piątek, 10 grudnia 2010

Reakcje...


Utknąłem wczoraj w pociągu. Wsłuchany w stukot kół jadącego równym tempem pojazdu, który zapełniony był po brzegi pasażerami, nagle zostałem wyrwany z tego rytmu. Nastąpił zgrzyt, huk, uderzenie od strony podłogi, gwizd i świst hamulca. Obsługa pociągu przedzierając się między zdezorientowanymi pasażerami wybiegła jak najszybciej mogła na zewnątrz, a tam śnieg, mróz, lodowaty wiatr i ciemność...


Po krótkiej chwili okazało się, że nie możemy jechać dalej. Z pociągu odpadła jakaś część, a przed nami na torach pojawiła się przeszkoda w postaci podniesionej na niestrzeżonym przejeździe kolejowym betonowej płyty. Ktoś ją naruszył i uszkodził przejazd. Pierwszy odruch pasażerów: jak to? A potem chwytanie za komórki. Sam po nią sięgnąłem informując, że się spóźnię z przyjazdem z przyczyn ode mnie niezależnych. A później?... Później poczułem się jak w środku jakiegoś reality show i obserwowałem ciekawe zjawisko. Nagle uwięzieni w pociągu pasażerowie przestali być dla siebie tacy obojętni i anonimowi, stając się na siebie coraz bardziej otwarci. Nagle z anonimowej masy ludzi pasażerowie zjednali się we wspólnotę w obliczu nieoczekiwanego zdarzenia. Ja także. Byli też tacy, których to przerosło i wytrąciło z równowagi. Mijała już długa godzina stania w ciemnym polu pośród ośnieżonych lasów. Niektórzy nerwowo w milczeniu kręcili głowami, inni w niekulturalny sposób dyskutowali z obsługą pociągu żądając wyjaśnień i natychmiastowych ustaleń co dalej. Reakcje były czasem skrajne. Niektórzy dzwonili do znajomych z prośbą o pomoc z zewnątrz. Był też śmiech i zabawowe odruchy, że jest fajnie. Posypały się wśród tej grupy pasażerów dowcipne historie z cyklu co by było gdyby... Okazało się, że wezwano w międzyczasie na pomoc w usunięciu przeszkody robotników kolejowych i po nieco ponad godzinie postoju pociąg ruszył dalej. Nieoczekiwane sytuacje wyzwalają w ludziach prawdziwy wachlarz reakcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz