Nigdy wcześniej mi się to nie przydarzyło. Kilka dni temu wybrałem się na wędrówkę z plecakiem po górach – Rudawach Janowickich. Z plecakiem na wyprawach nigdy się nie rozstaję, a podczas tej wyprawy wyszło na to, że mój plecak chciał rozstać się ze mną. I udało mu się to :)
Udało na dwie godziny. Jechałem w Rudawy autobusem. Do Kowar. W Jeleniej Górze autobus miał chwilę odpoczynku od jazdy. Wysiadłem z niego tylko na 20 minut postoju. W godzinie planowanego odjazdu byłem na stanowisku odjazdu. Niestety. Zarówno autobusu, jak i mojego plecaka tam nie zastałem. Co jest? Czyżby odjechał wraz z autobusem przed czasem w dalszą drogę przez Kowary do Karpacza? Wypuściłem z ogromną uwagą oczy dookoła głowy i zorientowałem się, że na dworcu autobusowym po plecaku i po autobusie nie ma śladu. Co robić?! - zahuczało w mojej głowie. Skontaktować się jak najszybciej z kierowcą autobusu!!! - padła szybka w moich myślach odpowiedź. W błyskawicznie niespodziewanych sytuacjach zachowuję zimną krew. No to biegiem w te pędy do informacji autobusowej. Pan z okienka na mój problem tylko rozłożył ręce. Nie miał i nie znał numeru telefonu do kierowcy autobusu. Ale chwileczkę, mam numer do informacji we Wrocławiu, może tam będą wiedzieli? Proszę dzwonić - powiedział. Niestety tam też nie znali numeru do kierowcy „mojego” autobusu. Ale kierowca jest z Oleśnicy, więc spróbujemy tam uderzyć po namiary na niego. Proszę zadzwonić za chwilę – usłyszałem. W takich chwilach te chwile właśnie wydają są wiecznością, szczególnie, że czas braku informacji działa na niekorzyść sytuacji. Jednak po kolejnej dłuższej chwili się udało. Poinformowany kierowca zaopiekował się bezpańskim plecakiem i obiecał zwrócić mi go w drodze powrotnej z Karpacza w Kowarach. Uff... – pomyślałem. Pozostaje mi tylko udać się do Kowar, gdzie pierwotnie miałem rozpocząć wędrówkę z plecakiem przez Rudawy Janowickie, przemierzając je z południa na północ. Udało się i to, choć z czasowym poślizgiem. Plecak z całą zawartością szczęśliwie dotarł do mnie, a kierowca autobusu przeprosił za odjazd z dworca w Jeleniej Górze przed czasem, choć powiedział, że odjechał zgodnie z planem. Dziwne – pomyślałem i przypomniałem sobie jak sprawdzałem na dworcu, że mój zegarek wskazywał godzinę zgodną z zegarem dworcowym. Najważniejsze, że dobrze się to skończyło. Kierowca jeszcze raz przeprosił. Mnie dostarczył dodatkowej porcji adrenaliny, a mojemu plecakowi darmową ponadprogramową wycieczkę. I jak tu nie wierzyć w to, że czas dla każdego oznacza co innego, a chwila to pojęcie względne? :)
Udało na dwie godziny. Jechałem w Rudawy autobusem. Do Kowar. W Jeleniej Górze autobus miał chwilę odpoczynku od jazdy. Wysiadłem z niego tylko na 20 minut postoju. W godzinie planowanego odjazdu byłem na stanowisku odjazdu. Niestety. Zarówno autobusu, jak i mojego plecaka tam nie zastałem. Co jest? Czyżby odjechał wraz z autobusem przed czasem w dalszą drogę przez Kowary do Karpacza? Wypuściłem z ogromną uwagą oczy dookoła głowy i zorientowałem się, że na dworcu autobusowym po plecaku i po autobusie nie ma śladu. Co robić?! - zahuczało w mojej głowie. Skontaktować się jak najszybciej z kierowcą autobusu!!! - padła szybka w moich myślach odpowiedź. W błyskawicznie niespodziewanych sytuacjach zachowuję zimną krew. No to biegiem w te pędy do informacji autobusowej. Pan z okienka na mój problem tylko rozłożył ręce. Nie miał i nie znał numeru telefonu do kierowcy autobusu. Ale chwileczkę, mam numer do informacji we Wrocławiu, może tam będą wiedzieli? Proszę dzwonić - powiedział. Niestety tam też nie znali numeru do kierowcy „mojego” autobusu. Ale kierowca jest z Oleśnicy, więc spróbujemy tam uderzyć po namiary na niego. Proszę zadzwonić za chwilę – usłyszałem. W takich chwilach te chwile właśnie wydają są wiecznością, szczególnie, że czas braku informacji działa na niekorzyść sytuacji. Jednak po kolejnej dłuższej chwili się udało. Poinformowany kierowca zaopiekował się bezpańskim plecakiem i obiecał zwrócić mi go w drodze powrotnej z Karpacza w Kowarach. Uff... – pomyślałem. Pozostaje mi tylko udać się do Kowar, gdzie pierwotnie miałem rozpocząć wędrówkę z plecakiem przez Rudawy Janowickie, przemierzając je z południa na północ. Udało się i to, choć z czasowym poślizgiem. Plecak z całą zawartością szczęśliwie dotarł do mnie, a kierowca autobusu przeprosił za odjazd z dworca w Jeleniej Górze przed czasem, choć powiedział, że odjechał zgodnie z planem. Dziwne – pomyślałem i przypomniałem sobie jak sprawdzałem na dworcu, że mój zegarek wskazywał godzinę zgodną z zegarem dworcowym. Najważniejsze, że dobrze się to skończyło. Kierowca jeszcze raz przeprosił. Mnie dostarczył dodatkowej porcji adrenaliny, a mojemu plecakowi darmową ponadprogramową wycieczkę. I jak tu nie wierzyć w to, że czas dla każdego oznacza co innego, a chwila to pojęcie względne? :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz