wtorek, 4 stycznia 2011

Bajka o ciszy, co krzyczeć potrafi...


Gdzieś pośród zwyczajnych szarych ludzi, w zwykłym szarym osiedlowym bloku, mieszkała staruszka - miła starsza pani, podlewająca kwiatek na klatce schodowej. Wieczorami siadała w oknie, wpatrując się w ławkę przed domem.

Kiedy inni dawno już spali, ona do późna w nocy bujała się w swoim fotelu - cisza nie pozwalała jej spać.... Nocą, kiedy cały świat spał, dokuczała najbardziej - nocą była najsilniejsza, nic jej nie zakłócało – nic nie broniło starszej pani.

Staruszka siedziała w fotelu modląc się o stukot kroków na schodach, odgłos tłukącego się talerza gdzieś u sąsiadów, ujadanie psa na podwórku.

- Boże, ucisz ją - prosiła – zabierz mnie tam gdzie śpiew aniołów słychać....

Cisza krzyczała nie wydając żadnego dźwięku. Staruszka próbując się bronić zatykała uszy, ta jednak śmiała jej się w twarz, szalała po domu zrzucając domowe sprzęty. Podczas gdy dla innych oznaczała spokój, relaks i odpoczynek dla staruszki była płaczem, bólem – spokojem, który gasił życie w jej oczach.

- Błagam nie dokuczaj mi tak bardzo – prosiła staruszka – mam tylko ciebie.

Nie wiń za to, że tęsknie za ludźmi, nie karz za to, że nie potrafię pokochać ... - próbowała tłumaczyć.

Na prośbach i tłumaczeniach minęła kolejna noc, zasnęły obie – starsza pani z ciszą. Nikt chyba na całym świecie, nie kochał tak poranków jak samotna staruszka. Uwielbiała, gdy budził ją ryk starego poloneza i przekleństwa pana z parteru, gdy ten nie chciał odpalić. Z utęsknieniem czekała na bieg dzieci po schodach, pędzących do szkoły i każdy inny hałas, który nie tylko zagłuszał ciszę, ale był wspomnieniem i marzeniem o życiu wśród ludzi.

Mijały kolejne dni – smutne dni zmęczonej, samotnej kobiety i przerażającej ciszy, co zawładnęła jej życiem. Bezlitośnie swym dźwiękiem pustym i głuchym prześladowała i raniła bezkarnie. To ludzie dali jej siłę i życie - dali jej głos, który krzyczał o samotności, to oni pozwolili by pustką gasiła nadzieję i wiarę w ludzi. Znikała tylko na moment, gdy ktoś przypadkiem zagadnął staruszkę, ale tych skorych do rozmowy nie było zbyt wielu.

Ulubionym miejscem staruszki były przychodnie, urzędy - tam zawsze o coś pytali - nie ważne, że służbowo. Z chęcią słuchała tłumaczeń i poleceń, czasami nawet prosząc o nie, choć rozumiała wszystko - miło było, bowiem, usłyszeć głos inny od ciszy. Tylko jeden listonosz odwiedzał starszą panią regularnie, niestety tylko z obowiązku, podając emeryturę. Zakupy też robiła na raty, kilkakrotnie schodząc do sklepu – kochała przebywać wśród ludzi. Potem wracała do domu, fotela i ciszy.

Pewnego zimowego wieczoru, w świąteczną Wigilię słuchając śmiechu sąsiadów dochodzącego zza ścian, starsza pani prosiła Boga by zabrał ją do siebie - by uwolnił od ciszy. Wieczór pachniał makowcem, wiatr śpiewał kolędy. Nikt do dziś nie wie, czy to Święty Mikołaj czy Bóg spełnił życzenie staruszki. Odeszła samotnie..... Na drugą stronę przeprowadziła ją tylko cisza - nagle z ciszy zmieniając się w błogi spokój.

Świat w tym czasie cieszył się świętami, rozpakowywał prezenty mówił o bliskości. Tysiące ludzi w swych domach przygotowało dodatkowe nakrycie na wigilijnym stole – tak po prostu dla tradycji... Nikt nie zapukał do drzwi gdzie mieszkały one – cisza i staruszka.

Minęły święta, czas refleksji i nadziei dla tych nękanych przez ciszę. Nikt nie przejął się losem staruszki - tylko kwiatek na klatce schodowej usechł z rozpaczy.

Życie na ziemi toczyło się dalej, cisza królowała w nie jednym z serc. Z góry przyglądała się ludziom starsza pani, zasłuchana w śpiew aniołów. Pewnego dnia, przejęta losem samotnych ludzi, sięgnęła po pióro i napisała bajkę o samotności, bólu i ciszy, co zabić życie w człowieku potrafi. Bajkę przepełnioną smutkiem i łzami o smaku goryczy.

Rozrzuciła ją w tysiącach egzemplarzy z nieba na ziemię, z nadzieją, że każdy, kto ją przeczyta, wyciągnie rękę do kogoś, przepędzając ciszę.

Napisała: Agnieszka Jezierska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz