O słabości ducha myślę jak o znaku, by wzmacniać się duchowo od środka. Czasem trudno motywować się samemu i dlatego najczęściej ogarnięte słabością dusze potrzebują bratnich dusz. Czasem wystarczy wiedzieć, że jest ktoś komu po prostu możemy o swojej słabości w zaufaniu opowiedzieć. To daje wielką siłę. Ale to połowa sukcesu, bo nie wystarczy tylko przerzucać własne słabości na kogoś. Tak naprawdę każdy (czy to w związku, czy nie) jest sam. Żaden człowiek nie jest w stanie wejrzeć w głąb duszy drugiego. Owszem może go zrozumieć, pomóc mu i podzielić się własnymi wskazówkami. Ale druga połowa sukcesu polega na samodzielnej walce ze słabościami. Moje własne błędy, wyrzuty sumienia, słabości ducha tylko ja mogę naprawić. Nikt za mnie tego nie zrobi. I myślę, że na tym właśnie polega sztuka uczenia się życia i stawania się lepszym człowiekiem. Dla siebie i dla bliskich.
Modlitwa to podróż do własnego wnętrza... Piszę tu o moich pasjach... O Camino... O spotkaniach... O podróżach do wewnątrz... O książkach, filmach i muzyce... O tym co jest we mnie... Czasem trzeba się zatrzymać, by móc iść dalej... Spojrzeć wstecz, usłyszeć swoje myśli... Zapamiętać jakiś obraz zatrzymany na fotografii... Wrócić do słów czasem zapomnianych i czerpać siłę... Czas jak rzeka płynie... Codziennie wsłuchuj się, czy upływa w rytmie Twego Serca, wtedy nigdy nie będzie stracony...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz