Jak zwykle pod koniec roku patrzę trochę wstecz i trochę na przód. Kończy się 2010 rok i był to dla mnie rok pełen życiowych zmian i wewnętrznych przemian.
Szczęśliwie zakończyłem coś co chciałem zakończyć, rozpocząłem poszukiwania czegoś nowego. W tym roku zdarzyły się bliskie memu sercu narodziny, ale i bliskie pożegnanie. W tym roku poznałem kilka nowych wartościowych osób, wyruszyłem w kilkanaście nowych podróży, a przede wszystkim wyruszyłem na swoje camino. To był Rok Święty. W tym roku również udało mi się zachować i pielęgnować wszystko to co dla mnie najważniejsze, a co wniosłem wraz z bagażem z lat poprzednich. W tym mijającym roku zasmuciło mnie również kilka spraw. Spotkało mnie kilka nowych trudności, ale za to poradziłem sobie z tymi, które nie dawały mi spokoju od dłuższego czasu. Pewnie niektórzy chcieliby przeczytać tutaj o konkretach, ale owe konkrety noszę w swojej głowie i sercu. Najważniejsze to nie trąbić o nich na lewo i prawo, tylko zrozumieć ich istotę i fakt, że może to wszystko nie zdarzyło się bez powodu, tylko miało swój sens, by odkryć na jakim odcinku swojej Drogi w tej chwili jestem i dokąd zmierzam dalej. A w Nowy Rok wkroczę tradycyjnie z noworocznymi postanowieniami, kilkoma planami i w wyjątkowych okolicznościach. Tym samym zakończę definitywnie pewien etap, aby rozpocząć całkiem nowy. I nowych etapów życzę wszystkim czytającym te słowa. Etapów, takich o których marzycie...

Tak... Podoba mi się to z tymi etapami, o których marzymy.
OdpowiedzUsuńTobie też.