niedziela, 9 czerwca 2013

Bałtyk czerwcowy


Ostatni raz nad Bałtykiem byłem w 2004 roku w czasie dwutygodniowej wyprawy rowerowej po Pomorzu Zachodnim. Kiedy więc kilka dni temu całkiem nieoczekiwanie przyszło mi spędzić nad Bałtykiem i w Trójmieście kilka słonecznych i ciepłych dni, nie sądziłem, że morze podaruje mi tyle swojej spokojnej siły, której tak bardzo mi brakowało. Jest nieobliczalne - zależnie od pogody - podobnie jak góry i siłą szumu morskich fal potrafi ukoić równie mocno co wiatr kołyszący górskie drzewa. O ile jest to spokojny wiatr, taki jak ten spotkany przeze mnie nad Bałtykiem. O ile jest to Bałtyk jeszcze przed sezonem wakacyjno-turystycznym, kiedy nie ma jeszcze tej mnogości odwiedzających, która zagłusza szum fal, rozmowy mew i szepty myśli.












Na podstronie Filmy znaleźć można krótki film ze spaceru boso po nadbałtyckiej plaży w okolicach Sopotu.


2 komentarze:

  1. Pięknie to napisałeś, ja też uważam że nadbałtycka plaża bez ludzi smażących się na słońcu to jeden z najpiękniejszych widoków jakie zdarzyło mi się oglądać, a kiedy słyszę szum fal przypomina mi się "Modlitwa" Bułata Okudżawy i zawsze ją sobie powtarzam w myślach. Jeśli ją znasz to zapewne sam wiesz dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Modlitwa" Okudżawy jest piękna... Najpiękniejsze jest to co najprostsze, choć czasem tak trudno to dostrzec, np. zwykły spacer po prawie bezludnej plaży, czy śpiew ptaków, który słyszę teraz zza otwartego okna. Szum morskich fal czy górskich wodospadów to także melodia najprostsza. Dowiedzieć się, zobaczyć, dotknąć, usłyszeć to przecież niekoniecznie znaczy dostrzec. Wiele jest także w nas czasem jakże trudnych do odkrycia spraw najprostszych...

    OdpowiedzUsuń