Niezwykły dom, tak jak niezwykły był jego właściciel - niemiecki pisarz i laureat literackiej Nagrody Nobla z 1912 roku - Gerhart Hauptmann. Karkonosze stały się dla niego miejscem szczególnym, o czym niejednokrotnie wspominał w swojej twórczości. Dziś ten dom jest siedzibą Muzeum Pamięci Hauptmanna.
Modlitwa to podróż do własnego wnętrza... Piszę tu o moich pasjach... O Camino... O spotkaniach... O podróżach do wewnątrz... O książkach, filmach i muzyce... O tym co jest we mnie... Czasem trzeba się zatrzymać, by móc iść dalej... Spojrzeć wstecz, usłyszeć swoje myśli... Zapamiętać jakiś obraz zatrzymany na fotografii... Wrócić do słów czasem zapomnianych i czerpać siłę... Czas jak rzeka płynie... Codziennie wsłuchuj się, czy upływa w rytmie Twego Serca, wtedy nigdy nie będzie stracony...
Więcej o mnie:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 sierpnia 2012
wtorek, 12 kwietnia 2011
Radość wiosennego lasu...
Już w przedszkolu słyszeli o zielonych płucach świata. Z uwagą poznawali bogactwo i funkcje jakie spełnia las.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Gałąź na której siedzimy...
Mam wrażenie, że zbyt często zaaferowani i tak pochłonięci naszymi ludzkimi sprawami zapominamy na jakim pięknym w swej różnorodności świecie żyjemy.
środa, 10 marca 2010
Na przekór czasu i odległości
Są tacy ludzie z którymi w żaden sposób nie umiemy nawiązać więzi i są też tacy, z którymi łatwo nawiązujemy wspólną nić porozumienia, dlatego że potrafimy się nawzajem na siebie otworzyć i zrozumieć. Łączą podobne przeżycia, problemy i radości jakimi żyjemy. Łączą podobne wartości, zainteresowania i dlatego jest tak, że gdy tacy ludzie zaczynają żyć oddaleni od siebie, przestają się przez jakiś czas się ze sobą kontaktować, to nadal pozostają sobie bliscy i upływający czas nie przeszkadza im w odnowieniu wzajemnej wymiany myśli.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Pasja Serca...
Znam kilka osób, dla których poznawanie Drogi swojego Serca jest pasją. Kiedy zaczynają o niej opowiadać, to tak jakby wyruszały w podróż. Wewnętrzną podróż ku odkrywaniu siebie. Konfrontują swoją Drogę z tym wszystkim co ich spotkało, spotyka i konfrontują ją z własnymi emocjami i myślami. Czasem zupełnie niezrozumiałymi dla innych i dla nich samych. W tym samym czasie okazuje się, że pościg za tym co namacalne i widoczne, wcale nie jest aż tak ważny, jak przypuszczały. Kto nigdy nie wyruszył w taką podróż, ten odkrył tylko „pół świata” i to te łatwiejsze pół, bo widoczne. Słuchaj Serca, ale kieruj się Rozumem – powiedział kiedyś ktoś mądry. Mądry Rozum nigdy nie zaneguje Serca, Serce zaś zawsze ma za nic Rozum...
poniedziałek, 15 lutego 2010
Alicja Grześkowiak: 1923-2010
Są takie chwile w życiu, kiedy wydaje mi się, że świat się zatrzymał, bo rozstaję się z cząstką mojego życia... Tak, jak dziś kiedy dowiedziałem się, że umarła moja babcia. Od kilku miesięcy była już na ostatnim odcinku swojej ziemskiej drogi... Gasła powoli... Ostatnio jak ją widziałem już mnie nie rozpoznawała. Nie spędzaliśmy wiele czasu ze sobą. Emocjonalnie wydawała się bardzo oziębłym człowiekiem. Przynajmniej na zewnątrz. Myślę jednak, że pod tą zasłoną kryła się kobieta bardzo dzielna, ale skrzywdzona przez los, do której wnętrza nigdy nie udało mi się dotrzeć. Bez niej nie byłoby mnie. Śmierć spotkała już w moim życiu bliskie mi osoby... I wciąż nie umiem tego wytłumaczyć: w pożegnaniach jest jakaś ogromna, czysta i prawdziwa Siła... Smutna i pocieszająca zarazem... Wierzę, że na tym życiu się nie kończy... Ta Siła, to właśnie Wiara... Utkana z chwil takich ja Ta...
niedziela, 7 lutego 2010
Nie uciekaj przed sobą!
Kilka dni temu rozmawiałem z człowiekiem okrutnie doświadczonym przez los. Nie ma rodziców, uciekł z domu, nie ma pracy... Kocha i jest kochany. Jego matka zmarła pobita przez jego ojca na oczach tego człowieka. Długo nie mógł po tym dojść do siebie. Ojciec-tyran, który bił również i jego, zmarł w ubiegłym roku. Nienawiść noszona dotąd w sercu w dniu śmierci ojca zamieniła się w łzy, bo skończył się pewien etap w jego życiu. Najbliższa mu osoba wyśmiała ten fakt, wyrzucając mu jak można płakać po takim tyranie. Jego związek mimo wielkiej burzy nie rozpadł się. Trwa nadal, choć dusi tego człowieka - nie jest już tak jak kiedyś...
czwartek, 30 lipca 2009
Leśni ludzie
Jest takie pełne akcentów przyrody miejsce, które jest kolejowym przystankiem, a nie posiada żadnego (choćby najmniejszego) oznaczenia, że nim jest. Nie ma tam żadnego budynku. Szynobus zatrzymuje się po prostu w lesie... Miejsce to znajduje się na kolejowej trasie, którą czasami przemierzam, pomiędzy Żaganiem a Legnicą. Nazywa się Studzianka (choć nazwy tej też na próżno tam szukać). Miejsce osobliwe... Kiedyś była tu stacja z prawdziwego zdarzenia... Obecnie rzadko kto korzysta z tego przystanku, a jeśli już to są to prawdziwi leśni ludzie, jakich spotkałem w tym miejscu wczoraj. Wsiedli do szynobusu z wiklinowymi koszami pełnymi jagód. Na pozór zwykli zbieracze jagód – ktoś by pomyślał. Ubrani w zdarte koszule w kratę, powycierane spodnie, z wełnianymi torebkami na szyjach... Mieli zgrabiałe dłonie, twarze poorane przez czas, z rozchwianym posiwiałym włosem... Kobiety i mężczyźni. Wyglądali pięknie z umęczonymi duszami na ramionach... Wolni od zabiegania... Szczęśliwi oddechem i rytmem natury... Przy nich wszystko inne w szynobusie wydało się jakby nieprawdziwe... I chociaż porozsiadali się nie obok siebie, tworzyli grupę... Prawdziwych leśnych ludzi...
niedziela, 19 lipca 2009
Niezwyczajni...
Niezwyczajni ludzie istnieją. Myślę, że mijam ich czasem na ulicy, w pociągu, w autobusie, w pracy... Tylko otwierając się przed kimś (i odwrotnie) mogę poznać czyjąś niezwyczajność. Znam kilka niezwyczajnych osób. Jestem szczęśliwy, że pojawiły się na mojej drodze. Niezwyczajność odbierana jest indywidualnie. Dopiero z czasem można się przekonać, kto tak naprawdę jest/był dla nas niezwyczajny. To ogromna wartość spotkać takich ludzi. Gdy ich nie widzę, to noszę i pielęgnuję ich obraz w sobie. Dużo się od nich nauczyłem. Najpiękniejsze jest to, że w ogóle nie widać po nich niezwyczajności. Są najzupełniej zwyczajni w swoich słabościach i smutkach, radościach i nadziejach. Wyjątkowość ich zwyczajności przekuwa się według mnie na niezwyczajność w tym, że potrafią wciąż iść do przodu, pokonywać przeszkody, dzielić się, poszukiwać i wzrastać, a ja jestem wdzięczny, że mam możliwość wzrastać razem z nimi.
piątek, 17 lipca 2009
Aniela i myśli "złote"...
Co, chcesz się do mnie przenieść? - spytała na widok mnie i mojego plecaka. A co, szukasz ludzi na wynajem? - odpowiedziałem. Po ponad dwóch miesiącach niewidzenia się, właśnie w ten sposób rozpoczęliśmy rozmowę... Odwiedziny pełne wspomnień, żartów, opowieści... o sprawach zaskakujących, o sprawach uwierających, o sprawach pasjonujących... Nasz specyficzny ton wypowiedzi i skrótów myślowych nie potrafiłby rozszyfrować chyba nikt poza nami... Tak już mamy... Kiedyś nawet wpadliśmy na pomysł spisywania naszych co ciekawszych i co śmieszniejszych myśli usłyszanych i wypowiedzianych głównie podczas górskich wędrówek. Oto kilka takich „złotych” myśli (niekoniecznie sensownych), które ostały się „ku pamięci”:
poniedziałek, 9 lutego 2009
O wrażliwości
Spotykam ludzi o różnych stopniach wrażliwości. Z radością odkrywam, że istnieją tacy, którzy są bardziej wrażliwi od innych. Dzięki tej wrażliwości widzą więcej, słyszą więcej i mają bogatszą tęczę wrażeń od innych ludzi. I to prawda, że mają w życiu ciężej, ale nie powinni traktować tego jako przekleństwo. Wszystkie ograniczenia zewnętrzne to tylko pozór zniewolenia. Niewolnikiem codzienności staje się człowiek, który nie umie oswobodzić własnych myśli i marzeń. Wiem co znaczy być niewolnikiem własnych myśli. Codziennie uważnie filtruję rzeczywistość. Jestem jej bacznym obserwatorem, bo chcę żyć świadomy istniejących wartości i zagrożeń. I myślę, że człowiek wrażliwy ma dar, który musi sobie tylko uświadomić. Dar uwalniania się od ograniczeń, jakimi żyje chyba większość ludzi.
wtorek, 3 lutego 2009
Pani Matematyk
"W życiu niczego nie można być pewnym" - powiedziała dzisiaj do mnie z uśmiechem poznana w pociągu starsza Pani, zaraz po tym jak mój plecak zsunął się z półki bagażowej i spadł wprost na jej głowę. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Pani Matematyk (tak się przedstawiła) akurat usiadła w "moim" przedziale, po tym jak w sąsiednim było jej za gorąco. Czytała książkę o Archimedesie. Ja czytałem czasopismo o bieganiu. I tak zaczęliśmy rozmowę. O matematyce i o sporcie. O szczęśliwych trafach i "szczęściu" pechowca. Gdyby nie mój plecak, to pewnie w ogóle nie wiedzielibyśmy nic o sobie. Tak jak większość anonimowych podróżnych. Mam tylko nadzieję, że ból głowy Pani Matematyk minął zaskakująco szybko, tak jak nasza wspólna podróż.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


