sobota, 27 czerwca 2009

Michael Jackson: 1958-2009

Są osoby, które poprzez swoją działalność w jakiejś dziedzinie w pewien sposób wpływają na innych. Taki był, jest i będzie Michael Jackson. Muzyka jest i była dla mnie bardzo ważna. I właśnie w muzyce, „mojej” muzyce, Michael Jackson odegrał ważną rolę. To jeden z muzycznych idoli mojego dzieciństwa. Fenomen. I choć później moje zainteresowania muzyczne skierowały się w zupełnie inne niż „jacksonowe” klimaty, to niewątpliwie jego muzyka wpisała się w kalejdoskop moich muzycznych fascynacji. Pamiętam, że zacząłem go słuchać w 1987 roku od płyty „Bad” oraz od piosenek „The way you make me feel” oraz „Liberian girl”. Odbierałem jego osobę jako kogoś z innej planety. To niesamowite i fantastyczne jest, że człowiek w obojętnie jakiej dziedzinie, kierowany pasją potrafi tworzyć takie rzeczy, które trafiają do ludzi poruszając ich emocje... Wydaje mi się, że muzyka jest jedną najbardziej komunikatywnych dziedzin sztuki, która łączy ludzi niezależnie od wszystkiego. To niezwykłe, że rodzą się tacy ludzie jak Michael Jackson. I stają się poprzez swoją muzykę nieśmiertelni...

środa, 24 czerwca 2009

Pora deszczowa...

Jeśli deszcz porównać można do łez, to nie pamiętam, aby świat tak długo w tej części globu płakał. Jakbym znajdował się w porze deszczowej, gdzieś na krańcach Ameryki Południowej lub Azji... To dobra pora na ćwiczenie cierpliwości w oczekiwaniu na słoneczne chwile. Tak samo jak cierpliwość i wolę walki ćwiczy spotykana przeze mnie w drodze do pracy starsza kobieta, która przy pomocy bliskiej osoby i chodzika, uczy się na nowo stawiać kroki nogami, które odmówiły jej posłuszeństwa. Podziwiam ją za to i jednocześnie czerpię od niej siłę do walki. Zdrowym ludziom zazwyczaj trudno pojąć i zauważyć jej codzienny heroizm. Mając zdrowe ręce, zdrowe nogi, zdrowe ciało zwykle znajdujemy jakiś chory powód do narzekań, np. na deszcz. Zupełnie niepotrzebnie. Siła do przezwyciężania trudności każdego dnia leży w głowie...

niedziela, 14 czerwca 2009

W drodze...

Tak bardzo sprowadzane do roli banału... Obdzierane ze znaczeń, pełne zbędnych słów... Poniewierane wciąż trwają... W warkocz życia splatając się... Wiara, nadzieja i miłość... Żadne 'carpe diem', czy za doznaniami bieg... W prozie życia częściej upadają... Dziwne, że jeszcze podnoszę się... Światło, powietrze i przyjaźń... Napięte struny duszy rozluźniają się... Pozbawione złudzeń, ciszy niedomówień... W niezawiłą opowieść zmieniają się... Nie do słońca mi bliżej lecz do księżyca... Przed oślepiającym blaskiem świata pozorów... W cichej drodze serca chowam się... Tylko tam możesz naprawdę mnie spotkać...

środa, 10 czerwca 2009

Trudna droga ku Prostemu...

Wszystko co najważniejsze w życiu jest proste. Dziwne jest tylko to, że ludzie zazwyczaj nie potrafią dostrzec tego co jest proste, bo „jak to możliwe, że to jest takie proste”. Mówią, że błądzić jest rzeczą ludzką, ale dopiero gmatwać to człowiek po mistrzowsku potrafi. Stąd powstają trudności. Najgorsze są te trudności, które stwarzamy sami sobie. Pogmatwany człowiek nie umie prosto wierzyć, nie umie prosto kochać, nie umie prosto myśleć, nie umie prosto cierpieć... Często nie z własnej winy. Pogmatwany człowiek, aby „wyjść na prostą” musi uświadomić sobie swoje pogmatwanie. A to dopiero początek, bowiem pogmatwanie ma to do siebie, że wrasta w człowieka jak kleszcz, wchodzi w krew i nie chce się samo odczepić. W dodatku gmatwa się życie nie tylko sobie, ale i innym. Stąd to co proste jest dla wielu niełatwe, co nie znaczy niemożliwe...

wtorek, 9 czerwca 2009

Pokrojony

Czasem jest mi wstyd, że jestem człowiekiem, a czasem ogarnia mnie złość, kiedy widzę do czego człowiek jest zdolny. I pomyśleć, że jesteśmy najbardziej rozumnymi istotami na Ziemi... To widać na przykład patrząc na powalone przystanki autobusowe w miastach, czy na wyrwane z chodników kosze na śmieci... Pamiętam wyprawę (sprzed kilku lat) do lasu. Lubię w nim przebywać. Razem z moimi czworonogami spotkałem wtedy sarny. Dostrzegłem też jastrzębia wypatrującego pożywienia. Po niewielkim deszczu na leśną drogę wypełzł ochoczo padalec. Krople rosy lśniły w słońcu na jego delikatnej skórze. Moje psy ze zdziwieniem powąchały to bezbronne stworzonko. Chyba pierwszy raz w życiu spotkały takiego nieznajomego. Po chwili poszliśmy dalej zostawiając nowego przyjaciela. Wkrótce na skraju sosnowego lasu znalazłem kurkę. To był mój pierwszy jadalny grzyb znaleziony w tamtym sezonie. Cieszyłem się, że „mój” las jest tak hojny w podarunki.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Retrospekcja: Nosal

O Nosalu (1206 m n.p.m.) chciałem wspomnieć już jakiś czas temu. Nie jest to może góra wybitna, ale interesująca. Ilekroć bywam w Zakopanem, a nie mam zbyt wiele czasu by ruszyć na dłuższe wędrówki w góry, to wtedy Nosal traktuję jako taki tatrzański punkt, do którego bardzo mnie ciągnie. Bardziej niż na Gubałówkę. Najchętniej wieczorami o zachodzie słońca, kiedy nie jest już tak oblegany przez ludzi. Ponoć nazwa góry pochodzi od kształtu skał od północno-zachodniej strony, przypominających nos, choć mnie nigdy takie skojarzenie nie przyszło do głowy. Nosal cenię głównie za różnorodność: jest tam i strome urwisko, turnie, reliktowe okazy czarnej sosny, jest to również stanowisko pierwiosnka łyszczaka, a przede wszystkim szarotki alpejskiej, niestety często niszczonej przez ludzi. Z Nosala roztaczają się ciekawe widoki m.in. na szczyty wznoszące się ponad Doliną Pańszczycą i Doliną Gąsienicową, a także na Giewont, Czerwone Wierchy i rejon Doliny Bystrej. Poza tym Nosal jest jednym z moich pierwszych zdobytych tatrzańskich szczytów, do których lubię wracać po dziś dzień.

środa, 3 czerwca 2009

Intensywność życia

Duchowość i fizyczność. Czasem tak od siebie odległe. Choć w jednej osobie. We mnie. Jedno bez drugiego nie tworzyłoby całości. Raz pełnej rozterek, raz bliskiej harmonii... Kiedyś myślałem, że intensywność życia mierzy się posiadaniem tego co namacalne oraz pokonanymi odległościami w przestrzeni, na które nie każdego stać. Teraz myślę, że intensywność życia mierzy się raczej przestrzeniami duszy, do których każdy ma dostęp, tylko nie każdy o tym wie...

wtorek, 2 czerwca 2009

O stresie...

Stres to jest chyba taki stan, którego przeważnie się unika. Oczywiście może być on także twórczy i pobudzający do działania, ale tylko wtedy jeśli znamy jego granice i swoje własne możliwości radzenia sobie z nim. Nie lubię stresu, ponieważ kojarzy mi się z tym całym cywilizacyjnym chaosem (często spraw mniej istotnych), od którego tak bardzo lubię się odgradzać. Ale nie można się do końca odgrodzić od czegoś w czym się czasem mimowolnie czy z konieczności uczestniczy... Właśnie mam za sobą noc ze stresem w tej jego mniej chwalebnej formie. Popełniłem błąd, którego skutki odczuwałem nie tylko ja, a którego w zmęczeniu nie potrafiłem sobie przypomnieć i dlatego w tej niepewności się stresowałem. Umysł ludzki to jednak nieogarnięty wszechświat... Zregenerowany działa lepiej...

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Dzień Dziecka

W mniemaniu dorosłych dzieci są szczęśliwe. Nie mają trosk. Dlatego dorośli tęsknią czasem za dzieciństwem pozbawionym spraw dorosłych. Ale dzieci mają świat własnych trosk. Zdarza się też, że zbyt szybko tracą swe dzieciństwo... Tak nie powinno być. Świat widziany oczyma dziecka jest pełen barw, ciepła i świeżości... Większość dorosłych tego nie pojmuje... Zbyt zajęci są pracą i pieniędzmi. “Dlatego dzieci muszą być bardzo pobłażliwe w stosunku do dorosłych” - powiedział Mały Książę. Wszystkim dzieciom, tym małym i tym większym, oraz tym ukrytym gdzieś głęboko w dorosłych... wielu radości (nie tylko) w Dniu Dziecka :)