sobota, 30 stycznia 2010

Coraz bliżej Camino...

Zaopatrzyłem się już w rozmówki polsko-hiszpańskie, w mapę ponad siedmiuset kilometrowego najstarszego szlaku pielgrzymkowego w Europie, czyli Camino Frances i zapowiedziałem się w pracy z urlopem na cały czerwiec. Od września ubiegłego roku dodatkowo niemal codziennie ćwiczę kondycję, rezygnując ze środków komunikacji publicznej na rzecz wędrówek pieszych na trasie dom - miejsce pracy... Pielgrzymka do Santiago de Compostela zrodziła się w mojej głowie jakiś rok temu. Mam zamiar wyruszyć w nią pieszo z Francji, a dokładnie z Saint Jean Pied de Port.

wtorek, 26 stycznia 2010

Kiedy rodzi się życie :)

Kiedy na świat przychodzi nowe życie, to radością obdziela te już istniejące... Wciąga w swój mały świat i zmienia perspektywę patrzenia :) Taka kruszynka potrafi odświeżyć otoczenie do tego stopnia, że sprawy dorosłych schodzą na dalszy plan i wracamy ponownie do świata dzieci :) I co z tego, że tym razem to nie my jesteśmy głównymi bohaterami wydarzenia... Już nigdy nimi nie będziemy... Ważne, że znów bierzemy udział w świecie dziecięcych barw :) Dziś rozpoczęło się nowe życie o imieniu Patryk :)

niedziela, 24 stycznia 2010

W górskiej chatce...

Są w górach takie chaty i chatki, położone zazwyczaj gdzieś na uboczu na rzadziej uczęszczanych ścieżkach. Należą do wszystkich strudzonych górskich wędrowców, choć nie wszyscy o nich wiedzą. Miejsca te stanowią takie mini schronienia, gdzie można znaleźć pozostawione przez poprzedników suchary, naczynia kuchenne, jakieś koce, zapałki, a nawet zeszyt wspomnień będący księgą gości. W takich chatkach ma się poczucie górskiej solidarności. W jednej z nich, znalezionej w ośnieżonych Górach Izerskich było tak, jak na zdjęciach poniżej. W malutkim pomieszczeniu mieszczącym ledwo dwie osoby z dużymi plecakami, z dala od cywilizacji i wśród świstu lodowatego wiatru wślizgującego się w szpary między deskami, można poczuć się człowiekiem natury... Wszędzie daleko, strudzonym nogom ruszać się z tyłka nie chce i jest klimat :)

czwartek, 21 stycznia 2010

O szansach utraconych...

Utracone szanse są konsekwencją działania, tak jak ryzyko, które się ponosi... Jest sukces lub porażka... Od czego zależy, że jednemu zderzenie się głową ze ścianą coś w tej głowie rozjaśnia, porządkuje, daje motywację, a innemu ten sam impet i ta sama ściana odbierają jakąkolwiek chęć do działania? Nie wiem... Może każdy z nas ma jakieś swoje dno, które musi osiągnąć przed życiowymi decyzjami, by coś jeszcze poprawić, zmienić...? Może nie jest to dno, a granica – czasu, wytrzymałości, siły – poza którą nie można już zrobić nic więcej, póki się nie zweryfikuje w samym sobie intencji, motywów, wreszcie prawdziwego celu… Zastanawiam się, ile swoich granic przekroczyłem... Ilekroć myślę, że nie może być ich więcej, okazuje się, że skala ta czasem się poszerza... Utracone szanse nigdy nie wracają, bo każda z nich jest niepowtarzalna... Czas płynie, a my wraz z jego upływem ciągle coś tracimy. Z czasem przychodzą inne możliwości. Kolejne zamknięte drzwi, nie zamykają Drogi...

wtorek, 19 stycznia 2010

Minął rok...

Dokładnie rok temu pojawił się na tej stronie pierwszy wpis i w ogóle urodziło się to poletko zapisanych myśli, obrazów i z rzadka muzyki... Czas jak rzeka – płynie... I ten rok upłynął tak szybko... Rzeka zaś jak to rzeka, czasem bywa płytka, czasem głęboka, czasem płynie przez meandry i zakola, czasem prosto przed siebie, czasem nurt jest spokojny, czasem rwący i wzburzony... i to wszystko widać w tym miejscu.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

W świecie ludzkich samotności...

W przestrzeni niewidzialnej dla innych spotkały się dwie Samotności. Otworzyły przed sobą z wielką obawą swoje Serca, zmarznięte w otaczającym je widzialnym bezdusznym świecie.

Kiedy odczuwam samotność to pierwsza myśl jaka mnie nachodzi jest wielce egoistyczna: czuję wyobcowanie – szepnęła ze smutkiem Samotność Pierwsza. ... Ale kiedy pomyślę później jak wiele osób odczuwa samotność i tak myśli, to zdaję sobie sprawę jak bardzo wyobcowanie nie jest tylko moim udziałem... Samotność winna się otwierać na tych co pojmują ją w kategorii Daru – te słowa skierowała ku Samotności Drugiej...

czwartek, 14 stycznia 2010

Odśnieżajmy!

Słyszę jak niektórzy młodzi i w pełni sił ludzie narzekają na zimę, która ledwo co do nas przyszła. Nieodśnieżone mniej lub bardziej dotąd uczęszczane ulice, chodniki, spóźnione pociągi, autobusy... Zasypane miejsca parkingowe, dachy... I nic dziwnego. Na tym polega śnieżna zima, że gdy pada to zasypuje wszystko co spotka na swej drodze... Słyszę np. w radiu ujadanie na drogowców, nagonkę i szukanie winnych, którzy odpowiedzialni są za odśnieżanie konkretnych miejsc... A gdyby tak samemu wziąć się za odśnieżanie? Na pewno wśród tych głośnych ujadaczy znajdują się cisi konkretni, którzy zamiast mocować się gębą i narzekać po prostu wezmą się do roboty. I odśnieżą chociażby swój najbliższy kawałek terenu. I wtedy żadnej, czasem rozdmuchanej do granic absurdu katastrofy nie ma.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Niecierpliwi...

Generalnie mam w sobie wiele cierpliwości. Przyzwyczaiłem się do kolejek na poczcie, w supermarkecie, w ulicznych korkach, w nieplanowanych postojach pociągu... I jest mi z tym lepiej. Ta cecha pozwala mi też na przypatrywanie się z boku na świat niecierpliwych. To naprawdę ciekawy gatunek ludzki :)

piątek, 8 stycznia 2010

Na całej połaci śnieg...

Piosenka jest dobra na wszystko... Śpiewali Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski z Kabaretu Starszych Panów, a za mną chodzi ostatnio także inna ich piosenka... Ciekawe dlaczego? :) Tu w wykonaniu Anny Marii Jopek i Jeremiego Przybory:

czwartek, 7 stycznia 2010

Znów o Ciszy...

Ciężko o Ciszę, kiedy w głowie chaos myśli... Bo Cisza, o której piszę nie jest tylko Ciszą, która otacza, ale również wypływa z wnętrza... Szukam jej i staram się z nią zaprzyjaźnić, a ona ma czasem mnie gdzieś, woli inne miejsca... Nie poddaję się... Czasami szukam sprzyjających Ciszy okoliczności... Odnajduję ją (choć czasem z trudem) w zgiełku miasta i w wielu innych miejscach, ale najpiękniejszą Ciszę odnalazłem w górach.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Zimowy Wrocław

Czasami zabieram ze sobą aparat fotograficzny, tak jak to miało miejsce dzisiaj. Było mroźno, śnieżnie, pochmurno... Spacerowiczów zdecydowanie mniej niż zazwyczaj, ale spotkałem biegaczy oraz ludzi szusujących po parkach na rowerach górskich i nartach biegowych... Dzieci zjeżdżały z górek na sankach... Czas z dala od ruchliwych miejsc toczył się jakby ospale... Najwyraźniej w niektórych zwykle przepełnionych miejscach Wrocław się wyciszył i zapadł w sen zimowy... A ja cieszyłem się, że mogłem podpatrywać jak smacznie sobie śpi...

sobota, 2 stycznia 2010

Pięć opowieści, czyli fragmenty "Szaleńca"

Jakiś czas temu zamieściłem fragment "Proroka", a dziś znalazłem trochę czasu, aby podzielić się fragmentami "Szaleńca" Khalila Gibrana. Wybrałem pięć opowieści:

piątek, 1 stycznia 2010

Nowy Rok

Przyszedł... I już spotkałem się z narzekaniami, że nic się nie zmieniło. Niby jak miało się coś ważnego zmienić w ciągu jednej sylwestrowo-noworocznej nocy? Wszystko zostało po staremu, ale tak mówią Ci, którzy oczekują zmian z zewnątrz. Nie wiedzą lub zapominają, że wszelkie zmiany małymi krokami zaczyna się od środka. Na koniec starego roku i na początek nowego, wcale nie liczy się dla mnie huk petard, urok fajerwerków, pomroczność alkoholowa, czy ciśnienie na "powierzchowność" jakie zauważalne jest u wielu ludzi przy tej okazji. To wszystko przemija tak szybko jak szybko płynie czas. Rok 2010 to Rok Święty, więc ten dopiero co rozpoczęty rok przywitałem po raz pierwszy w życiu razem z Dominikanami. Eucharystia o północy wśród roztaczającego się poza Kościołem huku petard i skupienie to wyjątkowe powitanie Nowego Roku. To będzie Dobry Rok i 365 nowych szans na realizację Drogi... Zaczynam, więc już od dziś, aby nie zmarnować żadnej z tych szans! Małymi kroczkami... Od środka...