niedziela, 27 grudnia 2009

Czas noworocznych postanowień

Koniec roku to dla mnie czas patrzenia w przyszłość, czyli czas postanowień noworocznych. W Nowym Roku planuję jedną szczególną podróż, która będzie trwać miesiąc czasu. W jednym z wcześniejszych wpisów już o tym wspominałem. Poza tym wyznaczyłem sobie jeszcze pięć innych postanowień już nie związanych z podróżami, które zobowiązuję się sam przed sobą w 2010 roku zrealizować.

wtorek, 22 grudnia 2009

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się
do swojego brata czy siostry
i wyciągasz do nich ręce,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz,
aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

O dawaniu - fragment "Proroka"

W tym przedświątecznym zabieganiu i w ten najkrótszy dzień w roku, kiedy to właśnie przychodzi do nas astronomiczna zima, przytaczam dziś fragment książki "Prorok" Khalila Gibrana. Jest to fragment "O dawaniu". Wydaje mi się on w sam raz na zatrzymanie się w tym okresie pędu do brania i konsumowania...

sobota, 19 grudnia 2009

O pieniądzach

Pieniądz jest narzędziem takiej manipulacji lub prób manipulacji ludźmi przez innych ludzi, że to się w głowie nie mieści! Niestety na tym opiera się w coraz większej mierze dzisiejsza rzeczywistość. Czasami jest to żenujące. Na przykład wczoraj dostałem sms-a o treści: „Zostałeś TRAFIONY! Jeśli jeszcze nie wpłynęła na Twoje konto nagroda 100.000 zł, to wyślij sms-a na numer taki i taki o treści BRAK”. Co za bzdury! - pomyślałem i skasowałem wiadomość. Jeszcze bardziej żałosne jest wyłudzanie pieniędzy pod pozorem potrzeb chorych, biednych dzieci. Istnieje tak wiele innych przykładów manipulowania pieniądzem, że czasem mam wrażenie, że ta machina rozkręciła się już tak bardzo, że nie da się jej zatrzymać. Czy tego chcę czy nie, biorę w tym udział. Światem rządzi pieniądz, ale nie wszystko jest na sprzedaż. Pieniądze są bezpańskie, nie należą do nikogo, przepływają jedynie przez nasze ręce. Nie są niczyją własnością, to raczej forma odpowiedzialności i od nas tylko zależy, czy spożytkujemy je właściwie.

piątek, 18 grudnia 2009

Dlaczego chodzisz po górach?

„Dlaczego chodzisz po górach?” - zapytał mnie ktoś znienacka... „Bo góry dają mi szczęście” - odpowiedziałem, przypominając sobie własny tekst pt. „Dlaczego góry?”... Ale ten ktoś tego nie zrozumiał... Chyba zbyt prosta wydała się ta odpowiedź... Po latach od napisania tamtego tekstu przyszło mi dziś do głowy, że chodzę po górach również dlatego, że są dla mnie metaforą życia: tak jak one mają swoje doliny, wzniesienia, szlaki proste i kręte, trudne i łatwe, chwile zwątpień i wzruszeń...

czwartek, 17 grudnia 2009

Wziąć na bary ten wysiłek...

„Na całej połaci śnieg...” - jak w piosence. Przyszła śnieżna i mroźna zima, a ja ostatnio spotykam coraz więcej narzekających ludzi, tak jakby to narzekanie coś w ich życiu miało zmienić. To zastanawiające jest jak łatwo wielu ludzi popada w marazm narzekania, ogólnego bezsensu i jakże szybko zaraża nim innych. Poczucie niespełnienia i tego, że czas przepływa miedzy palcami, podczas gdy nie dzieje się nic znaczącego bierze się stąd, że człowiek zajmuje się wieloma drobnymi sprawami, a nie robi niczego naprawdę ważnego, nie ma czasu na zajmowanie się tym, co dla niego jest najważniejsze, nie potrafi wskazać swojego celu ani do niego dążyć. Wystarczy więc wziąć na swoje bary ten wysiłek i uczciwie postawić przed sobą jeden cel do zrealizowania i podporządkować mu wiele innych, mniej ważnych rzeczy, by wszystko znów nabrało sensu i wróciło poczucie, że się naprawdę żyje.

niedziela, 13 grudnia 2009

Święta tuż za rogiem

Przypominają o nich świąteczne dekoracje, piosenki z dzwoneczkami w radiu, świąteczne promocje i reklamy w sklepach, gazetach, telewizji, internecie... Na mój telefon komórkowy coraz częściej i bardziej nachalnie przychodzą również świąteczne reklamy... Im bliżej świąt, tym coraz głośniejszy staje się dla mnie ten marketingowy szum konsumpcji. Zupełnie inaczej gra melodia mojej duszy... Cisza jest ukojeniem... Wie o tym każdy, kto nie daje się wciągnąć w ten cały rozreklamowany przedświąteczny zgiełk. Ten hałas jest błyskotliwą przykrywką, pod którą nic więcej niż zysk się nie kryje. Zewsząd próbuje skusić do coraz to bardziej wymyślnych uszczęśliwiaczy rzeczywistości, zapominając, że najlepszym prezentem świątecznym i na co dzień dla człowieka jest drugi człowiek.

piątek, 11 grudnia 2009

Khalil Gibran - "Szaleniec" i "Prorok"

„Ból jest jak skorupka, kiedy pęka. A przez nią wykluwa się rozumienie siebie. Rozłamać się musi nawet pestka owocu, inaczej nie dozna w sercu promieni słońca."

Te słowa napisał żyjący na przełomie poprzednich stuleci obdarzony wyjątkową wrażliwością człowiek - Khalil Gibran. Urodził się w 1883 roku w libańskiej wiosce Bszarre, w rodzinie maronickich chrześcijan. Jako 11-latek wyemigrował wraz z matką i rodzeństwem do Ameryki Północnej. Większość dorosłego życia poświęcił malarstwu, jednak bardziej znany stał się dzięki swoim książkom. Znany jest także ze związku z Mary Haskell, która wywarła ogromny wpływ na jego twórczość. Zmarł w 1931 roku w Nowym Jorku. Kilka dni temu odkryłem dwie jego książki: „Prorok” i „Szaleniec”. Wcisnęły mnie w fotel. Wstrzymałem więc oddech i wciąż jestem pod wrażeniem. Piękne! Poruszają te struny, których na co dzień ludzie nie umieją, nie mają czasu lub boją się dotykać. Tych książek się ot tak po prostu nie czyta, nimi wypełnia się serce. Są inspirujące w swej prostocie. Tylko prawdziwi szaleńcy są w stanie usłyszeć tę melodię. I mnie coś ku książkom Gibrana skierowało :)

wtorek, 8 grudnia 2009

Inspiracje

To niesamowite jak wiele inspiracji odnaleźć można wokół! Wystarczy dobrze szukać i wsłuchiwać się w swoją duszę, bo każdego inspiruje co innego. Nigdy nie chciałem żyć tylko i wyłącznie 'powierzchownie'. Odkąd pamiętam fascynowały mnie podróże ku poznawaniu świata, innych ludzi, siebie... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że takie inspiracje odnajduję nie tylko w teraźniejszości, ale podróżuję ku nim również w przeszłość – historię ludzkości... Najciekawsze zawsze były wnioski wysnute z własnych doświadczeń, przeżyć i poszukiwań – one odnoszą się rzecz jasna do teraźniejszości. Nic tak nie jest przecież autentycznie doświadczane jak przeżycia „na własnej skórze”. Jakże inspirujące bywa to co spotyka nas z zewnątrz, a co jest nam w jakiś sposób bliskie i dlatego inspirujące. Inspiracje prowadzą mnie ku Dobru i Prawdzie. Poruszają we mnie jakąś dawno nie rozedrganą lub nigdy nie rozedrganą strunę. Te słowa piszę właśnie pod wpływem nowo odkrytej inspiracji! Niedługo i o niej tu napiszę :)

piątek, 4 grudnia 2009

Nieustające poszukiwania

Pomyślałem, że mam ogromne szczęście, że umiem nazwać swoje pasje i pochłaniając się im realizować siebie. Gdy piszę coś od siebie tak od serca, jak teraz, to w tych momentach po prostu czuję, że żyję. Gdy z mozołem wdrapuję się na jakiś szczyt górski lub w leśnej ciszy wsłuchuję się w dźwięki natury - czuję tak samo. Gdy w skupieniu zatrzymuję siebie, swoje myśli i fotografuję jakiś ciekawy element krajobrazu, wtedy również czuję, że żyję. Gdy spotykam się z jakimś dziełem ludzkich rąk lub ludzkiego umysłu, dzięki któremu uświadamiam sobie jego piękno, czuję, że żyję. Zwierzęta również mają w sobie wiele piękna... Gdy dzielę się z kimś sobą, swoim światem, swoimi przemyśleniami, problemami, a zwłaszcza radościami - czuję, że żyję. I dla tych chwil warto żyć, bo życie składa się z wielu takich chwil, tylko trzeba je sobie wciąż na nowo uświadamiać i odnajdywać te momenty, które dają nam najwięcej radości :) Będę dalej ich szukać :)

poniedziałek, 30 listopada 2009

W przestrzeni rozstań i powrotów...

Z odległością fizyczną między ludźmi, nawet w dobie komunikacji telefonicznej i internetowej, niestety często bywa tak, jak pisał Ryszard Kapuściński, że odległość ta osłabia i zabija międzyludzkie relacje... Ale jeśli istnieje nadzieja, że wkrótce rozdzielająca ludzi przestrzeń zostanie przekroczona, wówczas nawet na odległość mogą zachować i budować swoje więzi... I podróżnicze dusze dobrze o tym wiedzą... Istnieje przecież jeszcze inna przestrzeń - przestrzeń duchowa, która jest niewidzialna dla innych, i która zarezerwowana jest tylko dla bliskich sobie osób... Gdy rozdziela je odległość, to nie są to tylko kilometry... To jest część ich wspólnego świata... Przestrzeń tylko i wyłącznie Tych bliskich sobie osób... Fizycznie rozdzielają je różne sprawy... By za jakiś czas znów móc się Spotkać...

piątek, 27 listopada 2009

Buntownik

Czasem myślę, że świat, który sprawia że czas biegnie tak szybko (np. w pogoni za pieniądzem), nie sprzyja ludziom wrażliwym... Zabiera im chwile dla siebie, tak jak zabierają im je inni ludzie... Ludziom z duszą trudno jest odnajdywać się w takim świecie... Trudno trwać w walce o to, aby nie zamknąć nieopatrznie dla Kogoś swojego Serca w świecie, gdzie tyle Serc wokół jest „zamrożonych”... Rzeczywistość bezlitośnie obdziera z szans na Spotkania na poziomie Serca, „nakazując” wciąż biegnąć za czymś na powierzchni dostrzegalnej dla wszystkich...

poniedziałek, 23 listopada 2009

Listopad w górach...

Listopad w górach to idealna pora i miejsce na spotkanie z wszystkim tym, co większość uważa raczej za warte pomijania... Koncerty chmur i mgieł, przeplatane zimnym wiatrem... Ołowiany i ponury obraz świata... Krótki dzień, mało światła... Raczej brak rozległych widoków na okoliczne szczyty... Zawilgotniałe i ubłocone górskie ścieżki przysypane gnijącymi liśćmi, których kolory tracą na intensywności... Częściej deszcz z nieba, niż słońce na twarzy... Zmęczenie też wydaje się jakby wyraźniejsze... I ta wszechogarniająca pustka objawiająca się widokiem ogołoconych i pozbawionych liści drzew... Krajobraz jakby umierał... Świergot ptaków gra tylko we wspomnieniach...

niedziela, 22 listopada 2009

Szacunek...

Niektórzy ludzie nie wiedzą co znaczy SZACUNEK, albo to pojęcie ograniczają do kręgu najbliższych sobie osób. Inni stawiają swoje JA tak wysoko, że uważają że na ich szacunek trzeba sobie zasłużyć. Oceniają drugich pod względem „przydatności” dla siebie. Wykorzystywanie i manipulowanie jest niestety takie powszechne... Jeszcze inni balansują na granicy żartu, braku szacunku, a nawet werbalnej, psychicznej czy emocjonalnej przemocy. Jakimś dziwnym trafem są tak „mocni” akurat wobec słabszych od siebie. Ale nie wolno dać się sprowokować i walczyć z nimi tymi samymi metodami. Myślę, że lepiej trafi do nich pokazanie im jak bardzo ograniczone mają myślenie, przez wyrażenie im własnego pojmowania słowa SZACUNEK. W przypadku dalszych rozbieżności, nie ma o czym więcej rozmawiać. Jednak jestem zdania, że trzeba dać im szansę na zrozumienie swojego postępowania.

wtorek, 17 listopada 2009

Slacklining czyli spacer po linie

Wczoraj. Słoneczne popołudnie. Park Skowroni we Wrocławiu. Moją uwagę, tak jak większości spacerowiczów i biegaczy, zwraca kobieta na linie. Dosłownie. Wygląda na około czterdzieści parę lat, nosi okulary, ubrana jest na sportowo... Ze skupieniem stawia kroki na rozwieszonej gdzieś na wysokości pasa, przymocowanej i rozciągniętej od drzewa do drzewa linie. Podchodzą do niej z zainteresowaniem ludzie... Podchodzę i ja... Dowiaduję się, że uprawia slacklininig. Niesamowicie prosty sport, który "rozgrzewa" zarówno umysł, jak i ciało. Próbuję wejść na linę i złapać balans. Szybko spadam na ziemię... Próbuję jeszcze raz... Tym razem dłużej jestem na linie. Chodzenie po bagnach wciąga. Chodzenie po linie też... Kobieta opowiedziała, że teraz ćwiczy sama, bo jej znajomi od slackliningu wyjechali. Myślę, że to wspaniały sposób na odpoczynek... Zainteresował mnie bardzo :)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Regeneracja umysłu...

Kiedy jest się zaganianym np. pracą, wówczas czas upływa bardzo szybko... Nie lubię tego, bo wtedy zagłuszone nadmiarem obowiązków zostaje moje "ja" i bywa czasem, że czuję iż coś w sobie tracę... Jeśli w ciągu całego dnia zabiegania za wypełnianiem bardziej lub mniej przyjemnych obowiązków zawodowych i domowych, za "naginaniem się" do często niezbyt istotnych oczekiwań innych ludzi, za "pośpiechem" komunikacyjnym, nie znajduję w sobie siły i czasu na bycie choć przez chwilę ponad to wszystko, to najzwyczajniej się spalam. Dlatego codziennie, w różnych i zupełnie nieokreślonych porach dnia, a nawet czasem po przebudzeniu się w środku nocy, ćwiczę sztukę uwalniania swoich myśli, które płyną wtedy bez żadnego konkretnego powodu w sobie tylko znanym kierunku. Najlepiej wychodzi mi to podczas wykonywania długich i żmudnych czynności... Przemieszczanie się środkami komunikacji również temu sprzyja. Wiem, że taka regeneracja umysłu pozwala mi nie "ścigać się" ze zmęczeniem ciała i niepewnością oraz odsuwa w dal ewentualne zniecierpliwienie. W przeciwieństwie do wszelkich dopalaczy rzeczywistości, które tylko oszukują organizm przytępiając zmysły.

wtorek, 10 listopada 2009

Gladiator

Gdy za oknem długo leje deszcz i ma się wrażenie że niskie ciemne chmury jakby dotykały ziemi, wtedy wielu ludzi mówi o tzw. pogodzie barowej. Ja takie chwile zdecydowanie częściej określam jako pogodę kinową :) I choć nie jestem i nigdy nie byłem zagorzałym kinomaniakiem, to właśnie wtedy, wybieram się częściej na jakieś nowe filmy do kina albo odkurzam w wolnym czasie w domowym zaciszu stare dobre filmy, lub też sięgam po te jeszcze przeze mnie nie odkryte. Są takie filmy, po obejrzeniu których, brak mi słów, by wyrazić co czuję, co myślę... Jestem po nich rozbity na miliony maleńkich cząsteczek, czyli moich myśli, które dotąd jako tako tworzyły jakąś całość, by później rozbiec się każda w inną stronę. I tak też się stało, gdy odkryłem w końcu po latach głośny film Ridleya Scotta z 2000 roku pt. GLADIATOR.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Komunikacja spojrzeń

Czasem nie potrzeba żadnych słów, aby ludzie mogli ze sobą rozmawiać. Wszelkie słowa wydają się być zbędne i mogą tylko przeszkadzać. Czasem ze spojrzeń odczytać można o wiele więcej i trafniej wyrazić oraz przekazać to co chciałoby się komuś powiedzieć słowami...

niedziela, 8 listopada 2009

O drzewach...

Nigdy dość mówić sobie o tym: uczucia to przeżycia, Miłość to postawa. Niewolnicy uczuć są jak drzewa, których gałęzie naginają się pod ciężarem różnych emocji. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pękały w nich również korzenie... Silny korzeń drzewa to mocna postawa, której nie zmiecie z powierzchni ziemi żaden podmuch chwili... Z drugiej strony o taki korzeń-postawę trzeba mocno dbać i wciąż pielęgnować... Niektóre drzewa czekają na wiatr przeżyć, dzięki któremu poczują że żyją... Nie myśląc o korzeniach... Niektóre wędrują z miejsca na miejsce jak niesforne afrykańskie baobaby, które według legendy Bóg ukarał za to, że nie chciały być zaraz po ich stworzeniu tylko drzewami... Posadził je więc korzeniami do góry... Niektóre drzewa zaś rosną w siłę, łamiąc nawet w spotkaniach z silnym wiatrem swoje gałęzie... Odradzają się, bo trzymają je w pionie właśnie silne korzenie...

piątek, 6 listopada 2009

Słoneczny dzień na Ślęży

Kiedy pierwszy raz wybierałem się na Ślężę, a było to prawie dwa lata temu, nie myślałem że góra ta tak mnie zauroczy. Zrobiła to i do dziś tak o niej myślę. Jest wspaniałym miejscem na pooddychanie przestrzenią... Na szereg krótkich wędrówek po szlakach, które tam przebiegają... Miejscem pełnym kultowych pamiątek ze starożytności... Miejscem z którego w słoneczne dni roztacza się piękny widok na Sudety... Na szczycie Ślęży jest kościółek i schronisko... W jej masywie znaleźć można wiele kamiennych atrakcji... Ślęża leży niedaleko Wrocławia, stąd wypad na cały dzień na Ślężę jest dla mnie zawsze kuszącą odskocznią od zgiełku miasta... I dzisiaj jest dzień słoneczny... Listopadowy piątek... I dzisiaj odskakuję :) Na Ślężę...

wtorek, 3 listopada 2009

Koniec świata!

Czasem w życiu nastaje mrok, ludzie wydają się nosicielami samych czarnych i złych myśli, wzajemnie się siebie czepiają, zamiast wyjaśniać nieporozumienia to je umacniają, błahostki osiągają rozmiary katastrof... W takim otoczeniu wszystkiego się odechciewa... To właśnie wtedy jest czas próby. Wtedy okazuje się, które ludzkie budowle w postaci relacji są na tyle mocne, że przetrwają wyglądającą na nieskończenie wielkich rozmiarów zawieruchę... „Dobrze i zdrowo jest pomyśleć czasem o końcu świata” - powiedział kiedyś papież Jan Paweł II. I ja sobie tak wtedy myślę :)

poniedziałek, 2 listopada 2009

O zaufaniu...

Kiedy decyduję się obdarzyć zaufaniem drugiego człowieka to ryzykuję, bo nie wiem do końca (tego nie wie nikt) czy ktoś zaufanie w ogóle może pojmować w kategorii Daru, czy tylko zna jego znaczenie teoretyczne. Można przecież też niestety teoretycznie kochać, przyjaźnić się lub prawić morały. Takich gier między ludźmi pełno jest niestety wokół. Zaufanie to proces, który podlega wielu różnym próbom. Świadomym praktyka weryfikuje teorię. Tak jak góry weryfikują w czasie wędrówki podejście i nastawienie do nich konkretnego człowieka.

piątek, 30 października 2009

Memento Mori...

Jeśli Tam po drugiej stronie poczuję, że jesteś, to choć przez łzy (że zbyt wcześnie) uśmiechnę się... Zostawisz mnie tutaj przecież tylko na chwilę, bym mógł docenić ile Ciebie we mnie tak naprawdę jest... Jeśli pierwszy odejdę, nie myśl, że mnie już nie ma... Pomyśl, że byłem... I czekam...


środa, 28 października 2009

Górska cisza jest we mnie...

W pustelni św. Brata Alberta na Kalatówkach w Tatrach jest takie zdanie:


"Człowiekiem gór nie jest ten kto lubi i umie chodzić po górach, ale ten, kto górami potrafi żyć w dolinach".


Górska cisza jest we mnie...

niedziela, 25 października 2009

O zasmuconym smutku...

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:

"Kim jesteś?"

Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:

"Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"

piątek, 23 października 2009

...a w Tatrach zima...

… a w Tatrach zima... Już od kilkunastu dni... Zresztą nie tylko w Tatrach. Białym puchem sypnęło również w Bieszczadach, Beskidach, czy Karkonoszach... Uwielbiam zimę w górach. Zwłaszcza w słoneczne dni. Zawsze wtedy myślę sobie jak ten górski zimowy krajobraz w całej swej surowości jest piękny i czysty... Co roku... I czasem pozwala dostrzec więcej niż się widzi zazwyczaj... Powietrze ponad szczytami staje się niekiedy tak krystaliczne, że widoczność ze szczytów gór zwiększa się nawet kilkukrotnie... I widzi się to co z reguły jest niedostrzegalne... Zupełnie jak w życiu...


czwartek, 22 października 2009

O czymś innym niż reszta...

Wciąż dostrzegam, że na poziomie „rozumowym” relacje między ludźmi i wzajemne poznawanie są powszechniejsze... Myślę, że jest tak dlatego, bo „rozum” daje nam większe bezpieczeństwo... Nie jest konieczne tu np. zaufanie... Pewnie dlatego tak wielu ludzi zamyka się przed sobą na poznawanie na płaszczyźnie duchowej... W odniesieniu do drugiego człowieka myślę czasem sobie tak: nie otworzę wobec Ciebie swojej duszy, dopóki nie dasz mi znaku, że będziesz tego potrzebować... Dopóki nie dasz mi nadziei na rezonans... W sprawach Serca jest on tak rzadki... Dla mnie cenna lekcja to każde spotkanie ludzi otwarcie mówiących o czymś innym niż reszta...

czwartek, 15 października 2009

O g(o)rzałkach - jak kto woli :)

Zauważyłem, że kiedy za oknem, tak jak teraz, spotkać można zimne i mokre wygwizdowo, wielu ludzi narzeka na świat i staje się zimnych, tak jak temperatura na zewnątrz. A to moim zdaniem najlepsza pora, aby szukać wbrew panującej pogodzie grzałek. Tak, tak, grzałek! I nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o termostaty, grzejniki, farelki, piecyki... Nie chodzi tutaj także tylko o rozgrzewające napoje (nie dla każdego grzałka to gorzałka), ciepłe ubrania, czy podróże w gorące kraje. Nie mam tu też na myśli ciepła drugiego człowieka. Taka grzałka istnieje w nas, trzeba ją tylko w sobie odnaleźć i po prostu włączyć. Na przekór wszystkiemu. Najlepszą grzałką jest Miłość. Banalne, ale jakże prawdziwe. Jeśli lubisz siebie, masz do siebie szacunek, dużo sympatii i motywacji, to zrobisz wszystko, aby nie zamarznąć. I znajdziesz jeszcze tyle tej energii w sobie, aby ogrzać nią parę innych osób. I wtedy fakt, że na dworze plucha i zimnica, nie sprawia już wrażenia „życiowej katastrofy”. Czy samopoczucie warto więc uzależniać od pogody?

wtorek, 13 października 2009

Fotograficzne reminiscencje: Wzgórza Strzelińskie

Kiedy bieszczadzkie połoniny oraz Tatry i Zakopane po raz pierwszy w tym sezonie pokryły się śniegiem, ja nie pozwalam tak szybko odejść jesieni. Przynajmniej tutaj - na jesiennych zdjęciach ze Wzgórz Strzelińskich.

poniedziałek, 12 października 2009

Krótka historia z pewnego snu...

Pewnemu chłopcu śniło się, że wszedł do ogromnego sklepu, w którym za ladą stał anioł.

- Co tutaj sprzedajecie? – zapytał chłopiec.

- Wszystko, czego pan sobie zażyczy – odparł uprzejmie anioł.

Chłopiec zaczął więc wymieniać:

środa, 7 października 2009

Puzzle

Jesteśmy jak puzzle... Człowiek składa się przecież z wielu płaszczyzn: duchowej, biologicznej, społecznej, emocjonalnej, intelektualnej..., które są jak elementy jednej wielkiej układanki. I wszystkie te elementy w życiu wzajemnie przetasowują się i mieszają tworząc niepowtarzalną (jak każdy człowiek) całość. Trzeba umieć patrzeć na kogoś i na siebie jako na całość. To bardzo trudne...

niedziela, 27 września 2009

Raduję się ciszą...

Lubię żyć na przysłowiowym bocznym torze. Z dala od hałasu zagłuszającego myśli, z dala od mas, pozerstwa, polityki... Z dala od wyścigu szczurów. Dla mnie ten boczny tor jest moją ścieżką przez życie, która często biegnie gdzieś pod górę, a później w dół, w słońcu lub w cieniu drzew, w deszczu lub w śniegu, z wiatrem w plecy lub w twarz... Jednak zawsze w drodze... Cyklicznie porzucam uroki cywilizacji, choćby na chwilę, by za jakiś czas znów do nich wrócić, naładowany czystą energią natury. Wtedy raduję się ciszą... Jest dla mnie bardzo ważna, bo gdybym nie miał możliwości jej doświadczać, trudniej byłoby mi odnajdywać dźwięki własnej duszy.

czwartek, 24 września 2009

Skała

Lubię takie jesienne i mądre płyty. W sam raz na coraz dłuższe wieczory. „Skały” słucham już od kilku dni i z każdym przesłuchaniem wciąga mnie coraz bardziej. Tak jak przyciągają mnie do siebie górskie skały, tak i ta kayah'owa „Skała” mnie do siebie przyciągnęła. Wędruję więc z każdym jej słowem i dźwiękiem...


wtorek, 22 września 2009

Rozum i Serce

Otrzymałem kiedyś Serce i Rozum. Nie umiałem z nich korzystać. Siła Serca choć czysta, piękna i wielka, przyniosła mi zgliszcza. Siła "rozumu" próbowała wtedy wyplewić ze mnie popękane z bólu Serce, nieuchronnie wypełniając mnie pustką. Próbowałem więc odebrać sobie i pusty rozum i puste serce. Dziś nie jestem w stanie wyrazić słowami wdzięczności, że mi się to nie udało. Rozum i Serce nie muszą i nie powinny być siłami przeciwstawnymi. I choć czasem nadal nie czuję się na siłach w wewnętrznych starciach tych dwóch Mocy we mnie, to czuję i wiem że droga, którą obrałem jest słuszna. Chcę dalej uczyć się kochać życie mądrze i postępować z Sercem. I wyciągać wnioski z popełnianych błędów. Dziś siłę do życia czerpię z chwil słabości...

czwartek, 17 września 2009

Sudeckie zamki i pałace

Od dziś we wrocławskim Muzeum Etnograficznym można zobaczyć w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa 2009 wystawę pt. "Zamki Sudeckie - historia i legenda". Wystawa potrwa do 25 października. Ja już się na nią wybieram :) A oto kilka z moich fotografii przedstawiających tylko część zamków i pałaców dolnośląskich, które udało mi się odwiedzić:

wtorek, 15 września 2009

Idzie jesień...

... złota polska... Tak jak złota została po raz pierwszy w historii Mistrzostw Europy nasza reprezentacja siatkarzy :)


niedziela, 13 września 2009

W klatce...

Co się dzieje z ptakiem, kiedy zabiera mu się wolność i ptak znajduje się w klatce? Po pierwsze, ptak próbuje się z klatki wyswobodzić. To zdrowy odruch, ale jakże niebezpieczny. Ta potrzeba jest w nim tak silna, że ptak jest w stanie siebie pokaleczyć i poranić... Tęsknota za prawdziwym Domem, pragnienie wolności, która jest Miłością... Wszystko co najcenniejsze zostało mu odebrane. Po drugie, w swojej bezsilności, po próbach odzyskania wolności poraniony ptak opada z sił. Klatka jest zbyt mocna, aby poradzić mógł sobie sam. Ptak albo przyzwyczaja się do klatki, stara się przystosować do tego co go spotkało, albo powoli umiera, bo niknie w nim wszystko co dla niego liczyło się najbardziej. Przez kraty klatki patrzy na świat w nadziei, że Ktoś pomoże mu się z niej kiedyś uwolnić. Ta nadzieja jest teraz jego życiem. Jego wewnętrzną wolnością. Tylko czy jeśli kiedyś nastąpi moment przekroczenia progu klatki, ptak będzie umiał jeszcze latać? Lot ptaka jest przecież jak prawdziwa Miłość, synonim wolności upragnionej... W dodatku istnieje tak wiele niebezpieczeństw kuszących wolnością pozorną...

wtorek, 8 września 2009

Nie idź tam człowieku!

Camino znaczy Droga. Każdy swoją nosi w sobie... Wiele ludzkich dróg spotyka się na TEJ szczególnej - Drodze Świetego Jakuba, którego grób leży w Hiszpanii w Santiago de Compostela. Podążają tą Drogą z wielu powodów... Pielgrzymi i turyści... Ludzie głębokiej wiary i niewierzący... Camino jest dla wszystkich, których przywołuje, by TAM iść... I mnie również woła... "Nie idź tam człowieku!" - 'mówi' w tutule książka Andrzeja Kołaczkowskiego-Bochenka. A ja wraz z zapisanymi refleksjami autora już TAM poszedłem... Jego camino jest zupełnie inne od mojego. Każdy jest przecież inny. Ta książka zafascynowała mnie jednak realizmem. Zirytowała osobowość autora, ale nie odtrąciła i nie pozostawiła obojętnym. Pozwoliła się zrozumieć. To subiektywny zapis spostrzeżeń autora sprawił, że jego książka pachnie autentycznością... Bez żadnego zadęcia i podlizywania się czytelnikom. Czuję, że moje camino zaprowadzi mnie także na Camino de Santiago, i że przywołuje mnie do siebie coraz bardziej...

niedziela, 6 września 2009

Po powrocie... (z czterech górskich pasm)

Gorce, Beskid Sądecki, Pieniny, Tatry... Chciałem napisać, że coś przeżyłem. Jednak nie potrafię znaleźć odpowiednich słów... Była wędrówka. Była cisza. Była modlitwa. Trud i piękno chwil... Była mroźna pod gwiazdami noc i był upalny w słońcu dzień. Były rozmowy. Był człowiek. Była też niespodziewana śmierć... Był śmiech. Był ból. Była przestrzeń gór... Był górski świt i wschód słońca na Czole Turbacza. Był gwałtowny błysk i grzmot piorunów nad Zakopanem i nad Tatrami. Był strach. Była wdzięczność. Była troska. Była niepewność. Był odpoczynek i było zmęczenie. Był zawód i zachwyt. Było czekanie... Były decyzje i nieoczekiwane zmiany planów. Było tak wiele... Czas minął szybko i tylko w głowie plącze mi się pytanie: co po tym czasie pozostanie? Wierzę, że nie tylko obrazy... Nie tylko dźwięki i słowa... Ale doświadczenia... Bo wędrówka nie kończy się przecież tam w górach... Ona trwa przez cały czas... Każdy swoje camino nosi w sobie. A drogi mają to do siebie, że czasami się łączą, przecinają, oddalają lub biegną obok siebie... Doświadczam tego wszystkiego i cieszę się, że potrafię doceniać chwile. Tylko tyle (lub aż tyle) mam.

sobota, 29 sierpnia 2009

Jestem w Tatrach...

Wyruszam w Tatry po ponad półtorarocznej przerwie. Wcześniej jednak znów spróbuję posłuchać szumu wiatru znad gorczańskich polan, odwiedzę Kaplicę Papieską na Polanie Rusnakowej... Wrócę też do Łopusznej, aby poczuć klimat tischnerowskich miejsc... Sam Tischner pisał, że jego filozofia wywodzi się po prostu z gór i z szumu Dunajca... Więc z Łopusznej udaję się prosto na spływ. Oczywiście Dunajcem. A później już tylko Tatry... Jedyne i niepowtarzalne... Ich urok działa na mnie jak magnes...


środa, 26 sierpnia 2009

Edyta Bartosiewicz

Cudowna "choroba" EB:

Pamiętam swoje pierwsze zauroczenie (a może nawet było to coś więcej) twórczością Edyty. Dopadło mnie to zimą 1994/1995 roku. "Sen" grany był wtedy często jako jeden z przebojów 1994 roku. Pamiętam, że dość długo okupował 1. miejsce na słuchanej przeze mnie kiedyś namiętnie Liście Przebojów Trójki. Jednak wtedy utwór ten nie kręcił mnie tak bardzo - był dla mnie zbyt przebojowy. Dopiero, gdy dopadł mnie jeszcze "Koziorożec", "cudowna choroba EB" zagościła we mnie i trwa do dziś. W moje ręce wpadła później wcześniejsza jej płyta "Love" i zaczęło się. Cztery ściany, ja, muzyka EB i wzruszenia. Jej teksty otworzyły mi drogę do własnej wrażliwości, niepowtarzalności, jaka tkwi przecież w każdym człowieku...

wtorek, 25 sierpnia 2009

O turyście i pielgrzymie...

„Turysta to często zagubiony i zdezorientowany pielgrzym. Podobieństwo między turystą i pielgrzymem jest pozorne – obaj są w drodze. Pielgrzym idzie jednak ku doświadczeniu sacrum, które go zobowiązuje i przemienia. Turysta podróżuje gdzieś... Turysta przygląda się, ale się nie angażuje. Turysta się spieszy. Dla turysty miejsce postoju jest obozowiskiem, nie domostwem. Jak długo by się w jednym miejscu nie popasało, każdą chwilę przeżywa się tak, jakby chodziło o pojedynczy tylko nocleg. Jeśli już zapuszcza się korzenie, to płyciutkie, tuż tuż pod powierzchnią... Z tubylcami wchodzi się w pobieżne tylko kontakty i zadzierzga naskórkowe tylko stosunki. A przede wszystkim nie zadzierzga się zobowiązań na daleką metę i niczemu, co dziś się zdarza, nie daje się prawa do krępowania przyszłości. Turysta woli tęsknić za domem niż w nim być. Woli tęsknotę niespełnioną od zaspokojonej. Ta uwaga o domu jest być może najważniejsza. Turysta nie lubi domu, bo dom jest czymś trudnym.

sobota, 22 sierpnia 2009

Kabaret Hrabi

Naprawdę umie żartować ten, kto potrafi żartować przede wszystkim z siebie :) Za to uwielbiam niektóre kabarety. Sam wychowałem się na nieodżałowanym kabarecie POTEM. A ostatnimi czasy śmieję się między innymi ze skeczów kabaretu HRABI, po których długo jeszcze chodzę z uśmiechniętą gebą. Jak teraz :))) To mój ulubiony kabaret. Oto oni w skeczu z progamu autorskiego "Terapia":

piątek, 21 sierpnia 2009

O szczęściu...

Myślałem dziś o szczęściu. Szczęśliwy jest człowiek, który potrafi z rzeczywistości wychwytywać pozytywne wibracje. Zazwyczaj ludzie bywają nieszczęśliwi dlatego, że koncentrują się na tym, czego im brak. Na przykład górski wędrowiec może nie dostrzegać piękna całego pasma gór i dolin, które przemierza, tylko dlatego, że rozmyśla o tym jednym szczycie, którego nie zdobył. Inną rzeczą, którą ludzie robią często wbrew sobie jest koncentrowanie się na negatywnych uczuciach: na przykład na tym, że ktoś inny ma coś, co ja też bym chciał mieć. Cała energia idzie wtedy na rozpamiętywanie swojego żalu, gniewu, zazdrości... i dlatego nie zostaje jej później wiele na konstruktywne działanie. Szczęśliwy jest również człowiek, który dostrzega za oknem choćby błękit nieba, wychodzi cieszyć się nim na zewnątrz, bo szczęście przynosi mu każdy promień słońca :) Szczęście bowiem tkwi (jeśli jeszcze o tym nie wiesz) w sposobie myślenia...

czwartek, 20 sierpnia 2009

O wzajemności...

Wzajemność. To ważne dla mnie słowo, chyba generalnie przez ludzkość rzadko praktykowane i często zapominane. Uczę się wzajemności całe życie. Bez wzajemności nie można tak naprawdę kogokolwiek poznawać, z kimkolwiek współpracować, żyć... Nie każdy potrafi dawać komuś siebie, dzielić się swoimi przemyśleniami, czynami, życiem... Nie każdy potrafi to zauważyć i docenić... Zresztą to jest trudne i ryzykowne, bo może obrócić się przeciwko, można dostać po przysłowiowym tyłku i tak też najczęściej niestety bywa... Stąd rodzi się później nieufność, brak wiary w drugiego człowieka, zły egoizm... Ale jestem zdania, że warto ryzykować i próbować. Najpierw jednak trzeba odnaleźć swoją własną drogę, swoje własne szczęście, zdobyć się na odwagę i zapytać się swojego sumienia, czego tak naprawdę się od siebie i od życia oczekuje, jakim człowiekiem chce się być i co jest dla nas ważne, a dopiero później ryzykować odnajdywanie bliskich nam ludzi, którzy by nas rozumieli...

niedziela, 16 sierpnia 2009

O wysychających źródłach...

W życiu jest strasznie dużo takich rzeczy, które są ulotne i jeśli nie schwyta się ich na czas, wydaje się, że są stracone i nigdy nie powrócą. Ale przecież te już uchwycone są w nas i nazywają się doświadczeniem, z którego warto czerpać... Ktoś kto wciąż za czymś goni i „chwyta” to co go spotyka w sposób zewnętrzny, nigdy nie dostrzeże jak cenne źródło nosi w sobie. Będzie tylko czuł jak źródło z każdym dniem powierzchownych poszukiwań nieprzyjemnie wysycha... Dostrzegam wiele takich wysychających źródeł, które gonią za nie wiadomo czym, tracąc w tym pędzie siebie. Aż kiedyś przyjdzie taki moment, kiedy trzeba zajrzeć w głąb i przekonać się czy odpowiada nam już tylko bezduszne echo, czy może znaleźć tam można początek całkiem nowej drogi...

środa, 12 sierpnia 2009

U2 i Madonna

Giganci popu i rocka. Uwielbiam ich. Nie bezgranicznie. Trzy dekady muzycznych pełnych upadków i wzlotów podróży w ich wykonaniu, a oni wciąż są wielcy. Polskie lato koncertowe 2009 właśnie nimi żyje. I nie interesuje mnie co się o nich pisze poza muzycznymi dokonaniami. To są artyści, którzy również udzielają się na rzecz innych, tych potrzebujących zwykłej ludzkiej pomocy. Nie siedzą cicho, gdy na świecie dzieje się tyle złego. W swojej twórczości to zło piętnują. Ale również, a może przede wszystkim, dają innym wytchnienie i radość swoją muzyką. Któż nie zna „With or Without You”, „Beautiful Day”, „Sweetest Thing”, „La Isla Bonita”, „Ray of light”, czy „Music”... I jest jeszcze coś o czym się zapomina. Oni nie byliby dziś tak wielcy, gdyby nie kierowała nimi ogromna determinacja i pasja do tego co robią...

środa, 5 sierpnia 2009

Zmiana kodu na trójkę z tyłu i z przodu :)

Patrząc wstecz mam wrażenie, że kiedyś czas dla mnie biegł wolniej, ale również, że czułem się bardziej dorosły... Teraz jest odwrotnie... Czas dla mnie biegnie jakby szybciej, a czuję się mniej dorosły... Ale co to znaczy być dorosłym? Dla mnie to nie to samo co być dojrzałym... Dorosły może być przecież niedojrzały, tak jak i niedorosły może być dojrzały... Dorosłość to dla mnie często zapominanie o dzieciństwie, o marzeniach, o patrzeniu na świat (mimo spraw dorosłych) oczami dziecka... Znam wielu takich nieszczęśliwych dorosłych... A szczęśliwy i dojrzały dorosły zachowuje w sobie mimo wszystko radość dziecka... I wciąż walczy o to, aby nie zgorzknieć i nie zgnuśnieć jak wielu nieszczęśliwych dorosłych... I szuka oraz podąża drogą pełną marzeń, zaskoczeń i pasji... Drogą szczęśliwych dorosłych... I tego sobie życzę z okazji dzisiejszych urodzin :)

wtorek, 4 sierpnia 2009

Pytania do lustrzanego odbicia...

Co to znaczy dotknąć czyjejś duszy? Kiedy wiesz, że drugi człowiek jest Ci bliski? Czy wtedy, gdy nie musisz przed nim uciekać? Czym zdobył Twoje zaufanie? Co sprawiło, że otwierasz przed drugą osobą swój niedostępny dla wielu innych świat? Skąd bierzesz odwagę, by zaufać? Czy nie masz wrażenia, że klucz jest wspólny? Otwiera niewidzialny na pozór, najcenniejszy Skarb... Wręczyliśmy go sobie nawzajem z obawą, ale i z Nadzieją... O Skarb trzeba dbać i stale strzec przed wszystkim, co mogłoby Go zniszczyć... I czasem się nad Nim zadumać, a częściej radować się Nim i śmiać... Klucz do Niego ma tylko ON, Ty i ja... A w lustrze nie szukaj tego co widoczne...

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Wolność...

„Wolność trzeba stale zdobywać, nie można jej tylko posiadać. Całym sobą płacisz za wolność, więc to wolnością nazywaj, że możesz płacąc ciągle na nowo siebie posiadać..."
 /Jan Paweł II/

wspomnienie z Gorców: Wolność... - I'm flying (Tatry w tle)


czwartek, 30 lipca 2009

Leśni ludzie

Jest takie pełne akcentów przyrody miejsce, które jest kolejowym przystankiem, a nie posiada żadnego (choćby najmniejszego) oznaczenia, że nim jest. Nie ma tam żadnego budynku. Szynobus zatrzymuje się po prostu w lesie... Miejsce to znajduje się na kolejowej trasie, którą czasami przemierzam, pomiędzy Żaganiem a Legnicą. Nazywa się Studzianka (choć nazwy tej też na próżno tam szukać). Miejsce osobliwe... Kiedyś była tu stacja z prawdziwego zdarzenia... Obecnie rzadko kto korzysta z tego przystanku, a jeśli już to są to prawdziwi leśni ludzie, jakich spotkałem w tym miejscu wczoraj. Wsiedli do szynobusu z wiklinowymi koszami pełnymi jagód. Na pozór zwykli zbieracze jagód – ktoś by pomyślał. Ubrani w zdarte koszule w kratę, powycierane spodnie, z wełnianymi torebkami na szyjach... Mieli zgrabiałe dłonie, twarze poorane przez czas, z rozchwianym posiwiałym włosem... Kobiety i mężczyźni. Wyglądali pięknie z umęczonymi duszami na ramionach... Wolni od zabiegania... Szczęśliwi oddechem i rytmem natury... Przy nich wszystko inne w szynobusie wydało się jakby nieprawdziwe... I chociaż porozsiadali się nie obok siebie, tworzyli grupę... Prawdziwych leśnych ludzi...

niedziela, 26 lipca 2009

Gorce

Wróciłem z gorczańskich szlaków. Przemierzałem miejsca, które przemierzali niegdyś ks. prof. Józef Tischner oraz papież Jan Paweł II. A zaczęło się od Rabki Zdrój, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Lubię uzdrowiska. Każde ma niepowtarzalną atmosferę, klimat, park zdrojowy... Rabka nie jest wyjątkiem. Zupełnie innym klimatem urzekła mnie Łopuszna. Odwiedziny znajdującego się tam grobu Tischnera oraz Tischnerówki, czyli Muzeum Pamięci księdza profesora, były wyjątkowe, tak jak wyjątkowy był i jest w swoich publikacjach dla mnie Tischner.

wtorek, 21 lipca 2009

Jestem w Gorcach

Lubię podróżować, bo jestem ciekawy miejsc, które posiadają własną duszę... Fascynuje mnie życie ludzi w takich miejscach, znaki historii, przyroda... Więc... Plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami, dobry nastrój, noclegi w płachcie biwakowej pod chmurką, aparat fotograficzny, odwiedziny po raz pierwszy m.in. Łopusznej, wędrówki śladami Jana Pawła II i ks. prof. Józefa Tischnera... i chłonięcie gór wszystkimi zmysłami... Raj dla duszy wędrownej... Reszta po powrocie...


poniedziałek, 20 lipca 2009

Odgłosy lata...

Dziś słuchając radiowej Trójki i audycji „Na lato” Artura Andrusa dowiedziałem się z jakimi dźwiękami kojarzy się słuchaczom lato. Rozpiętość skojarzeń była tak zadziwiająco szeroka, że zacząłem się zastanawiać nad swoim brzmieniem lata... To niesamowite, ale najlepiej usłyszałem dźwięki lata w swojej głowie wtedy, gdy zamknąłem oczy i wyruszyłem w krainę letnich wakacyjno-urlopowych wspomnień głównie z dzieciństwa...

niedziela, 19 lipca 2009

Niezwyczajni...

Niezwyczajni ludzie istnieją. Myślę, że mijam ich czasem na ulicy, w pociągu, w autobusie, w pracy... Tylko otwierając się przed kimś (i odwrotnie) mogę poznać czyjąś niezwyczajność. Znam kilka niezwyczajnych osób. Jestem szczęśliwy, że pojawiły się na mojej drodze. Niezwyczajność odbierana jest indywidualnie. Dopiero z czasem można się przekonać, kto tak naprawdę jest/był dla nas niezwyczajny. To ogromna wartość spotkać takich ludzi. Gdy ich nie widzę, to noszę i pielęgnuję ich obraz w sobie. Dużo się od nich nauczyłem. Najpiękniejsze jest to, że w ogóle nie widać po nich niezwyczajności. Są najzupełniej zwyczajni w swoich słabościach i smutkach, radościach i nadziejach. Wyjątkowość ich zwyczajności przekuwa się według mnie na niezwyczajność w tym, że potrafią wciąż iść do przodu, pokonywać przeszkody, dzielić się, poszukiwać i wzrastać, a ja jestem wdzięczny, że mam możliwość wzrastać razem z nimi.

piątek, 17 lipca 2009

Aniela i myśli "złote"...

Co, chcesz się do mnie przenieść? - spytała na widok mnie i mojego plecaka. A co, szukasz ludzi na wynajem? - odpowiedziałem. Po ponad dwóch miesiącach niewidzenia się, właśnie w ten sposób rozpoczęliśmy rozmowę... Odwiedziny pełne wspomnień, żartów, opowieści... o sprawach zaskakujących, o sprawach uwierających, o sprawach pasjonujących... Nasz specyficzny ton wypowiedzi i skrótów myślowych nie potrafiłby rozszyfrować chyba nikt poza nami... Tak już mamy... Kiedyś nawet wpadliśmy na pomysł spisywania naszych co ciekawszych i co śmieszniejszych myśli usłyszanych i wypowiedzianych głównie podczas górskich wędrówek. Oto kilka takich „złotych” myśli (niekoniecznie sensownych), które ostały się „ku pamięci”:

czwartek, 16 lipca 2009

Zacznij od siebie...

Postanowiłem napisać o wtrącaniu się innych ludzi w nasze sprawy i wtrącaniu się nas samych w życie innych osób. Rzadko się o tym pisze, choć to powszechne zjawisko. To zadziwiające, jakże łatwo jest komentować i oceniać czyjeś postępowanie, wygląd, itd., zwłaszcza jeśli osób przez nas ocenianych nie znamy. Przeważnie robimy to za plecami tych, których zachowanie krytykujemy. Choć czasem część z nas potrafi nawet wprost wyrażać swoje opinie o czyimś życiu i nie czuje przy tym żadnego zażenowania. Nie wiem, czy leży to już w ludzkiej naturze, czy jest to temat – rozrywka, takie hobby umilające niektórym czas?

poniedziałek, 6 lipca 2009

Niesprawiedliwość...

Niesprawiedliwość to jedna z tych „rzeczy”, które bolą najbardziej. Szczególnie w tych sferach, w których wyraźniej oczekuje się sprawiedliwości, bo przecież naiwnym wydaje się oczekiwanie jej na wszystkich płaszczyznach życia... Niesprawiedliwość wypływa z „wąskiego spojrzenia”... Ludzkiego spojrzenia... Uderza w godność, godzi w szacunek, podcina skrzydła nadziei, przewartościowuje dotychczasowe przekonania, rodzi żal... Może być świadoma i nieświadoma... I jedna i druga wywołuje cierpienie. To co wypływa z człowieka, jak i to w jaki sposób człowiek przyjmuje i reaguje na to co go spotyka, to kwestia tak indywidualna w swej różnorodności jak miliardy ludzi na świecie. Niesprawiedliwość panoszy się od zarania dziejów między ludźmi. Nie sposób jej uniknąć. Nigdy nie wiem jak ją przetrwać lub pomóc przetrwać ją komuś? W cieniu pokory, ciepłych myśli, dobrego słowa i empatycznej ciszy znajduję jednak odrobinę tej malejącej nadziei w czasem nieobliczalnych stanach bezradności... Odrobinę, która z czasem znów wzrasta i pozwala walczyć dalej... :)

niedziela, 5 lipca 2009

Moja ulubiona reklama :)

Generalnie nie lubię reklam. Może dlatego, że kojarzą mi się prędzej z nachalnością niż ze smakiem. Rynek reklam to także sztuka. Wydaje mi się, że trudno wśród milionów reklam znaleźć takie, które są wyjątkowe. Dziś przez przypadek trafiłem na dawną reklamę, którą do dziś uważam za jedną z najlepszych, jakie widziałem. Na samo jej wspomnienie się uśmiecham :)

sobota, 27 czerwca 2009

Michael Jackson: 1958-2009

Są osoby, które poprzez swoją działalność w jakiejś dziedzinie w pewien sposób wpływają na innych. Taki był, jest i będzie Michael Jackson. Muzyka jest i była dla mnie bardzo ważna. I właśnie w muzyce, „mojej” muzyce, Michael Jackson odegrał ważną rolę. To jeden z muzycznych idoli mojego dzieciństwa. Fenomen. I choć później moje zainteresowania muzyczne skierowały się w zupełnie inne niż „jacksonowe” klimaty, to niewątpliwie jego muzyka wpisała się w kalejdoskop moich muzycznych fascynacji. Pamiętam, że zacząłem go słuchać w 1987 roku od płyty „Bad” oraz od piosenek „The way you make me feel” oraz „Liberian girl”. Odbierałem jego osobę jako kogoś z innej planety. To niesamowite i fantastyczne jest, że człowiek w obojętnie jakiej dziedzinie, kierowany pasją potrafi tworzyć takie rzeczy, które trafiają do ludzi poruszając ich emocje... Wydaje mi się, że muzyka jest jedną najbardziej komunikatywnych dziedzin sztuki, która łączy ludzi niezależnie od wszystkiego. To niezwykłe, że rodzą się tacy ludzie jak Michael Jackson. I stają się poprzez swoją muzykę nieśmiertelni...

środa, 24 czerwca 2009

Pora deszczowa...

Jeśli deszcz porównać można do łez, to nie pamiętam, aby świat tak długo w tej części globu płakał. Jakbym znajdował się w porze deszczowej, gdzieś na krańcach Ameryki Południowej lub Azji... To dobra pora na ćwiczenie cierpliwości w oczekiwaniu na słoneczne chwile. Tak samo jak cierpliwość i wolę walki ćwiczy spotykana przeze mnie w drodze do pracy starsza kobieta, która przy pomocy bliskiej osoby i chodzika, uczy się na nowo stawiać kroki nogami, które odmówiły jej posłuszeństwa. Podziwiam ją za to i jednocześnie czerpię od niej siłę do walki. Zdrowym ludziom zazwyczaj trudno pojąć i zauważyć jej codzienny heroizm. Mając zdrowe ręce, zdrowe nogi, zdrowe ciało zwykle znajdujemy jakiś chory powód do narzekań, np. na deszcz. Zupełnie niepotrzebnie. Siła do przezwyciężania trudności każdego dnia leży w głowie...

niedziela, 14 czerwca 2009

W drodze...

Tak bardzo sprowadzane do roli banału... Obdzierane ze znaczeń, pełne zbędnych słów... Poniewierane wciąż trwają... W warkocz życia splatając się... Wiara, nadzieja i miłość... Żadne 'carpe diem', czy za doznaniami bieg... W prozie życia częściej upadają... Dziwne, że jeszcze podnoszę się... Światło, powietrze i przyjaźń... Napięte struny duszy rozluźniają się... Pozbawione złudzeń, ciszy niedomówień... W niezawiłą opowieść zmieniają się... Nie do słońca mi bliżej lecz do księżyca... Przed oślepiającym blaskiem świata pozorów... W cichej drodze serca chowam się... Tylko tam możesz naprawdę mnie spotkać...

środa, 10 czerwca 2009

Trudna droga ku Prostemu...

Wszystko co najważniejsze w życiu jest proste. Dziwne jest tylko to, że ludzie zazwyczaj nie potrafią dostrzec tego co jest proste, bo „jak to możliwe, że to jest takie proste”. Mówią, że błądzić jest rzeczą ludzką, ale dopiero gmatwać to człowiek po mistrzowsku potrafi. Stąd powstają trudności. Najgorsze są te trudności, które stwarzamy sami sobie. Pogmatwany człowiek nie umie prosto wierzyć, nie umie prosto kochać, nie umie prosto myśleć, nie umie prosto cierpieć... Często nie z własnej winy. Pogmatwany człowiek, aby „wyjść na prostą” musi uświadomić sobie swoje pogmatwanie. A to dopiero początek, bowiem pogmatwanie ma to do siebie, że wrasta w człowieka jak kleszcz, wchodzi w krew i nie chce się samo odczepić. W dodatku gmatwa się życie nie tylko sobie, ale i innym. Stąd to co proste jest dla wielu niełatwe, co nie znaczy niemożliwe...

wtorek, 9 czerwca 2009

Pokrojony

Czasem jest mi wstyd, że jestem człowiekiem, a czasem ogarnia mnie złość, kiedy widzę do czego człowiek jest zdolny. I pomyśleć, że jesteśmy najbardziej rozumnymi istotami na Ziemi... To widać na przykład patrząc na powalone przystanki autobusowe w miastach, czy na wyrwane z chodników kosze na śmieci... Pamiętam wyprawę (sprzed kilku lat) do lasu. Lubię w nim przebywać. Razem z moimi czworonogami spotkałem wtedy sarny. Dostrzegłem też jastrzębia wypatrującego pożywienia. Po niewielkim deszczu na leśną drogę wypełzł ochoczo padalec. Krople rosy lśniły w słońcu na jego delikatnej skórze. Moje psy ze zdziwieniem powąchały to bezbronne stworzonko. Chyba pierwszy raz w życiu spotkały takiego nieznajomego. Po chwili poszliśmy dalej zostawiając nowego przyjaciela. Wkrótce na skraju sosnowego lasu znalazłem kurkę. To był mój pierwszy jadalny grzyb znaleziony w tamtym sezonie. Cieszyłem się, że „mój” las jest tak hojny w podarunki.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Retrospekcja: Nosal

O Nosalu (1206 m n.p.m.) chciałem wspomnieć już jakiś czas temu. Nie jest to może góra wybitna, ale interesująca. Ilekroć bywam w Zakopanem, a nie mam zbyt wiele czasu by ruszyć na dłuższe wędrówki w góry, to wtedy Nosal traktuję jako taki tatrzański punkt, do którego bardzo mnie ciągnie. Bardziej niż na Gubałówkę. Najchętniej wieczorami o zachodzie słońca, kiedy nie jest już tak oblegany przez ludzi. Ponoć nazwa góry pochodzi od kształtu skał od północno-zachodniej strony, przypominających nos, choć mnie nigdy takie skojarzenie nie przyszło do głowy. Nosal cenię głównie za różnorodność: jest tam i strome urwisko, turnie, reliktowe okazy czarnej sosny, jest to również stanowisko pierwiosnka łyszczaka, a przede wszystkim szarotki alpejskiej, niestety często niszczonej przez ludzi. Z Nosala roztaczają się ciekawe widoki m.in. na szczyty wznoszące się ponad Doliną Pańszczycą i Doliną Gąsienicową, a także na Giewont, Czerwone Wierchy i rejon Doliny Bystrej. Poza tym Nosal jest jednym z moich pierwszych zdobytych tatrzańskich szczytów, do których lubię wracać po dziś dzień.

środa, 3 czerwca 2009

Intensywność życia

Duchowość i fizyczność. Czasem tak od siebie odległe. Choć w jednej osobie. We mnie. Jedno bez drugiego nie tworzyłoby całości. Raz pełnej rozterek, raz bliskiej harmonii... Kiedyś myślałem, że intensywność życia mierzy się posiadaniem tego co namacalne oraz pokonanymi odległościami w przestrzeni, na które nie każdego stać. Teraz myślę, że intensywność życia mierzy się raczej przestrzeniami duszy, do których każdy ma dostęp, tylko nie każdy o tym wie...

wtorek, 2 czerwca 2009

O stresie...

Stres to jest chyba taki stan, którego przeważnie się unika. Oczywiście może być on także twórczy i pobudzający do działania, ale tylko wtedy jeśli znamy jego granice i swoje własne możliwości radzenia sobie z nim. Nie lubię stresu, ponieważ kojarzy mi się z tym całym cywilizacyjnym chaosem (często spraw mniej istotnych), od którego tak bardzo lubię się odgradzać. Ale nie można się do końca odgrodzić od czegoś w czym się czasem mimowolnie czy z konieczności uczestniczy... Właśnie mam za sobą noc ze stresem w tej jego mniej chwalebnej formie. Popełniłem błąd, którego skutki odczuwałem nie tylko ja, a którego w zmęczeniu nie potrafiłem sobie przypomnieć i dlatego w tej niepewności się stresowałem. Umysł ludzki to jednak nieogarnięty wszechświat... Zregenerowany działa lepiej...

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Dzień Dziecka

W mniemaniu dorosłych dzieci są szczęśliwe. Nie mają trosk. Dlatego dorośli tęsknią czasem za dzieciństwem pozbawionym spraw dorosłych. Ale dzieci mają świat własnych trosk. Zdarza się też, że zbyt szybko tracą swe dzieciństwo... Tak nie powinno być. Świat widziany oczyma dziecka jest pełen barw, ciepła i świeżości... Większość dorosłych tego nie pojmuje... Zbyt zajęci są pracą i pieniędzmi. “Dlatego dzieci muszą być bardzo pobłażliwe w stosunku do dorosłych” - powiedział Mały Książę. Wszystkim dzieciom, tym małym i tym większym, oraz tym ukrytym gdzieś głęboko w dorosłych... wielu radości (nie tylko) w Dniu Dziecka :)

czwartek, 28 maja 2009

O odpoczynku...

Ktoś mi kiedyś powiedział, że potrafię odpoczywać. Zdziwiłem się... I wtedy usłyszałem, że to jest sztuka i nie każdy to potrafi. Dla mnie dobry odpoczynek to po prostu uwolnić się od zegarka... Od wszelkiego przymusu czy pośpiechu... Bez zwierzchnictwa (z wyjątkiem niebiańskiego) cieszyć się twórczo pięknymi sprawami życia... Być pogodnym i zadowolonym. Nawet gdy pada (jak dzisiaj) deszcz... I nie zapominać o ludziach, którzy pracują, bym ja korzystał z dni wolnych... Wkrótce role się odwrócą :)

sobota, 23 maja 2009

Podróż wojownika...

Najciekawsze moim zdaniem podróże wcale nie odbywają się na poziomie zewnętrznym, ale do wewnątrz. Do wnętrza drugiego człowieka... Do wnętrza siebie... Podróże na poziomie zewnętrznym sprzyjają podróżom do wewnątrz. Nie każdy umie tak podróżować, bo nie każdy poszukuje Prawdy o sobie, o ludziach, o świecie... Często szuka jej poza sobą... Gdy jednak spotka się na poziomie zewnętrznym drugiego człowieka, który nie gardzi Prawdą i wewnętrznym poszukiwaniem, to zmienia się patrzenie na znany dotąd świat. Powstaje niewidzialna dla innych energia, która jest radością spotkania... Wspólne poszukiwanie jest ŻYCIEM. Można się wzajemnie wiele od siebie poprzez DAWANIE uczyć, czy to w radości, czy w słabościach... Wciąż uczę się rozpoznawać niewidzialne pułapki, których jest naprawdę wiele, i które z całą swą mocą próbują oddalić człowieka od drugiego, od samego siebie, od Boga... Taki wojownik zrozumie drugiego...

poniedziałek, 11 maja 2009

Równie silny, co słaby...

Dlaczego czasem tak bywa, że choć ludzie porozumiewają się w tym samym języku, to nie mogą się zrozumieć? Może jest tak dlatego, że różne rzeczy, sprawy postrzegają inaczej i nie potrafią wczuć się w sposób myślenia tej drugiej osoby, aby zrozumieć, że być może ona też ma rację... Najgorsza jest chyba nieumiejętność przyznawania się do własnych porażek i błędów w myśleniu, działaniu, bo przecież zacietrzewienie i zapatrzenie tylko na czubek własnego nosa nie przynosi postępu. Nie buduje, tylko burzy. Lekceważenie problemów też jest niszczące. Tak jak unikanie ryzyka, bez którego nie ma rozwoju. Chcę ryzykować i ryzykuję wtedy, kiedy umiem przewidzieć pozytywne i negatywne konsekwencje swoich decyzji i czynów. W górach, tak jak w życiu, również ryzykuję. One także nauczyły mnie pokory, dały nieraz w kość, uwidoczniły moje błędy i słabości, wytknęły porażki w myśleniu i działaniu... Dzięki nim wiem też, że równie mocno bywam silny, co słaby...

piątek, 8 maja 2009

O książkach w Dniu Bibliotekarza

Od dawna twierdzę, że z książkami jest tak jak z ludźmi: bardzo rzadko trafia się wartościowa książka, tak jak rzadko pojawia się na naszej drodze wartościowy człowiek. Wiem o tym, bo kiedyś totalnie uciekałem od czasem destrukcyjnego otoczenia w świat książek i tak mi (choć z mniejszym niż kiedyś natężeniem) zostało do dziś. A tak przy okazji to dziś jest Dzień Bibliotekarza. Ostatnie wartościowe książki, które wpadły w moje oczy i ręce, i które z czystym sumieniem mogę polecić to: "Blondynka na Czarnym Lądzie" Beaty Pawlikowskiej, "Przewodnik po przyjaźni" oraz "Jak zgadzać się na własne życie" Józefa Augustyna, a także "Odwaga poddania się" Tommy'ego Hellstena. Pozdrowienia dla wszystkich czytających :)

piątek, 17 kwietnia 2009

Dzień Ziemi i śmieciobranie

Zbliża się coroczny Międzynarodowy Dzień Ziemi. To okazja do uświadomienia sobie i innym jak bardzo zaśmiecamy i niszczymy Naszą Planetę. Kilka lat temu goszcząc w schronisku "Pod Łabskim Szczytem" w Karkonoszach trafiłem na ulotkę fundacji ARKA propagującą akcję "Śmieciobranie" i coś we mnie pękło. Nie mam tu na myśli tego, że nagle zauważyłem istnienie śmieci na górskich szlakach, czy też tego, że sam je w górach zostawiam, bowiem zaśmiecanie od dawna uważam za przejaw totalnego braku wyobraźni i uczulony jestem na tego typu zachowania. Jednak poza tym, że nie zostawiam po sobie w miejscach do tego nie przeznaczonych żadnych odpadków, to przyznaję, że robiłem niewiele, aby śmieci w górach było mniej. Ograniczałem się tylko do sprzątania tych najbardziej rażących śmieci, jakie spotykałem na górskich szlakach. I właśnie podczas tamtego karkonoskiego wypadu, uświadomiłem sobie, że przecież za każdym razem, kiedy jadę w góry, zabieram ze sobą worki foliowe z przeznaczeniem na własne śmieci, więc dlaczego nie mógłbym poświęcić jednego z nich na zebranie cudzych?


niedziela, 12 kwietnia 2009

Czas wielkanocny

Wielkanocny czas to czas skupienia i refleksji... przemiany i radości... odchodzenia i przyjścia... spotkań z rodziną i bliskimi... To także świąteczne tradycje i wiosna... W tym roku na wielkanocny czas słoneczna i ciepła. Po spotkaniach przy świątecznym stole będzie więc to również czas na rower. Zdrowych, pogodnych i radosnych świąt :)

wtorek, 31 marca 2009

Medal ma dwie strony

Zauważyłem, że wciąż bywam wielce zaskoczony spotykaną powszechnie niedojrzałością jaką wykazują się ludzie, którzy omawiają z osobami trzecimi szczegóły swoich związków, tak jakby mówili o tym co jedli na obiad, co im smakowało, a co nie. Wtedy myślę sobie, że dla nich bardziej niż tworzony z kimś związek liczy się ich własne urażone 'ja', które rozgłaszają wszem i wobec. Lojalność i szacunek dla wspólnej z kimś przeszłości/teraźniejszości pryska wtedy jak bańka mydlana. I to jest smutne i świadczy przede wszystkim o tych opowiadających, bo "medal ma przecież zawsze dwie strony".

poniedziałek, 23 marca 2009

Pierwsza wiosenna burza

Dziś rano, między godziną szóstą a siódmą, obudziła mnie burza. Zerwał się silny wiatr, który wraz z padającym deszczem zaczął mocno dudnić o okienne szyby. Drzewa za oknem przypominały występy gimnastyczek na Igrzyskach Olimpijskich. Wyginały się synchronicznie to w jedną, to w drugą stronę. Błysk piorunów od głośnych grzmotów dzieliło ledwie kilka sekund. Po około dwudziestu minutach cały spektakl ucichł. Wiatr przegnał chmury, tak jakby ktoś rozwiał wszelkie wątpliwości, i ukazał błękit nieba. Nastąpiła cisza. Też na chwilę... Za nieco ponad pół godziny niebo znów zasnuło się chmurami, a z nimi przyszedł kolejny deszcz. Tym razem już bez naturalnych dodatków pirotechnicznych. I nie byłoby w tym wszystkim nic szczególnego, gdyby nie fakt, że poranna burza była moją pierwszą burzą o tej porze roku. Wiosna więc poczyna sobie coraz śmielej :)

niedziela, 22 marca 2009

Rozmowa a gadanie

Rozmowa... Wytyczanie w niej granic własnej intymności jest niezwykle ważne, bo nikt nie ma prawa naruszać czy wykorzystywać cudzej prywatności. Niestety bywa, że tak się dzieje, dlatego myślę, że trzeba bardzo uważnie pracować nad świadomym doborem przyjaciół i osób bliskich oraz dbać o jakość i głębię tych relacji. Nie ilość jest ważna. Chęć dzielenia własnych przeżyć z bliskimi ludźmi to naturalna potrzeba i ma uzdrawiającą moc. Uczy otwartości w rozmowie, ale również powściągliwości i dyskrecji na temat świata osobistych przeżyć, bo trzeba pamiętać, że nie każdy ma do nich dostęp. Takie konstruktywne i pełne zrozumienia oraz empatii dzielenie się jest jak wspólne zastanawianie się nad poprawą jakości wewnętrznego świata. Obydwu stron. Jest jeszcze gadanie, ale ono zarezerwowane jest już dla zupełnie innej płaszczyzny :)

piątek, 20 marca 2009

O radości

To ciekawe, że radość kojarzy się częściej z chwilowymi emocjami i ekscytacjami, a nie z postawą serca, z której wypływa siła, by mieć nadzieję i pokonywać trudności. Poszukiwane są wrażenia, a odkładana na dalszy plan praca nad własną postawą. Z radości okrada przeszłość, gdy hodujemy w sobie zranienia, gniew, brak przebaczenia... Wtedy gorzkniejemy. Z radości okrada również teraźniejszość: popełniane i niezrozumiane błędy, złe wybory, narzekanie, źli ludzie w otoczeniu... Przyszłość także okrada z radości, jeśli myślimy o niej pełni obaw i strachu przed tym co nieznane. Złe słowa i myśli mają czasem moc tworzenia złych wyobrażeń. Ale jest też Coś Więcej... Tylko trzeba To odnaleźć... Dzięki temu można budować swoją własną przestrzeń. Nie trzeba zgadzać się na ciągłe narzekanie. Brak wdzięczności i wypowiadania dobrych słów tworzy skorupę, która blokuje radość. Zatrute serce nie potrafi już dostrzegać codziennych darów i się nimi cieszyć. W generalnie nieczułym na postawę serca świecie, niełatwo o taką radość. Codziennie trzeba o nią walczyć.

środa, 18 marca 2009

360 Stopni - Festiwal Filmów Ekstremalnie Sportowych

Istnieją tacy ludzie, których nie zadowala zwykłe codzienne życie. Uciekają od życiowych schematów, próbują czegoś nowego. Nie chcą podążać przed siebie utartymi już przez innych szlakami. Szukają czegoś wyjątkowego dla siebie. Czegoś czego nie dokonał przed nimi żaden człowiek. To ich pasja. Lubią wyzwania. Ekstremalne wyzwania pełne ryzyka i życiodajnej adrenaliny. Właśnie z myślą o takich ludziach powstał trwający w kilku miastach w Polsce Festiwal Filmów Ekstremalnie Sportowych "360 stopni".

wtorek, 3 marca 2009

W podróży przez tunel

Jakiś czas temu spotkałem się ze słowami, które wywarły na mnie duże wrażenie: "Nie wysiada się z pociągu, gdy on pędzi przez tunel". Zastanowiłem się... Ten "tunel" jest przecież jak zło, nieszczęście, przykrość, samotność, zwątpienie, zmęczenie czy smutek, który czasem przychodzi, a "pociąg" jest jak system wartości, którymi żyję i w które wierzę. W ciemnościach tunelu łatwo więc się zagubić, podjąć niewłaściwe decyzje, zatracić siebie, zdradzić to w co się wierzy, oszukać siebie łatwo dostępnymi dopalaczami rzeczywistości... Ale chwila! Podróż tunelem nie trwa przecież non stop. Z czasem tunel sam niepostrzeżenie zamienia się w drogę z widokami aż po horyzont... Czasem zaś ktoś oświetla mi wcześniej drogę w tunelu właśnie takimi słowami. I mam świadomość, że jeszcze nie jeden tunel w podróży mnie czeka, ale jakże odważniej się o tym myśli pielęgnując w sobie wciąż na nowo rozpalane światło.

niedziela, 22 lutego 2009

Inność, Baton i Karkonosze

Odkąd pamiętam intrygowała mnie inność. Pewnie dlatego, że często sam czułem się inny od spotykanych ludzi i czułem, że do nich nie pasuję, ale próbowałem się w nowym otoczeniu odnajdywać. Oswajać swoją inność wobec inności reszty. I tak w istocie jest, bo przecież każdy człowiek jest inny. Niektórzy jednak są bardziej inni od pozostałych i muszą oswoić swoją samotność. I właśnie o takich ludziach jest film "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", który obejrzałem w kinie kilka dni temu. Główny bohater żyjący fizycznie wstecz (rodzi się jako 80-letni staruszek, a umiera jako niemowlę) to metafora inności. 'Baton' miejscami mnie wzruszył, miejscami rozbawił. I przypomniał, że każda inność musi odnaleźć się w tym co nazywa swoją rzeczywistością. Rozczarowała mnie w tym filmie zbyt duża liczba uproszczeń, ale dwie i pół godziny w kinie zleciały szybko. Tak jak kilkudniowy zimowy trekking po Karkonoszach z którego właśnie wróciłem. Zima w Karkonoszach hula. Niedawno ogłoszono tam (podobnie jak w Tatrach) IV stopień zagrożenia lawinowego. Królowa Sudetów okazała się jednak na tyle dla mnie łaskawa, że pozwoliła popatrzeć na zimowy świat ze swojego wierzchołka. Piękny świat.

