piątek, 11 grudnia 2009

Khalil Gibran - "Szaleniec" i "Prorok"

„Ból jest jak skorupka, kiedy pęka. A przez nią wykluwa się rozumienie siebie. Rozłamać się musi nawet pestka owocu, inaczej nie dozna w sercu promieni słońca."

Te słowa napisał żyjący na przełomie poprzednich stuleci obdarzony wyjątkową wrażliwością człowiek - Khalil Gibran. Urodził się w 1883 roku w libańskiej wiosce Bszarre, w rodzinie maronickich chrześcijan. Jako 11-latek wyemigrował wraz z matką i rodzeństwem do Ameryki Północnej. Większość dorosłego życia poświęcił malarstwu, jednak bardziej znany stał się dzięki swoim książkom. Znany jest także ze związku z Mary Haskell, która wywarła ogromny wpływ na jego twórczość. Zmarł w 1931 roku w Nowym Jorku. Kilka dni temu odkryłem dwie jego książki: „Prorok” i „Szaleniec”. Wcisnęły mnie w fotel. Wstrzymałem więc oddech i wciąż jestem pod wrażeniem. Piękne! Poruszają te struny, których na co dzień ludzie nie umieją, nie mają czasu lub boją się dotykać. Tych książek się ot tak po prostu nie czyta, nimi wypełnia się serce. Są inspirujące w swej prostocie. Tylko prawdziwi szaleńcy są w stanie usłyszeć tę melodię. I mnie coś ku książkom Gibrana skierowało :)

„Szaleniec” - fragment recenzji Martina Dzieczkowskiego:

Cóż za książka! Każdemu, kto ją przeczyta, a ma delikatne serce i wrażliwą duszę, pozostanie w pamięci. (…) Czy "szaleńcem " jest ten, kto dąży swym wrażliwym sercem do prawdy? Do życia godnego, wiedzionego, jak na człowieka przystało, a przy tym prawdopodobnie rozdartego między narodzinami i śmiercią, przemijalnością chwili, nieskończonością czasu, pragnieniem życia wiecznego, względnością rzeczy, stanów, myśli, miłością do kogoś, do czegoś i do wszystkiego, co nas otacza... i wreszcie do Boga tak szeroko pojętego? Czy to jest złe? Czy przez te proste pragnienia jest się "szaleńcem "? Jeśli tak, to i ja nim jestem. W tym szaleństwie jest metoda, by zostać sobą!

„Prorok” - fragment recenzji Małgorzaty Lipskiej:

Khalil Gibran urodził się w Libanie, w krainie, która zrodziła wielu proroków. Gdy osiadł na stałe w USA i zaczął pisać po angielsku, jego samego Amerykanie obwołali prorokiem. W czym tkwi geniusz Gibrana? Stylistycznie - w harmonijnym spajaniu prozy z poezją. Merytorycznie - w niezwykłej zdolności analizowania i syntezowania rzeczywistości, w zręcznym balansowaniu między prostotą myśli a filozoficzną głębią. "Prorok" Gibrana nie jest utworem łatwym w odbiorze. Jest na swój sposób archaiczny; nie tyle za sprawą biblijnej stylizacji języka, ile - przekazywanych treści. Wobec panującej współcześnie tendencji do spłycania i banalizowania wszystkiego wokół, nieuważnemu odbiorcy może wydać się niczym więcej, jak pseudomistycznym bełkotem. Trzeba jednak wierzyć, że nigdy nie zabraknie osób wrażliwych na piękno, które docenią kunszt Gibrana. Bo "Prorok" jest taką misternie zdobioną szkatułką, która wewnątrz skrywa bogactwo wielokrotnie przewyższające wartość samego wieczka. (...) Jest poematem skrywającym pod aurą tajemniczości i egzotyki naukę o poszukiwaniu złotego środka w uczuciach, związkach z ludźmi, w pracy i odpoczynku, w radości i smutku. Jeśli tylko zadamy sobie trud wniknięcia w świat filozofii Gibrana, jego słowa rzeczywiście mogą okazać się proroczymi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz