niedziela, 22 lutego 2009

Inność, Baton i Karkonosze

Odkąd pamiętam intrygowała mnie inność. Pewnie dlatego, że często sam czułem się inny od spotykanych ludzi i czułem, że do nich nie pasuję, ale próbowałem się w nowym otoczeniu odnajdywać. Oswajać swoją inność wobec inności reszty. I tak w istocie jest, bo przecież każdy człowiek jest inny. Niektórzy jednak są bardziej inni od pozostałych i muszą oswoić swoją samotność. I właśnie o takich ludziach jest film "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", który obejrzałem w kinie kilka dni temu. Główny bohater żyjący fizycznie wstecz (rodzi się jako 80-letni staruszek, a umiera jako niemowlę) to metafora inności. 'Baton' miejscami mnie wzruszył, miejscami rozbawił. I przypomniał, że każda inność musi odnaleźć się w tym co nazywa swoją rzeczywistością. Rozczarowała mnie w tym filmie zbyt duża liczba uproszczeń, ale dwie i pół godziny w kinie zleciały szybko. Tak jak kilkudniowy zimowy trekking po Karkonoszach z którego właśnie wróciłem. Zima w Karkonoszach hula. Niedawno ogłoszono tam (podobnie jak w Tatrach) IV stopień zagrożenia lawinowego. Królowa Sudetów okazała się jednak na tyle dla mnie łaskawa, że pozwoliła popatrzeć na zimowy świat ze swojego wierzchołka. Piękny świat.

wtorek, 17 lutego 2009

O słabości ducha

O słabości ducha myślę jak o znaku, by wzmacniać się duchowo od środka. Czasem trudno motywować się samemu i dlatego najczęściej ogarnięte słabością dusze potrzebują bratnich dusz. Czasem wystarczy wiedzieć, że jest ktoś komu po prostu możemy o swojej słabości w zaufaniu opowiedzieć. To daje wielką siłę. Ale to połowa sukcesu, bo nie wystarczy tylko przerzucać własne słabości na kogoś. Tak naprawdę każdy (czy to w związku, czy nie) jest sam. Żaden człowiek nie jest w stanie wejrzeć w głąb duszy drugiego. Owszem może go zrozumieć, pomóc mu i podzielić się własnymi wskazówkami. Ale druga połowa sukcesu polega na samodzielnej walce ze słabościami. Moje własne błędy, wyrzuty sumienia, słabości ducha tylko ja mogę naprawić. Nikt za mnie tego nie zrobi. I myślę, że na tym właśnie polega sztuka uczenia się życia i stawania się lepszym człowiekiem. Dla siebie i dla bliskich.

piątek, 13 lutego 2009

Nieprzewidywalne jak góry

Wiele razy życie dawało mi nauczkę. I wciąż czegoś uczy. Jest nieprzewidywalne jak góry. Jak przyroda w ogóle. Warto mieć marzenia, plany... Z drugiej strony zbytnie przywiązywanie się do nich może przynieść złość, rozczarowanie, smutek... Bo nie da się przewidzieć co się zdarzy jutro, za tydzień, za rok... Kiedyś wkurzał mnie bardzo i deprymował fakt, że nie udało mi się wejść na jakiś górski szczyt. Traciłem tylko energię i czas na złość i narzekanie. Teraz w niepogodę wybieram i cieszę się wędrówkami po górskich dolinach. Tak samo w życiu: każde niespodziewane i niepomyślne zdarzenie staram się przyjmować na klatę. Nie warto uzależniać swego szczęścia od tego co miałoby się wydarzyć. Dlatego koncentruję się na tym na co mam wpływ. I staram się być otwartym na każde dobre i złe zdarzenie. Czasem to bywa bardzo trudne, ale daje wielką siłę.

czwartek, 12 lutego 2009

Szczyt marzeń

Wróciłem dziś z trzydniowego zimowego trekkingu po Górach Izerskich. Było wietrznie, śnieżnie i jak zwykle w górach dla mnie - fantastycznie. Wędrówka przez góry dystansuje od spraw nizinnych. Najważniejszym staje się prawidłowy oddech, ostrożny krok, trzeźwa ocena sytuacji i możliwości organizmu. Radosne milczenie, kubek gorącej herbaty czy tabliczka czekolady to szczyt marzeń. Nic więcej do szczęścia nie trzeba. Taki rodzaj oczyszczenia.

poniedziałek, 9 lutego 2009

O wrażliwości

Spotykam ludzi o różnych stopniach wrażliwości. Z radością odkrywam, że istnieją tacy, którzy są bardziej wrażliwi od innych. Dzięki tej wrażliwości widzą więcej, słyszą więcej i mają bogatszą tęczę wrażeń od innych ludzi. I to prawda, że mają w życiu ciężej, ale nie powinni traktować tego jako przekleństwo. Wszystkie ograniczenia zewnętrzne to tylko pozór zniewolenia. Niewolnikiem codzienności staje się człowiek, który nie umie oswobodzić własnych myśli i marzeń. Wiem co znaczy być niewolnikiem własnych myśli. Codziennie uważnie filtruję rzeczywistość. Jestem jej bacznym obserwatorem, bo chcę żyć świadomy istniejących wartości i zagrożeń. I myślę, że człowiek wrażliwy ma dar, który musi sobie tylko uświadomić. Dar uwalniania się od ograniczeń, jakimi żyje chyba większość ludzi.

sobota, 7 lutego 2009

Dopalacze

Pomyślałem, że dopalacze rzeczywistości są potrzebne, choćby po to, żeby nie mieć poczucia znużenia powtarzalnością wykonywanych czynności i po to, aby dystansować się od tego co czasem uwiera i patrzeć na to z całkiem nowego, innego punktu widzenia. I do tego wcale nie potrzeba mi sztucznych dopalaczy, które tylko oszukują organizm. To mogą być niebanalne i całkiem banalne, ale szczere rozmowy, żarty i szaleństwa nie przekraczające pewnych granic, działania, o których wiem, że pozytywnie mnie nakręcają. I takich dopalaczy szukam. A najlepsze w nich jest to, że nie można ich nigdzie kupić :) Pewnie dlatego przyzwyczajeni do kupowania ludzie szukają i dostrzegają głównie te łatwe do osiągnięcia (za pomocą pieniędzy) dopalacze.

wtorek, 3 lutego 2009

Pani Matematyk

"W życiu niczego nie można być pewnym" - powiedziała dzisiaj do mnie z uśmiechem poznana w pociągu starsza Pani, zaraz po tym jak mój plecak zsunął się z półki bagażowej i spadł wprost na jej głowę. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Pani Matematyk (tak się przedstawiła) akurat usiadła w "moim" przedziale, po tym jak w sąsiednim było jej za gorąco. Czytała książkę o Archimedesie. Ja czytałem czasopismo o bieganiu. I tak zaczęliśmy rozmowę. O matematyce i o sporcie. O szczęśliwych trafach i "szczęściu" pechowca. Gdyby nie mój plecak, to pewnie w ogóle nie wiedzielibyśmy nic o sobie. Tak jak większość anonimowych podróżnych. Mam tylko nadzieję, że ból głowy Pani Matematyk minął zaskakująco szybko, tak jak nasza wspólna podróż.