Dziś rano, między godziną szóstą a siódmą, obudziła mnie burza. Zerwał się silny wiatr, który wraz z padającym deszczem zaczął mocno dudnić o okienne szyby. Drzewa za oknem przypominały występy gimnastyczek na Igrzyskach Olimpijskich. Wyginały się synchronicznie to w jedną, to w drugą stronę. Błysk piorunów od głośnych grzmotów dzieliło ledwie kilka sekund. Po około dwudziestu minutach cały spektakl ucichł. Wiatr przegnał chmury, tak jakby ktoś rozwiał wszelkie wątpliwości, i ukazał błękit nieba. Nastąpiła cisza. Też na chwilę... Za nieco ponad pół godziny niebo znów zasnuło się chmurami, a z nimi przyszedł kolejny deszcz. Tym razem już bez naturalnych dodatków pirotechnicznych. I nie byłoby w tym wszystkim nic szczególnego, gdyby nie fakt, że poranna burza była moją pierwszą burzą o tej porze roku. Wiosna więc poczyna sobie coraz śmielej :)
Modlitwa to podróż do własnego wnętrza... Piszę tu o moich pasjach... O Camino... O spotkaniach... O podróżach do wewnątrz... O książkach, filmach i muzyce... O tym co jest we mnie... Czasem trzeba się zatrzymać, by móc iść dalej... Spojrzeć wstecz, usłyszeć swoje myśli... Zapamiętać jakiś obraz zatrzymany na fotografii... Wrócić do słów czasem zapomnianych i czerpać siłę... Czas jak rzeka płynie... Codziennie wsłuchuj się, czy upływa w rytmie Twego Serca, wtedy nigdy nie będzie stracony...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz