poniedziałek, 30 listopada 2009

W przestrzeni rozstań i powrotów...

Z odległością fizyczną między ludźmi, nawet w dobie komunikacji telefonicznej i internetowej, niestety często bywa tak, jak pisał Ryszard Kapuściński, że odległość ta osłabia i zabija międzyludzkie relacje... Ale jeśli istnieje nadzieja, że wkrótce rozdzielająca ludzi przestrzeń zostanie przekroczona, wówczas nawet na odległość mogą zachować i budować swoje więzi... I podróżnicze dusze dobrze o tym wiedzą... Istnieje przecież jeszcze inna przestrzeń - przestrzeń duchowa, która jest niewidzialna dla innych, i która zarezerwowana jest tylko dla bliskich sobie osób... Gdy rozdziela je odległość, to nie są to tylko kilometry... To jest część ich wspólnego świata... Przestrzeń tylko i wyłącznie Tych bliskich sobie osób... Fizycznie rozdzielają je różne sprawy... By za jakiś czas znów móc się Spotkać...

piątek, 27 listopada 2009

Buntownik

Czasem myślę, że świat, który sprawia że czas biegnie tak szybko (np. w pogoni za pieniądzem), nie sprzyja ludziom wrażliwym... Zabiera im chwile dla siebie, tak jak zabierają im je inni ludzie... Ludziom z duszą trudno jest odnajdywać się w takim świecie... Trudno trwać w walce o to, aby nie zamknąć nieopatrznie dla Kogoś swojego Serca w świecie, gdzie tyle Serc wokół jest „zamrożonych”... Rzeczywistość bezlitośnie obdziera z szans na Spotkania na poziomie Serca, „nakazując” wciąż biegnąć za czymś na powierzchni dostrzegalnej dla wszystkich...

poniedziałek, 23 listopada 2009

Listopad w górach...

Listopad w górach to idealna pora i miejsce na spotkanie z wszystkim tym, co większość uważa raczej za warte pomijania... Koncerty chmur i mgieł, przeplatane zimnym wiatrem... Ołowiany i ponury obraz świata... Krótki dzień, mało światła... Raczej brak rozległych widoków na okoliczne szczyty... Zawilgotniałe i ubłocone górskie ścieżki przysypane gnijącymi liśćmi, których kolory tracą na intensywności... Częściej deszcz z nieba, niż słońce na twarzy... Zmęczenie też wydaje się jakby wyraźniejsze... I ta wszechogarniająca pustka objawiająca się widokiem ogołoconych i pozbawionych liści drzew... Krajobraz jakby umierał... Świergot ptaków gra tylko we wspomnieniach...

niedziela, 22 listopada 2009

Szacunek...

Niektórzy ludzie nie wiedzą co znaczy SZACUNEK, albo to pojęcie ograniczają do kręgu najbliższych sobie osób. Inni stawiają swoje JA tak wysoko, że uważają że na ich szacunek trzeba sobie zasłużyć. Oceniają drugich pod względem „przydatności” dla siebie. Wykorzystywanie i manipulowanie jest niestety takie powszechne... Jeszcze inni balansują na granicy żartu, braku szacunku, a nawet werbalnej, psychicznej czy emocjonalnej przemocy. Jakimś dziwnym trafem są tak „mocni” akurat wobec słabszych od siebie. Ale nie wolno dać się sprowokować i walczyć z nimi tymi samymi metodami. Myślę, że lepiej trafi do nich pokazanie im jak bardzo ograniczone mają myślenie, przez wyrażenie im własnego pojmowania słowa SZACUNEK. W przypadku dalszych rozbieżności, nie ma o czym więcej rozmawiać. Jednak jestem zdania, że trzeba dać im szansę na zrozumienie swojego postępowania.

wtorek, 17 listopada 2009

Slacklining czyli spacer po linie

Wczoraj. Słoneczne popołudnie. Park Skowroni we Wrocławiu. Moją uwagę, tak jak większości spacerowiczów i biegaczy, zwraca kobieta na linie. Dosłownie. Wygląda na około czterdzieści parę lat, nosi okulary, ubrana jest na sportowo... Ze skupieniem stawia kroki na rozwieszonej gdzieś na wysokości pasa, przymocowanej i rozciągniętej od drzewa do drzewa linie. Podchodzą do niej z zainteresowaniem ludzie... Podchodzę i ja... Dowiaduję się, że uprawia slacklininig. Niesamowicie prosty sport, który "rozgrzewa" zarówno umysł, jak i ciało. Próbuję wejść na linę i złapać balans. Szybko spadam na ziemię... Próbuję jeszcze raz... Tym razem dłużej jestem na linie. Chodzenie po bagnach wciąga. Chodzenie po linie też... Kobieta opowiedziała, że teraz ćwiczy sama, bo jej znajomi od slackliningu wyjechali. Myślę, że to wspaniały sposób na odpoczynek... Zainteresował mnie bardzo :)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Regeneracja umysłu...

Kiedy jest się zaganianym np. pracą, wówczas czas upływa bardzo szybko... Nie lubię tego, bo wtedy zagłuszone nadmiarem obowiązków zostaje moje "ja" i bywa czasem, że czuję iż coś w sobie tracę... Jeśli w ciągu całego dnia zabiegania za wypełnianiem bardziej lub mniej przyjemnych obowiązków zawodowych i domowych, za "naginaniem się" do często niezbyt istotnych oczekiwań innych ludzi, za "pośpiechem" komunikacyjnym, nie znajduję w sobie siły i czasu na bycie choć przez chwilę ponad to wszystko, to najzwyczajniej się spalam. Dlatego codziennie, w różnych i zupełnie nieokreślonych porach dnia, a nawet czasem po przebudzeniu się w środku nocy, ćwiczę sztukę uwalniania swoich myśli, które płyną wtedy bez żadnego konkretnego powodu w sobie tylko znanym kierunku. Najlepiej wychodzi mi to podczas wykonywania długich i żmudnych czynności... Przemieszczanie się środkami komunikacji również temu sprzyja. Wiem, że taka regeneracja umysłu pozwala mi nie "ścigać się" ze zmęczeniem ciała i niepewnością oraz odsuwa w dal ewentualne zniecierpliwienie. W przeciwieństwie do wszelkich dopalaczy rzeczywistości, które tylko oszukują organizm przytępiając zmysły.

wtorek, 10 listopada 2009

Gladiator

Gdy za oknem długo leje deszcz i ma się wrażenie że niskie ciemne chmury jakby dotykały ziemi, wtedy wielu ludzi mówi o tzw. pogodzie barowej. Ja takie chwile zdecydowanie częściej określam jako pogodę kinową :) I choć nie jestem i nigdy nie byłem zagorzałym kinomaniakiem, to właśnie wtedy, wybieram się częściej na jakieś nowe filmy do kina albo odkurzam w wolnym czasie w domowym zaciszu stare dobre filmy, lub też sięgam po te jeszcze przeze mnie nie odkryte. Są takie filmy, po obejrzeniu których, brak mi słów, by wyrazić co czuję, co myślę... Jestem po nich rozbity na miliony maleńkich cząsteczek, czyli moich myśli, które dotąd jako tako tworzyły jakąś całość, by później rozbiec się każda w inną stronę. I tak też się stało, gdy odkryłem w końcu po latach głośny film Ridleya Scotta z 2000 roku pt. GLADIATOR.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Komunikacja spojrzeń

Czasem nie potrzeba żadnych słów, aby ludzie mogli ze sobą rozmawiać. Wszelkie słowa wydają się być zbędne i mogą tylko przeszkadzać. Czasem ze spojrzeń odczytać można o wiele więcej i trafniej wyrazić oraz przekazać to co chciałoby się komuś powiedzieć słowami...

niedziela, 8 listopada 2009

O drzewach...

Nigdy dość mówić sobie o tym: uczucia to przeżycia, Miłość to postawa. Niewolnicy uczuć są jak drzewa, których gałęzie naginają się pod ciężarem różnych emocji. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pękały w nich również korzenie... Silny korzeń drzewa to mocna postawa, której nie zmiecie z powierzchni ziemi żaden podmuch chwili... Z drugiej strony o taki korzeń-postawę trzeba mocno dbać i wciąż pielęgnować... Niektóre drzewa czekają na wiatr przeżyć, dzięki któremu poczują że żyją... Nie myśląc o korzeniach... Niektóre wędrują z miejsca na miejsce jak niesforne afrykańskie baobaby, które według legendy Bóg ukarał za to, że nie chciały być zaraz po ich stworzeniu tylko drzewami... Posadził je więc korzeniami do góry... Niektóre drzewa zaś rosną w siłę, łamiąc nawet w spotkaniach z silnym wiatrem swoje gałęzie... Odradzają się, bo trzymają je w pionie właśnie silne korzenie...

piątek, 6 listopada 2009

Słoneczny dzień na Ślęży

Kiedy pierwszy raz wybierałem się na Ślężę, a było to prawie dwa lata temu, nie myślałem że góra ta tak mnie zauroczy. Zrobiła to i do dziś tak o niej myślę. Jest wspaniałym miejscem na pooddychanie przestrzenią... Na szereg krótkich wędrówek po szlakach, które tam przebiegają... Miejscem pełnym kultowych pamiątek ze starożytności... Miejscem z którego w słoneczne dni roztacza się piękny widok na Sudety... Na szczycie Ślęży jest kościółek i schronisko... W jej masywie znaleźć można wiele kamiennych atrakcji... Ślęża leży niedaleko Wrocławia, stąd wypad na cały dzień na Ślężę jest dla mnie zawsze kuszącą odskocznią od zgiełku miasta... I dzisiaj jest dzień słoneczny... Listopadowy piątek... I dzisiaj odskakuję :) Na Ślężę...

wtorek, 3 listopada 2009

Koniec świata!

Czasem w życiu nastaje mrok, ludzie wydają się nosicielami samych czarnych i złych myśli, wzajemnie się siebie czepiają, zamiast wyjaśniać nieporozumienia to je umacniają, błahostki osiągają rozmiary katastrof... W takim otoczeniu wszystkiego się odechciewa... To właśnie wtedy jest czas próby. Wtedy okazuje się, które ludzkie budowle w postaci relacji są na tyle mocne, że przetrwają wyglądającą na nieskończenie wielkich rozmiarów zawieruchę... „Dobrze i zdrowo jest pomyśleć czasem o końcu świata” - powiedział kiedyś papież Jan Paweł II. I ja sobie tak wtedy myślę :)

poniedziałek, 2 listopada 2009

O zaufaniu...

Kiedy decyduję się obdarzyć zaufaniem drugiego człowieka to ryzykuję, bo nie wiem do końca (tego nie wie nikt) czy ktoś zaufanie w ogóle może pojmować w kategorii Daru, czy tylko zna jego znaczenie teoretyczne. Można przecież też niestety teoretycznie kochać, przyjaźnić się lub prawić morały. Takich gier między ludźmi pełno jest niestety wokół. Zaufanie to proces, który podlega wielu różnym próbom. Świadomym praktyka weryfikuje teorię. Tak jak góry weryfikują w czasie wędrówki podejście i nastawienie do nich konkretnego człowieka.