Okruchy najważniejszych myśli nie powstają znikąd, ot tak sobie. Są odpowiedzią na usłyszane pytania. Z zewnątrz - od innych ludzi, a także od wewnątrz - czyli na pytania zadane sobie z głębi własnej duszy. Myśli te mogą ewoluować wraz z człowiekiem, który nosi je w sobie, ale ukształtowane zostają już głęboko w nim zapisane. Są małymi odkryciami poprzez które patrzymy na życie. Te już osobiście odkryte, przetrawione, ukształtowane i namacalnie przeżyte myśli, a właściwie tylko ich najważniejsze okruchy, postanowiłem zebrać i umieścić w tym miejscu. Z wielką radością do nich wracam. Nie są zapisem myśli znanych i cenionych autorów czy wielkich myślicieli. Wręcz przeciwnie. Są tylko moim własnym zapisanym spojrzeniem na różne sprawy. Zachowały się w mejlach, w moich rozmowach z czytelnikami tej strony. Lubię rozmawiać na ważne tematy, nie tylko listownie. Poznawać spojrzenia innych ludzi... Każdy człowiek, nieważne kim jest, to niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju historia, którą w sobie nosi. Składają się na nią i stanowią ją właśnie takie okruchy... Przeżyć... Emocji... Przemyśleń... Myślę, że warto wracać do takich zapisanych własnych spojrzeń. Przypominać je sobie w chwilach, kiedy umysł zaprzątają nieważne sprawy. To prawda bowiem, że czasem, gdzieś w biegu za czymś, można zapomnieć o tym co najważniejsze... A zaglądając w to miejsce, będę sobie o tym przypominać. Jeśli Ty także czujesz, że pragniesz czasem porozmawiać o swoich ważnych odkryciach na różne życiowe tematy, masz jakieś nurtujące pytania, to serdecznie zapraszam Cię do wspólnej wymiany spostrzeżeń i doświadczeń pod ten adres. Także mejlowe spotkania w poszukiwaniu swoich własnych okruchów najważniejszych życiowych myśli są naprawdę inspirujące... Chowanie się za złotymi myślami innych ludzi, które owszem są poruszające, ale nie nasze, jest jak dopasowywanie się do innych lub przywdziewanie masek. Tymczasem najpiękniejsze jest to co jest czasem nieuświadomione i głęboko ukryte. Warto kształtować się w Drodze do poszukiwania samego siebie.
O znaczeniu chwili i słowa pisanego:
Chwila często podpowiada mi: "co dalej?", choć czasem gubię jej brzmienie i sens. Bywa też, że jej nie słyszę. Nie zauważam. Na przykład czasem podpowiada mi aby zamilknąć lub kiedyś podpowiedziała mi, żeby podzielić się swoim spojrzeniem na własny sposób wyrażania się. Według mojego surowego zazwyczaj mniemania ja lepiej i przede wszystkim pełniej (w swoim odbiorze) wyrażam siebie nie w słowie mówionym, ale w pisanym. W ogóle szanuję Słowo i słowo. Pisane, mówione, czytane, śpiewane... Może dlatego, że w sprawach ważkich i głębokich potrzebuję czasu na oddech, potrzebuję przestrzeni, a wydaje mi się, że zazwyczaj w codzienności słowo mówione bywa zbyt szybkie, oddech w nim jest płytki i ono często miażdży głębię treści jaką chciałoby się za pomocą takich słów komuś przekazać. Chociaż to zależy od sytuacji. Poza tym przedwieczne wynalezienie pisma jest dla mnie epokowym odkryciem, bo pozwalało już dawno temu wyrażać się w taki sposób, który utrwalał myśli, a tym samym i zapisane emocje na miarę swoich czasów.
O inspiracjach:
To niesamowite jak wiele inspiracji odnaleźć można wokół! Wystarczy dobrze szukać i wsłuchiwać się w swoją duszę, bo każdego inspiruje co innego. Nigdy nie chciałem żyć tylko i wyłącznie 'powierzchownie'. Odkąd pamiętam fascynowały mnie podróże ku poznawaniu świata, innych ludzi, siebie... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że takie inspiracje odnajduję nie tylko w teraźniejszości, ale podróżuję ku nim również w przeszłość – historię ludzkości... Najciekawsze zawsze były wnioski wysnute z własnych doświadczeń, przeżyć i poszukiwań – one odnoszą się rzecz jasna do teraźniejszości. Nic tak nie jest przecież autentycznie doświadczane jak przeżycia „na własnej skórze”. Jakże inspirujące bywa to co spotyka nas z zewnątrz, a co jest nam w jakiś sposób bliskie i dlatego inspirujące. Inspiracje prowadzą mnie ku Dobru i Prawdzie. Poruszają we mnie jakąś dawno nie rozedrganą lub nigdy nie rozedrganą strunę.
O radości:
O tym co niezwykłe i nienazwane:
Tak po prostu jestem cicho obok. Zbędna czasem używalność słów. W moich oczach możesz spróbować wyczytać wtedy wszystko. To co nienazwane ma niezwykłą moc. Paradoksem jej ulotność. To co nienazwane umyka więc z czasem z pamięci jako pierwsze. Dlatego niekiedy jednak szukam odpowiednich słów by TO nazwać, zapisać i zachować... Jak najdłużej... Czasem mi się udaje.
O presji oczekiwań i rzutowaniu siebie na innych:
Czasem czuję na sobie presję oczekiwań innych ludzi. To dziwne jest, że niektórzy chcą abym był taki jak oni... Mam czasem wrażenie, że chcą zjeść mnie jak ciastko lub spróbować skosztować, przeżuć i wypluć. Być może dla niektórych ludzi liczy się smak chwili, dla mnie liczy się coś znacznie trwalszego... To normalne, że są różne spojrzenia na wiele spraw. Uczę się całe życie podejścia do ludzi i zawierzam w tej sprawie swojemu wewnętrznemu głosowi. Choć z drugiej strony rozumiem, że generalnie w pierwszym momencie patrzymy na kogoś innego przez pryzmat swojego własnego widzenia świata... Trzeba uczyć się jednak pokonywać ten moment, jeśli chce się kogoś naprawdę poznać i zrozumieć... Poza tym czy to normalne chcieć aby ktoś stał się i był takim, jak my?
O Nadziei i o tych trudnych momentach, kiedy w głowie pojawia się pytanie co dalej?:
Trzeba mieć Nadzieję. Przecież to Ona podtrzymuje nas w wędrowaniu tam, dokąd naprawdę chcemy dotrzeć, gdzie jeszcze nie byliśmy, do tych ludzi i miejsc, których jeszcze nie spotkaliśmy... Ona nie pozwala nam się poddawać w chwilach, gdy ból istnienia wydaje się tak paraliżujący, że nie wiadomo co dalej... "Co dalej?" - wydaje mi się, że to jest chyba najczęściej zadawane przez ludzi pytanie w momentach, kiedy kogoś lub coś ważnego tracą albo kiedy piętrzą się przed nimi różne przeciwności losu. Mnie samego to pytanie też niejednokrotnie przygniotło swym ciężarem. Zwykle najpierw zmagałem się z nim, szamotałem i cierpiałem, by później wyczerpany wpaść na refleksję, że nie mam siły dalej się tym pytaniem obarczać. Co ma być to będzie. Tylko Bóg to wie. Mogę tylko wyciągnąć wnioski z przeszłości i iść dalej zgodnie ze swoim sumieniem i wspomnianą na początku Nadzieją... Myślę, że właśnie w takich chwilach dostrzega się najwyraźniej to, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. Dlatego w takich momentach często modlę się, pragnąc po prostu tylko położyć się na oceanie życia, poczekać cierpliwie i poddać się temu co życie przyniesie... JUTRO w szerokim pojęciu jest przecież takie nieznane. Tylko DZIŚ ma sens. A jutro przyjdzie przecież nowe DZIŚ...
O najważniejszej pracy w życiu:
Trudno mi jest mówić/pisać o miłości, dlatego, że jest dla mnie tak bardzo czymś wyjątkowym i szczególnym... Jest wzrastaniem. Wspólne wzrastanie jest piękne. To piękno bierze się m.in. stąd, że jest niełatwe, bo prawdziwe. To taka wspólna, pełna pracy podróż, w której jest i będzie jeszcze wiele pułapek w nas i poza nami. Naturalnie czuję przed nimi lęk, ale w Spotkaniach uczę się te pułapki wychwytywać zanim stanie się coś, co nadszarpnie nić więzi... Bo nie można spoczywać na laurach. Trzeba po prostu cały czas uczyć się kochać.
O gubieniu się w dążeniach i zagubieniu swojego Celu:
To bardzo ludzkie... Bardzo dobrze to znam... Rozmyślanie o życiu czasami prowadzi do tego, że uświadamiam sobie poczucie STRATY. Nieuchronnie spotykam wtedy bezsilność wobec PRAGNIENIA, które drąży mnie pozostając niezaspokojone... Jak byłem mały to pamiętam, że płakałem czasem z tego powodu, dopóki nie zrozumiałem, że to że jestem czasem bezsilny, to nie powód do żalu i nie powód do uciekania w świat pozorów... Myślę, że dopiero w doświadczaniu całej swej bezsilności dojrzewa się do przyjęcia Boga...
O sensie życia:
OKRUCHY MYŚLI:
O znaczeniu chwili i słowa pisanego:
Chwila często podpowiada mi: "co dalej?", choć czasem gubię jej brzmienie i sens. Bywa też, że jej nie słyszę. Nie zauważam. Na przykład czasem podpowiada mi aby zamilknąć lub kiedyś podpowiedziała mi, żeby podzielić się swoim spojrzeniem na własny sposób wyrażania się. Według mojego surowego zazwyczaj mniemania ja lepiej i przede wszystkim pełniej (w swoim odbiorze) wyrażam siebie nie w słowie mówionym, ale w pisanym. W ogóle szanuję Słowo i słowo. Pisane, mówione, czytane, śpiewane... Może dlatego, że w sprawach ważkich i głębokich potrzebuję czasu na oddech, potrzebuję przestrzeni, a wydaje mi się, że zazwyczaj w codzienności słowo mówione bywa zbyt szybkie, oddech w nim jest płytki i ono często miażdży głębię treści jaką chciałoby się za pomocą takich słów komuś przekazać. Chociaż to zależy od sytuacji. Poza tym przedwieczne wynalezienie pisma jest dla mnie epokowym odkryciem, bo pozwalało już dawno temu wyrażać się w taki sposób, który utrwalał myśli, a tym samym i zapisane emocje na miarę swoich czasów.
O inspiracjach:
To niesamowite jak wiele inspiracji odnaleźć można wokół! Wystarczy dobrze szukać i wsłuchiwać się w swoją duszę, bo każdego inspiruje co innego. Nigdy nie chciałem żyć tylko i wyłącznie 'powierzchownie'. Odkąd pamiętam fascynowały mnie podróże ku poznawaniu świata, innych ludzi, siebie... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że takie inspiracje odnajduję nie tylko w teraźniejszości, ale podróżuję ku nim również w przeszłość – historię ludzkości... Najciekawsze zawsze były wnioski wysnute z własnych doświadczeń, przeżyć i poszukiwań – one odnoszą się rzecz jasna do teraźniejszości. Nic tak nie jest przecież autentycznie doświadczane jak przeżycia „na własnej skórze”. Jakże inspirujące bywa to co spotyka nas z zewnątrz, a co jest nam w jakiś sposób bliskie i dlatego inspirujące. Inspiracje prowadzą mnie ku Dobru i Prawdzie. Poruszają we mnie jakąś dawno nie rozedrganą lub nigdy nie rozedrganą strunę.
O radości:
Jak okruszki chleba, radość bierze się z dzielenia. Człowiek jest jak chleb. Radość jak okruszki chleba, pojawiające się zawsze wtedy, gdy bochenek lub kromka chleba są w jakikolwiek sposób dzielone. Nawet nadpsuty pleśnią chleb, dzielony, kruszy się. Niedzielony z czasem twardnieje jak kamień. Okruszków nie wyda.
O tym co niezwykłe i nienazwane:
Tak po prostu jestem cicho obok. Zbędna czasem używalność słów. W moich oczach możesz spróbować wyczytać wtedy wszystko. To co nienazwane ma niezwykłą moc. Paradoksem jej ulotność. To co nienazwane umyka więc z czasem z pamięci jako pierwsze. Dlatego niekiedy jednak szukam odpowiednich słów by TO nazwać, zapisać i zachować... Jak najdłużej... Czasem mi się udaje.
O presji oczekiwań i rzutowaniu siebie na innych:
Czasem czuję na sobie presję oczekiwań innych ludzi. To dziwne jest, że niektórzy chcą abym był taki jak oni... Mam czasem wrażenie, że chcą zjeść mnie jak ciastko lub spróbować skosztować, przeżuć i wypluć. Być może dla niektórych ludzi liczy się smak chwili, dla mnie liczy się coś znacznie trwalszego... To normalne, że są różne spojrzenia na wiele spraw. Uczę się całe życie podejścia do ludzi i zawierzam w tej sprawie swojemu wewnętrznemu głosowi. Choć z drugiej strony rozumiem, że generalnie w pierwszym momencie patrzymy na kogoś innego przez pryzmat swojego własnego widzenia świata... Trzeba uczyć się jednak pokonywać ten moment, jeśli chce się kogoś naprawdę poznać i zrozumieć... Poza tym czy to normalne chcieć aby ktoś stał się i był takim, jak my?
O Nadziei i o tych trudnych momentach, kiedy w głowie pojawia się pytanie co dalej?:
Trzeba mieć Nadzieję. Przecież to Ona podtrzymuje nas w wędrowaniu tam, dokąd naprawdę chcemy dotrzeć, gdzie jeszcze nie byliśmy, do tych ludzi i miejsc, których jeszcze nie spotkaliśmy... Ona nie pozwala nam się poddawać w chwilach, gdy ból istnienia wydaje się tak paraliżujący, że nie wiadomo co dalej... "Co dalej?" - wydaje mi się, że to jest chyba najczęściej zadawane przez ludzi pytanie w momentach, kiedy kogoś lub coś ważnego tracą albo kiedy piętrzą się przed nimi różne przeciwności losu. Mnie samego to pytanie też niejednokrotnie przygniotło swym ciężarem. Zwykle najpierw zmagałem się z nim, szamotałem i cierpiałem, by później wyczerpany wpaść na refleksję, że nie mam siły dalej się tym pytaniem obarczać. Co ma być to będzie. Tylko Bóg to wie. Mogę tylko wyciągnąć wnioski z przeszłości i iść dalej zgodnie ze swoim sumieniem i wspomnianą na początku Nadzieją... Myślę, że właśnie w takich chwilach dostrzega się najwyraźniej to, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. Dlatego w takich momentach często modlę się, pragnąc po prostu tylko położyć się na oceanie życia, poczekać cierpliwie i poddać się temu co życie przyniesie... JUTRO w szerokim pojęciu jest przecież takie nieznane. Tylko DZIŚ ma sens. A jutro przyjdzie przecież nowe DZIŚ...
O najważniejszej pracy w życiu:
Trudno mi jest mówić/pisać o miłości, dlatego, że jest dla mnie tak bardzo czymś wyjątkowym i szczególnym... Jest wzrastaniem. Wspólne wzrastanie jest piękne. To piękno bierze się m.in. stąd, że jest niełatwe, bo prawdziwe. To taka wspólna, pełna pracy podróż, w której jest i będzie jeszcze wiele pułapek w nas i poza nami. Naturalnie czuję przed nimi lęk, ale w Spotkaniach uczę się te pułapki wychwytywać zanim stanie się coś, co nadszarpnie nić więzi... Bo nie można spoczywać na laurach. Trzeba po prostu cały czas uczyć się kochać.
O gubieniu się w dążeniach i zagubieniu swojego Celu:
To bardzo ludzkie... Bardzo dobrze to znam... Rozmyślanie o życiu czasami prowadzi do tego, że uświadamiam sobie poczucie STRATY. Nieuchronnie spotykam wtedy bezsilność wobec PRAGNIENIA, które drąży mnie pozostając niezaspokojone... Jak byłem mały to pamiętam, że płakałem czasem z tego powodu, dopóki nie zrozumiałem, że to że jestem czasem bezsilny, to nie powód do żalu i nie powód do uciekania w świat pozorów... Myślę, że dopiero w doświadczaniu całej swej bezsilności dojrzewa się do przyjęcia Boga...
O sensie życia:
Pragnienie Miłości jest sensem mojego życia. Pragnąc czegoś starasz się w naturalny sposób zaspokoić to pragnienie, a Miłość to najcudowniejsza postawa. Kiedy odnoszę się do innych i do siebie z Miłością, to wtedy czuję i wiem, że to jest właśnie to czego w życiu szukam, a poszukiwania Boga (Bóg jest Miłością) trzeba zacząć od samego siebie. Tęsknota dla mnie częściej jest destrukcyjnym uczuciem, dlatego, że dotyczy "rzeczy", które już się w naszym życiu kiedyś zdarzyły. Dochodzę do wniosku, że moje życie generalnie się zmienia i patrzę na nie z wielką pokorą, wiedząc, że wiele w nim się już nie powtórzy, za to przydarzyć się może coś całkiem nowego. Z tęsknoty można umrzeć, wypalić się, zwiędnąć. Pragnieniem Miłości zaś można ŻYĆ. I najważniejsze, że kieruje nim NADZIEJA.
O samotności:
Znam jej pozytywne i negatywne strony. Nauczyłem się z nią żyć. Może być dobra, ale czasem potrafi być jak zżerający od środka kwas, który atakuje również umysł, zmieniając perspektywę patrzenia. Wtedy wszystko wydaje się, że jest gdzieś poza mną, a ja zostaję z tymi ciężkimi myślami sam, nie wiedząc co dalej... Modlitwa mi wtedy pomaga. Samotność jest przecież nieunikniona (niezależnie czy jesteś w związku z kimś czy nie). Trzeba ją oswoić i myślę, że radzę sobie z nią dużo lepiej niż kiedyś. Bycie samemu nie jest równoznaczne z byciem samotnym, a bycie nie-samemu nie jest równoznaczne z byciem nie-samotnym.
O priorytetach w życiu i czerwonym światełku:
Gdy miewam bardzo intensywny zawodowo okres w życiu, na tyle intensywny, że odczuwam brak życia prywatnego, to wtedy czuję, że włącza mi się w głowie czerwone światełko. Jeśli w porę je dostrzegę i za nim podążę, to na szczęście przytomnie i szybko wracam na właściwe tory i proporcje. Czasem wbrew sobie zbywam jednak to "czerwone światełko" i z doświadczenia wiem, że nie czuję się wtedy z tym dobrze. Życie prywatne zawsze było (i nadal jest) dla mnie najważniejsze, jednak czasem są takie okresy, że muszę poświęcać jedno dla drugiego lub odwrotnie. Samo życie... Kiedy cokolwiek wokół próbuje odebrać mi duszę, kiedy wydaje się, że nie mam już sił "być w systemie", wtedy staram się wyciszyć i patrzę na wszystko z innej perspektywy... Nawet najlepszego obrońcę mogą jednak zgubić emocje. To co najcenniejsze noszę w sobie. I nikt mi tego nie odbierze... Także ja sam nie mogę sobie tego odebrać i pozwolić zniszczyć to w sobie. Za tą Wolnością będę podążać...