środa, 5 października 2011

W zatrzymanym kadrze niechcianej fotografii


Czasami mimowolnie siebie odnajduję
w zatrzymanym kadrze pewnej fotografii.
Jestem na niej pośród tłumu odbiorców
na wypaczonych obrazów wystawie.


Patrzę na pierwszy, gdzie namalowano Uczciwość,
polityk z obrazu forsę za głosy rozdaje.
Spoglądam na drugi, co Wiarę przedstawia,
na nim katolik drwi z muzułmanina.

Na trzecim obrazie widnieje Nadzieja,
alkoholik błaga o wkład na kromkę chleba.
Czwarty obraz zaś pełen jest Pasji,
ktoś pochwały zbiera udając, że śpiewa.

Z piątego obrazu zatytułowanego Szczęście,
uśmiecha się wyraźnie zadurzona czymś kobieta.
Szósty obraz Miłość przedstawia,
w imię której mąż żonę uderza, żona męża olewa.

W oddali widzę obrazów tych jeszcze tysiące,
wypaczona Tolerancja, Religia, Prawda...
Tylko Hipokryzja zdaje się tu nie pasować,
aż nadto jest wiarygodna.

Nieustanne targowisko, tak wiele go wokół,
Niepojęte czym karmi człowiek człowieka.
Zatrważająco prawdziwie łączy te obrazy
jedna wielka klamra skrzywionego spojrzenia.

Szukając wyjścia przemierzam pełne zdumień korytarze,
próbując wyrzucić z głowy ową fotografię.
Choć z całych sił się staram - nie potrafię!
Czasami jakiś nowy obraz mi o niej przypomina.

Najgorsze jest myśleć takimi obrazami,
niektórzy stają się ich kalkami.
Jak dobrze mieć wybór!
Jak dobrze znać wyjście!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz