Wyruszam w Tatry po ponad półtorarocznej przerwie. Wcześniej jednak znów spróbuję posłuchać szumu wiatru znad gorczańskich polan, odwiedzę Kaplicę Papieską na Polanie Rusnakowej... Wrócę też do Łopusznej, aby poczuć klimat tischnerowskich miejsc... Sam Tischner pisał, że jego filozofia wywodzi się po prostu z gór i z szumu Dunajca... Więc z Łopusznej udaję się prosto na spływ. Oczywiście Dunajcem. A później już tylko Tatry... Jedyne i niepowtarzalne... Ich urok działa na mnie jak magnes...
Modlitwa to podróż do własnego wnętrza... Piszę tu o moich pasjach... O Camino... O spotkaniach... O podróżach do wewnątrz... O książkach, filmach i muzyce... O tym co jest we mnie... Czasem trzeba się zatrzymać, by móc iść dalej... Spojrzeć wstecz, usłyszeć swoje myśli... Zapamiętać jakiś obraz zatrzymany na fotografii... Wrócić do słów czasem zapomnianych i czerpać siłę... Czas jak rzeka płynie... Codziennie wsłuchuj się, czy upływa w rytmie Twego Serca, wtedy nigdy nie będzie stracony...
Więcej o mnie:
sobota, 29 sierpnia 2009
środa, 26 sierpnia 2009
Edyta Bartosiewicz
Cudowna "choroba" EB:
Pamiętam swoje pierwsze zauroczenie (a może nawet było to coś więcej) twórczością Edyty. Dopadło mnie to zimą 1994/1995 roku. "Sen" grany był wtedy często jako jeden z przebojów 1994 roku. Pamiętam, że dość długo okupował 1. miejsce na słuchanej przeze mnie kiedyś namiętnie Liście Przebojów Trójki. Jednak wtedy utwór ten nie kręcił mnie tak bardzo - był dla mnie zbyt przebojowy. Dopiero, gdy dopadł mnie jeszcze "Koziorożec", "cudowna choroba EB" zagościła we mnie i trwa do dziś. W moje ręce wpadła później wcześniejsza jej płyta "Love" i zaczęło się. Cztery ściany, ja, muzyka EB i wzruszenia. Jej teksty otworzyły mi drogę do własnej wrażliwości, niepowtarzalności, jaka tkwi przecież w każdym człowieku...
wtorek, 25 sierpnia 2009
O turyście i pielgrzymie...
„Turysta to często zagubiony i zdezorientowany pielgrzym. Podobieństwo między turystą i pielgrzymem jest pozorne – obaj są w drodze. Pielgrzym idzie jednak ku doświadczeniu sacrum, które go zobowiązuje i przemienia. Turysta podróżuje gdzieś... Turysta przygląda się, ale się nie angażuje. Turysta się spieszy. Dla turysty miejsce postoju jest obozowiskiem, nie domostwem. Jak długo by się w jednym miejscu nie popasało, każdą chwilę przeżywa się tak, jakby chodziło o pojedynczy tylko nocleg. Jeśli już zapuszcza się korzenie, to płyciutkie, tuż tuż pod powierzchnią... Z tubylcami wchodzi się w pobieżne tylko kontakty i zadzierzga naskórkowe tylko stosunki. A przede wszystkim nie zadzierzga się zobowiązań na daleką metę i niczemu, co dziś się zdarza, nie daje się prawa do krępowania przyszłości. Turysta woli tęsknić za domem niż w nim być. Woli tęsknotę niespełnioną od zaspokojonej. Ta uwaga o domu jest być może najważniejsza. Turysta nie lubi domu, bo dom jest czymś trudnym.
sobota, 22 sierpnia 2009
Kabaret Hrabi
Naprawdę umie żartować ten, kto potrafi żartować przede wszystkim z siebie :) Za to uwielbiam niektóre kabarety. Sam wychowałem się na nieodżałowanym kabarecie POTEM. A ostatnimi czasy śmieję się między innymi ze skeczów kabaretu HRABI, po których długo jeszcze chodzę z uśmiechniętą gebą. Jak teraz :))) To mój ulubiony kabaret. Oto oni w skeczu z progamu autorskiego "Terapia":
Subskrybuj:
Posty (Atom)
