![]() |
Obejrzałem kilka dni temu wielokrotnie nominowany w tym roku do Oscara film „Jak zostać królem” (King's speech”).
To ważny film o braku miłości w dzieciństwie, skutkach tego w życiu dorosłym i niełatwej drodze powrotnej do własnych, często nieuświadomionych emocjonalnych zranień, tak by odnaleźć samego siebie, uwolnić od zmor przeszłości i wreszcie BYĆ w miejscu, w jakim przyszło nam żyć. To także film o męskiej przyjaźni, o odkrywaniu w sobie tego co boli, o procesie pokochania odrzuconej części samego siebie. Pewnie nie każdy zrozumie ten film, bo tak naprawdę nie jest to film o tym jak przestać się jąkać, ani o tym jak zostać królem imperium. To tylko powierzchowna i najbardziej widoczna strona podejmowanego tematu. Film opowiada bowiem o tym jak zostać królem swojego własnego życia. Wyśmienite aktorstwo i dialogi z elementami komediowymi. W skali 1-10 daję mu mocne 8,5 pkt! I jak najbardziej polecam :)

Po co zamieszczać trailer który praktycznie streszcza cały film. Nawet jeśli ktoś jest mało domyślny to i tak odziera go to z pełni zaskoczenia przez kierunek jaki obiera fabuła i jej finał. JAK ZOSTAĆ KRÓLEM SWOJEGO ŻYCIA? Nie jestem jednak pewien czy o tym jest ten film. Chyba, że tak rozumiesz próbę przejścia przez wąskie gardło: wysiłek włożony w wyobrażenie niemożliwego i zmierzenie się z tym w rzeczywistości. Rola nauczyciela - przewodnika lub też jak kto woli guru wcale nie ułatwia nam odbioru skomplikowanej osobowości! Jednak nie ma tu nic o wyzwoleniu (siebie) z pęt społecznych konwenansów bo i nie może być... Bo jak? W królewskiej rodzinie? Toż w tym filmie panem własnego losu staje się abdykujący z tronu brat Bertiego, Edward... Nie mówiąc już o stosunku Brytyjczyków do monarchii. To nie Jerzy VI rozdziewicza cokolwiek ale raczej zwykły zjadacz chleba po prostu przestaje zaprzątać nim głowę...
OdpowiedzUsuńNie rozpatrując dalszych niuansów chcę rzec, że nie da się klepać filmu takim 8,5/10 niczym dorodnej klaczy po dupie bo przypomina to raczej ranking pornograficzny. Nie mniej jednak, nie znając kompletnie tematu na jaki się zdecydowałem, oglądnąłem film z przyjemnością i raczej ze sporym rozczarowaniem - miłym rozczarowaniem.
Cóż, sceptycyzm jest tylko sumą wyobraźni. Jak większość odczuć przed nieznanym, najczęściej opiera się na błędnych założeniach.
Kto wie, może ujrzałem cząstkę samego siebie?
**#*
Emocje świadczą o człowieku, o jego życiu, o tym kim tak naprawdę jest. Prawdziwe emocje drzemały w Bertim, bo nie były uznawane przez jego najbliższych. W końcu on sam ich nie uznawał. Otworzył i uświadomił sobie tą długo skrywaną część siebie dopiero przed Lionelem. Królem swojego życia może więc zostać ten, kto niezależnie od uwarunkowań zewnętrznych odkryje i odnajdzie siebie, czyli swoje własne emocje i tajemnice swoich zranień. Odkrywanie prawdy o sobie (kim tak naprawdę się jest jako człowiek) i podążanie drogą do własnego człowieczeństwa jest prawdziwym królestwem i o tym przede wszystkim wg mnie jest ten film. Co do tego, co komu przypomina moja subiektywna ocena punktowa filmu, to wnikać w to nie zamierzam :)
OdpowiedzUsuń