Co łączy Bałtyk z Tatrami? W 100 lat po umieszczeniu krzyża na Giewoncie replika tego samego krzyża stanęła nad Bałtykiem, a ściślej w Parafii Zesłania Ducha Świętego w Sopocie. Wczoraj po południu tam byłem. Wokół prawie nikogo. Najgłośniejsze były rozmowy ptaków. Gdyby tak na Giewoncie móc kiedyś w takiej samej ciszy się zapatrzeć, zamyślić, zasłuchać...
Modlitwa to podróż do własnego wnętrza... Piszę tu o moich pasjach... O Camino... O spotkaniach... O podróżach do wewnątrz... O książkach, filmach i muzyce... O tym co jest we mnie... Czasem trzeba się zatrzymać, by móc iść dalej... Spojrzeć wstecz, usłyszeć swoje myśli... Zapamiętać jakiś obraz zatrzymany na fotografii... Wrócić do słów czasem zapomnianych i czerpać siłę... Czas jak rzeka płynie... Codziennie wsłuchuj się, czy upływa w rytmie Twego Serca, wtedy nigdy nie będzie stracony...
Więcej o mnie:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 września 2014
środa, 3 kwietnia 2013
Beskid Sądecki: spojrzenia z wieży widokowej na szczycie Radziejowej
Odkąd pamiętam podobała mi się siła jaka tkwi w fotografii. Na przykład oglądając zdjęcia można w myślach przenieść się do miejsc, które się fotografowało, do ulotnych chwil, które się w kadrze zatrzymało, i znów poczuć choćby blask słońca na skórze. Dziś wracam do kontynuacji foto-wspomnień z przejścia za jednym zamachem Głównego Szlaku Beskidzkiego. Myślami jestem na szczycie Radziejowej, na której znajduje się drewniana wieża widokowa, z której przy dobrej pogodzie można spojrzeć także na Pieniny i Tatry.
sobota, 31 marca 2012
Tatrzańskie Śmigło
Właściwie to nie przypominam sobie żadnego ze swoich tatrzańskich pobytów, w którym nie widziałbym (lub nie słyszał gdzieś z oddali dźwięku) lecącego "tatrzańskiego śmigła". Tam gdzie są góry, tam istnieje też ryzyko. Tam gdzie jest ryzyko, tam bywają ofiary i cisi bohaterowie. Jest głupota i jest mądrość. Jest brawura i jest rozwaga. Jest ostrożność i jest nieostrożność... Niekiedy bywa już za późno... Dla śmierci nigdy nie jest za późno... A śmigło nad Tatrami wciąż po nas lata...
niedziela, 4 grudnia 2011
wtorek, 29 listopada 2011
Morskie Oko: Lustrzane Tatr odbicia
Spoglądając komuś głęboko w oczy czasem można wiele wyczytać. Spoglądając w głębię Morskiego Oka czasem można wiele zobaczyć, np. obróconego "do góry nogami" Mnicha. Są też takie nieliczne chwile (np. w listopadzie), kiedy nad Morskim Okiem jest spokojnie i cicho. Wyjątkowym spokojem dzielą się wtedy okalające Dolinę Rybiego Potoku szczyty, a tafla niezmąconej morsko-ocznej wody również spokój oddaje... Nad jej brzegiem usiadłem i ów spokój chłonąłem... Ile mogłem, w sercu i pamięci zachowałem...
poniedziałek, 21 listopada 2011
piątek, 18 listopada 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Dalekie spojrzenie na Tatry
Jest taka ławeczka w Polsce z której przy dobrej pogodzie zobaczyć można cudowny widok na Tatry. To chyba moja ulubiona ławeczka dająca taką perspektywę spojrzenia. Można na niej przysiąść i poczuć radość z Daru Życia, a potem zachować ową ławeczkę i spojrzenie z niej głęboko w sobie. W ramach fotograficznych reminescencji dziś podróż przez 25 takich dalekich spojrzeń na Tatry. Warto poszerzać horyzonty :)
środa, 8 grudnia 2010
W Dolinie Chochołowskiej...
Zima w wielu miejscach wygląda mniej lub bardziej pięknie, a w Tatrach jest szczególna. Wiem, bo bywałem w Tatrach zimą... Poszperałem w przepastnych archiwach swoich fotografii (jak ja lubię wracać do takich wspomnień) i wygrzebałem dziś zimowe zdjęcia z tatrzańskiej Doliny Chochołowskiej. Nawet przy zachmurzonym i szaro-burym niebie zima w górach nie traci swojego uroku.
niedziela, 8 sierpnia 2010
Kościelec
Tatrzański szczyt, ku któremu z wyraźną fascynacją (zawsze gdy w jego pobliżu jestem) wznoszę wzrok; który czy to opalony w słońcu czy otulony mgłą wciąż mnie niezwykle urzeka... to Kościelec. I pomimo tego, że inne szczyty - większe i mniejsze - również potrafią mnie 'zahipnotyzować', to Kościelec był pierwszy i wciąż nim pozostaje... Poniżej kilka zdjęć z mojego ostatniego pobytu w Tatrach z Kościelcem w roli głównej.
piątek, 23 października 2009
...a w Tatrach zima...
… a w Tatrach zima... Już od kilkunastu dni... Zresztą nie tylko w Tatrach. Białym puchem sypnęło również w Bieszczadach, Beskidach, czy Karkonoszach... Uwielbiam zimę w górach. Zwłaszcza w słoneczne dni. Zawsze wtedy myślę sobie jak ten górski zimowy krajobraz w całej swej surowości jest piękny i czysty... Co roku... I czasem pozwala dostrzec więcej niż się widzi zazwyczaj... Powietrze ponad szczytami staje się niekiedy tak krystaliczne, że widoczność ze szczytów gór zwiększa się nawet kilkukrotnie... I widzi się to co z reguły jest niedostrzegalne... Zupełnie jak w życiu...
niedziela, 6 września 2009
Po powrocie... (z czterech górskich pasm)
Gorce, Beskid Sądecki, Pieniny, Tatry... Chciałem napisać, że coś przeżyłem. Jednak nie potrafię znaleźć odpowiednich słów... Była wędrówka. Była cisza. Była modlitwa. Trud i piękno chwil... Była mroźna pod gwiazdami noc i był upalny w słońcu dzień. Były rozmowy. Był człowiek. Była też niespodziewana śmierć... Był śmiech. Był ból. Była przestrzeń gór... Był górski świt i wschód słońca na Czole Turbacza. Był gwałtowny błysk i grzmot piorunów nad Zakopanem i nad Tatrami. Był strach. Była wdzięczność. Była troska. Była niepewność. Był odpoczynek i było zmęczenie. Był zawód i zachwyt. Było czekanie... Były decyzje i nieoczekiwane zmiany planów. Było tak wiele... Czas minął szybko i tylko w głowie plącze mi się pytanie: co po tym czasie pozostanie? Wierzę, że nie tylko obrazy... Nie tylko dźwięki i słowa... Ale doświadczenia... Bo wędrówka nie kończy się przecież tam w górach... Ona trwa przez cały czas... Każdy swoje camino nosi w sobie. A drogi mają to do siebie, że czasami się łączą, przecinają, oddalają lub biegną obok siebie... Doświadczam tego wszystkiego i cieszę się, że potrafię doceniać chwile. Tylko tyle (lub aż tyle) mam.
sobota, 29 sierpnia 2009
Jestem w Tatrach...
Wyruszam w Tatry po ponad półtorarocznej przerwie. Wcześniej jednak znów spróbuję posłuchać szumu wiatru znad gorczańskich polan, odwiedzę Kaplicę Papieską na Polanie Rusnakowej... Wrócę też do Łopusznej, aby poczuć klimat tischnerowskich miejsc... Sam Tischner pisał, że jego filozofia wywodzi się po prostu z gór i z szumu Dunajca... Więc z Łopusznej udaję się prosto na spływ. Oczywiście Dunajcem. A później już tylko Tatry... Jedyne i niepowtarzalne... Ich urok działa na mnie jak magnes...
poniedziałek, 8 czerwca 2009
Retrospekcja: Nosal
O Nosalu (1206 m n.p.m.) chciałem wspomnieć już jakiś czas temu. Nie jest to może góra wybitna, ale interesująca. Ilekroć bywam w Zakopanem, a nie mam zbyt wiele czasu by ruszyć na dłuższe wędrówki w góry, to wtedy Nosal traktuję jako taki tatrzański punkt, do którego bardzo mnie ciągnie. Bardziej niż na Gubałówkę. Najchętniej wieczorami o zachodzie słońca, kiedy nie jest już tak oblegany przez ludzi. Ponoć nazwa góry pochodzi od kształtu skał od północno-zachodniej strony, przypominających nos, choć mnie nigdy takie skojarzenie nie przyszło do głowy. Nosal cenię głównie za różnorodność: jest tam i strome urwisko, turnie, reliktowe okazy czarnej sosny, jest to również stanowisko pierwiosnka łyszczaka, a przede wszystkim szarotki alpejskiej, niestety często niszczonej przez ludzi. Z Nosala roztaczają się ciekawe widoki m.in. na szczyty wznoszące się ponad Doliną Pańszczycą i Doliną Gąsienicową, a także na Giewont, Czerwone Wierchy i rejon Doliny Bystrej. Poza tym Nosal jest jednym z moich pierwszych zdobytych tatrzańskich szczytów, do których lubię wracać po dziś dzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