wtorek, 17 lutego 2009

O słabości ducha

O słabości ducha myślę jak o znaku, by wzmacniać się duchowo od środka. Czasem trudno motywować się samemu i dlatego najczęściej ogarnięte słabością dusze potrzebują bratnich dusz. Czasem wystarczy wiedzieć, że jest ktoś komu po prostu możemy o swojej słabości w zaufaniu opowiedzieć. To daje wielką siłę. Ale to połowa sukcesu, bo nie wystarczy tylko przerzucać własne słabości na kogoś. Tak naprawdę każdy (czy to w związku, czy nie) jest sam. Żaden człowiek nie jest w stanie wejrzeć w głąb duszy drugiego. Owszem może go zrozumieć, pomóc mu i podzielić się własnymi wskazówkami. Ale druga połowa sukcesu polega na samodzielnej walce ze słabościami. Moje własne błędy, wyrzuty sumienia, słabości ducha tylko ja mogę naprawić. Nikt za mnie tego nie zrobi. I myślę, że na tym właśnie polega sztuka uczenia się życia i stawania się lepszym człowiekiem. Dla siebie i dla bliskich.

piątek, 13 lutego 2009

Nieprzewidywalne jak góry

Wiele razy życie dawało mi nauczkę. I wciąż czegoś uczy. Jest nieprzewidywalne jak góry. Jak przyroda w ogóle. Warto mieć marzenia, plany... Z drugiej strony zbytnie przywiązywanie się do nich może przynieść złość, rozczarowanie, smutek... Bo nie da się przewidzieć co się zdarzy jutro, za tydzień, za rok... Kiedyś wkurzał mnie bardzo i deprymował fakt, że nie udało mi się wejść na jakiś górski szczyt. Traciłem tylko energię i czas na złość i narzekanie. Teraz w niepogodę wybieram i cieszę się wędrówkami po górskich dolinach. Tak samo w życiu: każde niespodziewane i niepomyślne zdarzenie staram się przyjmować na klatę. Nie warto uzależniać swego szczęścia od tego co miałoby się wydarzyć. Dlatego koncentruję się na tym na co mam wpływ. I staram się być otwartym na każde dobre i złe zdarzenie. Czasem to bywa bardzo trudne, ale daje wielką siłę.

czwartek, 12 lutego 2009

Szczyt marzeń

Wróciłem dziś z trzydniowego zimowego trekkingu po Górach Izerskich. Było wietrznie, śnieżnie i jak zwykle w górach dla mnie - fantastycznie. Wędrówka przez góry dystansuje od spraw nizinnych. Najważniejszym staje się prawidłowy oddech, ostrożny krok, trzeźwa ocena sytuacji i możliwości organizmu. Radosne milczenie, kubek gorącej herbaty czy tabliczka czekolady to szczyt marzeń. Nic więcej do szczęścia nie trzeba. Taki rodzaj oczyszczenia.

poniedziałek, 9 lutego 2009

O wrażliwości

Spotykam ludzi o różnych stopniach wrażliwości. Z radością odkrywam, że istnieją tacy, którzy są bardziej wrażliwi od innych. Dzięki tej wrażliwości widzą więcej, słyszą więcej i mają bogatszą tęczę wrażeń od innych ludzi. I to prawda, że mają w życiu ciężej, ale nie powinni traktować tego jako przekleństwo. Wszystkie ograniczenia zewnętrzne to tylko pozór zniewolenia. Niewolnikiem codzienności staje się człowiek, który nie umie oswobodzić własnych myśli i marzeń. Wiem co znaczy być niewolnikiem własnych myśli. Codziennie uważnie filtruję rzeczywistość. Jestem jej bacznym obserwatorem, bo chcę żyć świadomy istniejących wartości i zagrożeń. I myślę, że człowiek wrażliwy ma dar, który musi sobie tylko uświadomić. Dar uwalniania się od ograniczeń, jakimi żyje chyba większość ludzi.

sobota, 7 lutego 2009

Dopalacze

Pomyślałem, że dopalacze rzeczywistości są potrzebne, choćby po to, żeby nie mieć poczucia znużenia powtarzalnością wykonywanych czynności i po to, aby dystansować się od tego co czasem uwiera i patrzeć na to z całkiem nowego, innego punktu widzenia. I do tego wcale nie potrzeba mi sztucznych dopalaczy, które tylko oszukują organizm. To mogą być niebanalne i całkiem banalne, ale szczere rozmowy, żarty i szaleństwa nie przekraczające pewnych granic, działania, o których wiem, że pozytywnie mnie nakręcają. I takich dopalaczy szukam. A najlepsze w nich jest to, że nie można ich nigdzie kupić :) Pewnie dlatego przyzwyczajeni do kupowania ludzie szukają i dostrzegają głównie te łatwe do osiągnięcia (za pomocą pieniędzy) dopalacze.

wtorek, 3 lutego 2009

Pani Matematyk

"W życiu niczego nie można być pewnym" - powiedziała dzisiaj do mnie z uśmiechem poznana w pociągu starsza Pani, zaraz po tym jak mój plecak zsunął się z półki bagażowej i spadł wprost na jej głowę. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Pani Matematyk (tak się przedstawiła) akurat usiadła w "moim" przedziale, po tym jak w sąsiednim było jej za gorąco. Czytała książkę o Archimedesie. Ja czytałem czasopismo o bieganiu. I tak zaczęliśmy rozmowę. O matematyce i o sporcie. O szczęśliwych trafach i "szczęściu" pechowca. Gdyby nie mój plecak, to pewnie w ogóle nie wiedzielibyśmy nic o sobie. Tak jak większość anonimowych podróżnych. Mam tylko nadzieję, że ból głowy Pani Matematyk minął zaskakująco szybko, tak jak nasza wspólna podróż.

środa, 28 stycznia 2009

O pokorze

Wydaje mi się, że w sprawach ważnych, mimo budowanych przez wiele lat i noszonych w sobie stałych wartości, nie mogę i nie chcę kierować się pewnością siebie. Taka "pewność siebie" zaciera obraz lub przekaz danej chwili. Zastąpienie jej pozbawionym pewności otwarciem się na kogoś lub na coś ważnego, pozwala mi doceniać chwile z Kimś lub wobec Czegoś. Nie raz już przekonywałem się, że w niektórych sprawach pewność siebie potrafi być zgubna i przynosić rozczarowanie. Dlatego wolę trenować umiejętność cieszenia się tym co w danej chwili dobrego mnie spotyka, bo jutro może się zdarzyć tak, że mogę już tego nie doświadczać. Poza tym z każdego nowego dobrego czy złego zdarzenia można się wciąż czegoś nowego o świecie, o ludziach, o sobie dowiedzieć i nauczyć.

środa, 21 stycznia 2009

Przyjemności a szczęście

Zastanowiło mnie dlaczego tak często spotykam się z przekonaniami, że szczęście utożsamiane jest TYLKO z przyjemnościami. Góry dają mi szczęście, ale przynoszą też zmęczenie, wysiłek podejścia, ból, zwątpienie, wymagają koncentracji uwagi, czujności, odpowiedzialności, rozwagi, pracy nad sobą... Przyjemność jaką dają to ta niezmącona górska cisza oraz piękno krajobrazu... Góry wrosły we mnie. Na co dzień noszę je w duszy i patrzę na życie poprzez ich pryzmat i tego co mi dotąd dały. Dlatego nie pasuję do tego powszechnie spotykanego stylu życia, w którym celem jest "szczęście" polegające na sprawianiu sobie TYLKO przyjemności. Bez żadnego wysiłku. By MIEĆ równało się BYĆ. W takim myśleniu odnajdywałem kiedyś tylko pustkę i narastającą wewnętrznie niezgodę na takie życie. Być może są ludzie, dla których przyjemności są treścią istnienia... Być może przyjemnościami zabijają w sobie pozornie na chwilę pustkę.

wtorek, 20 stycznia 2009

Wielkie i Ważne, małe i błahe

Życie to także nieustanne obserwacje. Ludzi, spraw i zdarzeń. Spędziłem dziś ponad godzinę na poczekalni pewnego dworca PKS. Czekałem na autobus. W międzyczasie spotkałem posiwiałego podróżnego z daleka oraz trójkę lokalnych podróżnych. Mężczyzna i trzy kobiety. Jakże różne zachowania przedstawiali. W zachowaniu podróżnego z daleka dostrzegłem szacunek i cierpliwość. Do czasu i do ludzi. W zachowaniu reszty: małostkowość i zapatrzenie w siebie. Dla tych kobiet zupełnie nie liczył się podróżny z daleka. Jego zaś niezmiernie ciekawiło otoczenie. Pomyślałem, że chciałbym mieć w jego wieku taką samą ciekawość świata. Ileż przyjemniej jest wciąż poznawać, choćby to co jest dla niektórych nie do poznania, bo jest z pozoru niezauważalne. A jakże czasem łatwo wpaść w pułapkę "krótkowzroczności" i nie dostrzegać tego, jak bardzo nasze ważne i wielkie sprawy, z innego punktu widzenia są takie małe i błahe.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Na początek...

Codziennie odnajdywać w sobie prawdę - to kurs jaki narzuciłem sobie kilka lat temu. Nie znam lepszego. Nie chciałem dalej iść przez życie jak większość ludzi po omacku, bez wewnętrznego drogowskazu, dla których liczy się to co na pokaz. To wymaga wysiłku, bo prawda nierzadko boli i daje popalić, ale przynosi też naukę i szczęśliwy spokój. Zupełnie tak jak po trudzie wejścia na jakąś górę, na której wierzchołku zmęczenie przestaje mieć znaczenie, bo cieszy się dusza, karmiona widokami ze szczytu. Zmęczenie codziennością, składającą się z milionów słów, zdarzeń, dźwięków i obrazów, w której czasem łatwo się pogubić, też przestaje mieć znaczenie, kiedy przypominam sobie, że przecież umiem i wiem jak odpoczywać. I warto budować w sobie i mieć w życiu taką oazę, w której regeneruje się myśli i ciało. I nie pozwalać sobie o tym zapomnieć. Ta strona będzie takim moim pamiętnikiem. Być może ktokolwiek, kto tu zajrzy, odnajdzie w niej także coś dla siebie.