„Turysta to często zagubiony i zdezorientowany pielgrzym. Podobieństwo między turystą i pielgrzymem jest pozorne – obaj są w drodze. Pielgrzym idzie jednak ku doświadczeniu sacrum, które go zobowiązuje i przemienia. Turysta podróżuje gdzieś... Turysta przygląda się, ale się nie angażuje. Turysta się spieszy. Dla turysty miejsce postoju jest obozowiskiem, nie domostwem. Jak długo by się w jednym miejscu nie popasało, każdą chwilę przeżywa się tak, jakby chodziło o pojedynczy tylko nocleg. Jeśli już zapuszcza się korzenie, to płyciutkie, tuż tuż pod powierzchnią... Z tubylcami wchodzi się w pobieżne tylko kontakty i zadzierzga naskórkowe tylko stosunki. A przede wszystkim nie zadzierzga się zobowiązań na daleką metę i niczemu, co dziś się zdarza, nie daje się prawa do krępowania przyszłości. Turysta woli tęsknić za domem niż w nim być. Woli tęsknotę niespełnioną od zaspokojonej. Ta uwaga o domu jest być może najważniejsza. Turysta nie lubi domu, bo dom jest czymś trudnym.
Ludzki dom jest przede wszystkim w ludziach, a nie w geografii miejsca, zdjęciach w komputerze, czy w pamiątkach z egzotycznych wojaży na komodzie. Unikanie budowania domu, a z takimi ludźmi spotykamy się wszędzie: ci zawsze zajęci, zawsze podróżujący, niewysiadający z samochodu – jest ucieczką, unikiem, zawsze ku nowemu, ku zatraceniu się w nowych znajomościach i doświadczeniach. Najlepiej, tak aby nadmiar wolnego czasu i świętowanie nie zakłóciło rytmu wyczerpującego życia niepotrzebnymi pytaniami i wątpliwościami...”
Od tego uciekam... Wątpliwości i ważne pytania są jak przeszkody, których unikanie niczego nie uczy. Nie ma postępu. Nie ma budowania domu. Nie każdy ma dostęp do mojego domu... Trudnego domu... Pielgrzym wciąż go buduje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz