Czasami mimowolnie siebie
odnajduję
w zatrzymanym kadrze
pewnej fotografii.
Jestem na niej pośród
tłumu odbiorców
na wypaczonych obrazów
wystawie.
Patrzę na pierwszy, gdzie
namalowano Uczciwość,
polityk z obrazu forsę za
głosy rozdaje.
Spoglądam na drugi, co
Wiarę przedstawia,
na nim katolik drwi z
muzułmanina.
Na trzecim obrazie
widnieje Nadzieja,
alkoholik błaga o wkład
na kromkę chleba.
Czwarty obraz zaś pełen
jest Pasji,
ktoś pochwały zbiera
udając, że śpiewa.
Z piątego obrazu
zatytułowanego Szczęście,
uśmiecha się wyraźnie
zadurzona czymś kobieta.
Szósty obraz Miłość
przedstawia,
w imię której mąż żonę
uderza, żona męża olewa.
W oddali widzę obrazów
tych jeszcze tysiące,
wypaczona Tolerancja,
Religia, Prawda...
Tylko Hipokryzja zdaje się
tu nie pasować,
aż nadto jest wiarygodna.
Nieustanne targowisko, tak
wiele go wokół,
Niepojęte czym karmi
człowiek człowieka.
Zatrważająco prawdziwie
łączy te obrazy
jedna wielka klamra skrzywionego spojrzenia.
Szukając wyjścia
przemierzam pełne zdumień korytarze,
próbując wyrzucić z
głowy ową fotografię.
Choć z całych sił się
staram - nie potrafię!
Czasami jakiś nowy obraz mi o niej przypomina.
Najgorsze jest myśleć
takimi obrazami,
niektórzy stają się ich
kalkami.
Jak dobrze mieć wybór!
Jak dobrze znać wyjście!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz