kolorów, a i w wielu innych tatrzańskich miejscach nie-zielone już trawiaste dywany pięknie kontrastują np. z surową szaro-metaliczną barwą skał lub z błękitną taflą stawów. Gdzieniegdzie spotkać można jarzębinę, której owoce również kojarzą się z jesienią. Z tymi obrazami pięknie współbrzmią porykiwania tatrzańskich jeleni, które przez niedoświadczonych często mylone są z odgłosami niedźwiedzi. Wrzesień w Tatrach to jest mój ulubiony czas na wysokogórskie wędrowanie.
Lubię majówki w górach. Nie lubię zaś w górach majówkowych tłumów, dlatego zazwyczaj w tym okresie za cel wędrówek obieram te mniej popularne wśród łazęgowiczów góry. Wtedy w maju 2005 roku wybrałem Masyw Śnieżnika zamiast Karkonoszy i z perspektywy czasu okazał się to trafny wybór. Mimo wszystko Masyw Śnieżnika jest dość popularnym w okresie majówek pasmem górskim, a mnie najbardziej urzekły tam wtedy nie rozległe i kopulaste szczyty gór, ale śnieżnickie doliny. Pełne potoków pobudzonych do życia przez spiętrzone wody. Śniegi w słońcu topniały...
Zimowo-wiosenna wyprawa w Rudawy Janowickie z marca 2005 roku kojarzy mi się z trudnościami (nieprzetarte zasypane śniegiem szlaki) i z pierwszymi oznakami górskiej wiosny. Odkrywałem Rudawy stopniowo i choć nie są to rozległe góry, to wystarczyło kilka wypraw, abym uznał je za moje ulubione pasmo sudeckie. Dlaczego? Za różnorodność. Każde góry są inne, ale Rudawy mają według mnie tej inności aż nadto w sobie - z każdych gór mają coś po trochu... Są tam lesiste wzniesienia, rozległe polany, skały i skałki, architektoniczne ruiny, przełomy rzek, kolorowe jeziorka i piękne widoki na np. Karkonosze... W Rudawach również znajduję wolną od skupisk ludzkich kojącą ciszę...
Moja ogromna sympatia do Gór Izerskich przyszła w późniejszym czasie, kiedy przestało mi w górach zależeć na wysokościach, a zacząłem poszukiwać w nich ciszy i przestrzeni niekoniecznie skalistej. Do dziś uważam te góry za jedne z piękniejszych miejsc. Wędrując nimi zdarzają się takie momenty, że można zapomnieć o istnieniu innych ludzi, a zwłaszcza o zorganizowanych grupach turystycznych. Zimowa wyprawa z grudnia 2004 roku kojarzy mi się ze srebrzystym lśniącym w słońcu śniegiem. I zimową ciszą pięknie odtruwającą organizm w czasie nizinnej gorączki przygotowań do świąt Bożego Narodzenia.
Karkonosze darzę szczególnym sentymentem, ponieważ są to dla mnie "góry rodzinne". W dzieciństwie rodzice zabierali mnie właśnie w te góry. Później bywałem tam wielokrotnie. To są góry które najlepiej znam, bo najczęściej tam bywałem. Mimo to potrafię wciąż tam coś nowego odkryć. Jesienną wyprawę z 2004 roku pamiętam przede wszystkim jako wędrówkę grzbietem Karkonoszy od Szklarskiej Poręby przez Śnieżkę i Sowią Dolinę do Karpacza. Było słonecznie i ciepło, a resztę widać na zdjęciach...






























Przepiękna galeria, cała, ale do mnie najbardziej przemawiają Tatry. Cudowne... To dzieło Stwórcy!
OdpowiedzUsuńTam jest bliżej nieba, aniołów, bliżej własnego wnętrza.
ceperka - duszą z gór, ciałem z nizin
To prawda. Tatry są wyjątkowe, ale ja lubię wszystkie góry :) Nawet w tych zupełnie niewysokich odnajduję tak urocze miejsca, że nic tylko przysiąść, zapatrzeć się, posłuchać tej górskiej ciszy, upoić się jej zapachem... Tak różnym o każdej porze roku... To jest moja pasja :) Z górskim pozdrowieniem!
OdpowiedzUsuńWspaniałe zdjęcia, zdałam sobie sprawe jak bardzo tęsknie za górami. Przypomniała mi się również moja pierwsze poważna wyprawa w góry na Giewont. To było przeżycie:)
OdpowiedzUsuń"Powietrz nie trzeba kochać, wystraczy je chłonąć - góry też"
Pozdrawiam serdecznie
Bardzo ładne galerie i niezła lista pasm górskich :) Przeważają widzę Tatry i Sudety. Te ostatnie, zrozumiale, z racji bliskości :). Z Beskidów widzę odwiedziłeś Żywiecki i Sądecki. Do innych Cię nie ciągnie ?
OdpowiedzUsuńCieszę się, że galerie się podobają. W przygotowaniu są m.in. kolejne beskidzkie galerie: np. z Beskidu Niskiego czy z Beskidu Śląskiego. Poza nimi ukażą się również kolejne galerie z Beskidu Sądeckiego i Żywieckiego oraz z wielu innych pasm pozabeskidzkich. Jeśli chodzi o pasma beskidzkie to nie byłem jeszcze w Beskidzie Wyspowym, Makowskim i Małym, ale co się odwlecze... :) Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPolecam te pozostałe, bo równie ciekawe i piękne, a osobiście pozdrawiam właśnie z Małego :)
OdpowiedzUsuń