Fakt, że ta kobieta artystycznie zniknęła już lata temu, a jej twórczość wciąż jest w mediach żywa, jest niesamowity. Taką siłę rażenia mają tylko legendy, a w Polsce nie mamy ich znów tak wiele. Myślę, że na fenomen Edyty Bartosiewicz składa się kilka czynników. Najważniejszym z nich jest szczerość i prostota przekazu, zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej. I wspaniała interpretacja tego co chce się słuchaczom przekazać, czyli emocje. Tak jak to już zostało kiedyś powiedziane: tam gdzie ma być krzyk jest krzyk, tam gdzie ma być szept jest szept, tam gdzie ma być wokaliza jest wokaliza... Proste i chwytające za serce niebanalne teksty i melodie. Wszak nie od dziś wiadomo, że najpiękniejsze relacje międzyludzkie oparte są na prawdziwym emocjonalnym przekazie.
Tak samo jest z najpiękniejszymi „relacjami muzycznymi”. Dlatego ludzie i media wracają do piosenek Edyty. A siła jej rażenia jest jeszcze większa również dlatego, że oparta jest na fenomenalnym „żwirkowym” głosie oraz na osobowości artystki, która mimo silnego charakteru, pozostaje skromną osobą, nie pchającą się na tzw. świecznik. To wszystko zebrane w całość tworzy naprawdę KOGOŚ WIELKIEGO, a raczej odwrotnie: od KOGOŚ TAK WIELKIEGO jak Edyta dostaliśmy wspaniałe i przepiękne muzyczne prezenty. I jeszcze na koniec wrócę do jej tekstów. Zgrabnie ułożone, są prawdziwą kopalnią uniwersalnych przeżyć i odkryć oraz inspiracją do zaglądania wraz z nimi nie tyle do wnętrza artystki (czyli do tego co autorka miała na myśli), ile do wyruszania w podróż w głąb siebie przez słuchaczy. Dlatego uwielbiam Edytę, bo jest dla mnie mistrzynią w podróżowaniu po jakże pełnej barw krainie ludzkich emocji. Patrząc na to wszystko fenomen Edyty nic a nic mnie nie dziwi ;)
Tak samo jest z najpiękniejszymi „relacjami muzycznymi”. Dlatego ludzie i media wracają do piosenek Edyty. A siła jej rażenia jest jeszcze większa również dlatego, że oparta jest na fenomenalnym „żwirkowym” głosie oraz na osobowości artystki, która mimo silnego charakteru, pozostaje skromną osobą, nie pchającą się na tzw. świecznik. To wszystko zebrane w całość tworzy naprawdę KOGOŚ WIELKIEGO, a raczej odwrotnie: od KOGOŚ TAK WIELKIEGO jak Edyta dostaliśmy wspaniałe i przepiękne muzyczne prezenty. I jeszcze na koniec wrócę do jej tekstów. Zgrabnie ułożone, są prawdziwą kopalnią uniwersalnych przeżyć i odkryć oraz inspiracją do zaglądania wraz z nimi nie tyle do wnętrza artystki (czyli do tego co autorka miała na myśli), ile do wyruszania w podróż w głąb siebie przez słuchaczy. Dlatego uwielbiam Edytę, bo jest dla mnie mistrzynią w podróżowaniu po jakże pełnej barw krainie ludzkich emocji. Patrząc na to wszystko fenomen Edyty nic a nic mnie nie dziwi ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz