Pierwsze bazie pojawiły się już w ciepłym w tym roku styczniu. Później dostrzec można było nieśmiało przebijające się przez śniegi kwiaty zwane od swej działalności przebiśniegami. Jeszcze później wróciły mrozy, a ostatnio przyroda w słońcu kąpie się coraz częściej. I nie tylko przyroda :)
Choć pogoda pewnie nie raz jeszcze pokaże swoją nieobliczalność, to powiew przedwiośnia czuć w powietrzu coraz bardziej. Wraz z nim wzmaga się apetyt na poszukiwanie wiosny. W życiu... W terenie... W innych... W sobie... Myśli biegną częściej w całkiem nieprzewidywalne i dotąd uśpione, zdezaktywowane w głowie rejony. Chce się więcej żyć. Więcej chcieć. Więcej czuć. I jeśli nie wiemy jak to zrobić, to wraz z pierwszymi oznakami zbliżającej się wiosny czujemy nie apetyt na aktywność, tylko wewnętrzne sprzężenie i zgrzyt oraz brak apetytu na cokolwiek. Czasem właśnie podczas przedwiosennego okresu roku zdarza się tak, że gdy wszystko wokół budzi się do życia, to nie zawsze w takim samym rytmie jak przyroda budzi się do życia człowiek, który uwikłany jest w cały węzeł jeszcze zimowych przyzwyczajeń i spraw. Niech więc powoli ta wiosna w powietrzu i w nas się budzi. Powoli dotyka naszych zamrożonych wewnętrznych światów. Powoli wybudza nas z letargu zimowego spojrzenia... Przecież zmierzając powoli, w optymalnym i najlepszym dla siebie tempie, można dostrzec wszystko to, na co w biegu trudno byłoby zwrócić uwagę. Zupełnie tak, jak podczas wędrówki po górach lub każdej innej wędrówki :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz