czwartek, 12 lutego 2009

Szczyt marzeń

Wróciłem dziś z trzydniowego zimowego trekkingu po Górach Izerskich. Było wietrznie, śnieżnie i jak zwykle w górach dla mnie - fantastycznie. Wędrówka przez góry dystansuje od spraw nizinnych. Najważniejszym staje się prawidłowy oddech, ostrożny krok, trzeźwa ocena sytuacji i możliwości organizmu. Radosne milczenie, kubek gorącej herbaty czy tabliczka czekolady to szczyt marzeń. Nic więcej do szczęścia nie trzeba. Taki rodzaj oczyszczenia.

poniedziałek, 9 lutego 2009

O wrażliwości

Spotykam ludzi o różnych stopniach wrażliwości. Z radością odkrywam, że istnieją tacy, którzy są bardziej wrażliwi od innych. Dzięki tej wrażliwości widzą więcej, słyszą więcej i mają bogatszą tęczę wrażeń od innych ludzi. I to prawda, że mają w życiu ciężej, ale nie powinni traktować tego jako przekleństwo. Wszystkie ograniczenia zewnętrzne to tylko pozór zniewolenia. Niewolnikiem codzienności staje się człowiek, który nie umie oswobodzić własnych myśli i marzeń. Wiem co znaczy być niewolnikiem własnych myśli. Codziennie uważnie filtruję rzeczywistość. Jestem jej bacznym obserwatorem, bo chcę żyć świadomy istniejących wartości i zagrożeń. I myślę, że człowiek wrażliwy ma dar, który musi sobie tylko uświadomić. Dar uwalniania się od ograniczeń, jakimi żyje chyba większość ludzi.

sobota, 7 lutego 2009

Dopalacze

Pomyślałem, że dopalacze rzeczywistości są potrzebne, choćby po to, żeby nie mieć poczucia znużenia powtarzalnością wykonywanych czynności i po to, aby dystansować się od tego co czasem uwiera i patrzeć na to z całkiem nowego, innego punktu widzenia. I do tego wcale nie potrzeba mi sztucznych dopalaczy, które tylko oszukują organizm. To mogą być niebanalne i całkiem banalne, ale szczere rozmowy, żarty i szaleństwa nie przekraczające pewnych granic, działania, o których wiem, że pozytywnie mnie nakręcają. I takich dopalaczy szukam. A najlepsze w nich jest to, że nie można ich nigdzie kupić :) Pewnie dlatego przyzwyczajeni do kupowania ludzie szukają i dostrzegają głównie te łatwe do osiągnięcia (za pomocą pieniędzy) dopalacze.

wtorek, 3 lutego 2009

Pani Matematyk

"W życiu niczego nie można być pewnym" - powiedziała dzisiaj do mnie z uśmiechem poznana w pociągu starsza Pani, zaraz po tym jak mój plecak zsunął się z półki bagażowej i spadł wprost na jej głowę. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Pani Matematyk (tak się przedstawiła) akurat usiadła w "moim" przedziale, po tym jak w sąsiednim było jej za gorąco. Czytała książkę o Archimedesie. Ja czytałem czasopismo o bieganiu. I tak zaczęliśmy rozmowę. O matematyce i o sporcie. O szczęśliwych trafach i "szczęściu" pechowca. Gdyby nie mój plecak, to pewnie w ogóle nie wiedzielibyśmy nic o sobie. Tak jak większość anonimowych podróżnych. Mam tylko nadzieję, że ból głowy Pani Matematyk minął zaskakująco szybko, tak jak nasza wspólna podróż.