środa, 28 października 2009

Górska cisza jest we mnie...

W pustelni św. Brata Alberta na Kalatówkach w Tatrach jest takie zdanie:


"Człowiekiem gór nie jest ten kto lubi i umie chodzić po górach, ale ten, kto górami potrafi żyć w dolinach".


Górska cisza jest we mnie...


 
Wiatr w głowie...

Lekki wiatr, taki, który przewietrza myśli, pobudza apetyt na życie, studzi temperament, ale nie schładza uczuć. I nie zmiata wszystkiego co mu stanie na drodze...

Spokój na twarzy...

Bo cisza, ta naturalna górska cisza, przesycona śpiewem ptaków i szemraniem strumieni, odpręża jak nic innego na świecie. Nie obezwładnia...

Przestrzeń w oczach...

Ta jedyna i niepowtarzalna głębia w spojrzeniu, które buduje dalekie horyzonty ograniczone krzywizną ziemi, albo zamglonym bezimiennym pasmem. Przestrzeń dostępna tylko tym, którzy docierają najwyżej...

Oddech pełną piersią...

Pojawia się w miejscach otoczonych zewsząd oceanem powietrza, kiedy rytm serca uspokaja się po wspinaczce bez końca...

Pokora...

Bo góry są od zawsze i na swoim miejscu pozostaną. A my ludzie, w porównaniu z nimi, mamy przed sobą tak niewiele czasu i tak wiele kilometrów...

Cierpliwość przy podejściach...

Czas odmierzany rytmem własnego ciała zamiera, kiedy na całym świecie jesteś Ty i leniwie zmieniające się krajobrazy...

Skupienie przy zejściach...

One są jak deser podany w małej miseczce. Trzeba się nim delektować, bo tylko tak można do końca poznać ten wyjątkowy smak...

Radość w duszy...

Daje ją sama wędrówka. Ścieżki znajome zwierzętom i tym nielicznym, którzy odważą się dotrzeć w miejsca gdzie nie sięga cywilizacja...

Nieodłączny zapach zmęczenia...

Krajobraz zapamiętany całym ciałem. I ciężar plecaka mierzony odległościami do pokonania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz