W pustelni św. Brata Alberta na Kalatówkach w Tatrach jest takie zdanie:
"Człowiekiem gór nie jest ten kto lubi i umie chodzić po górach, ale ten, kto górami potrafi żyć w dolinach".
Górska cisza jest we mnie...
Wiatr w głowie...
Lekki wiatr, taki, który przewietrza myśli, pobudza apetyt na życie, studzi temperament, ale nie schładza uczuć. I nie zmiata wszystkiego co mu stanie na drodze...
Spokój na twarzy...
Bo cisza, ta naturalna górska cisza, przesycona śpiewem ptaków i szemraniem strumieni, odpręża jak nic innego na świecie. Nie obezwładnia...
Przestrzeń w oczach...
Ta jedyna i niepowtarzalna głębia w spojrzeniu, które buduje dalekie horyzonty ograniczone krzywizną ziemi, albo zamglonym bezimiennym pasmem. Przestrzeń dostępna tylko tym, którzy docierają najwyżej...
Oddech pełną piersią...
Pojawia się w miejscach otoczonych zewsząd oceanem powietrza, kiedy rytm serca uspokaja się po wspinaczce bez końca...
Pokora...
Bo góry są od zawsze i na swoim miejscu pozostaną. A my ludzie, w porównaniu z nimi, mamy przed sobą tak niewiele czasu i tak wiele kilometrów...
Cierpliwość przy podejściach...
Czas odmierzany rytmem własnego ciała zamiera, kiedy na całym świecie jesteś Ty i leniwie zmieniające się krajobrazy...
Skupienie przy zejściach...
One są jak deser podany w małej miseczce. Trzeba się nim delektować, bo tylko tak można do końca poznać ten wyjątkowy smak...
Radość w duszy...
Daje ją sama wędrówka. Ścieżki znajome zwierzętom i tym nielicznym, którzy odważą się dotrzeć w miejsca gdzie nie sięga cywilizacja...
Nieodłączny zapach zmęczenia...
Krajobraz zapamiętany całym ciałem. I ciężar plecaka mierzony odległościami do pokonania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz