Zejście odcinkiem Głównego Szlaku Beskidzkiego ze szczytu Chryszczatej w Bieszczadach do Jeziorek Duszatyńskich zajęło mi jakieś 45 minut. To chyba najładniejsze miejsce dzisiejszego dnia – pomyślałem wtedy. Urokliwe miejsce.
Tuż przed większym jeziorkiem – zwanym Górnym, uzupełniłem noszoną przy plecaku pustą już butelkę, pełniącą rolę baka na wodę. Czerpałem ją z wpadającego wprost do jeziorka strumienia o nazwie Olchowaty, który przynosił jakże upragniony chłód w ten upalny dzień.
Rezerwat przyrody Zwiezło i wchodzące w jego skład Jeziorka Duszatyńskie zauroczyły mnie swoim pięknem i spokojem. Przez chwilę poza mną nie było tam nikogo. Tylko leśna cisza i szmaragdowa toń odbijająca przemykające tu promienie słońca i błękit nieba wraz z pochylonymi nad taflą wody drzewami. Do tego szereg pływających po powierzchni i porastających brzegi wodnolubnych roślin. Zauroczony tym spektaklem dopiero po chwili spostrzegłem, że przyszły tu jeszcze trzy inne osoby.
Położone nieco poniżej drugie jeziorko – mniejsze – zwane Dolnym, nie prezentowało się już tak okazale jak Górne, ale niewątpliwie miało również swój niepowtarzalny urok. Razem tworzyły jakby parę niezwykłych leśnych oczu, które zahipnotyzowały spoglądających w nie ludzi swoją kolorystyką i głębokością spokoju jaki z nich emanował. W ten upalny i bezwietrzny dzień spojrzenie duszatyńskich leśnych oczu przynosiło wytchnienie i wprowadzało w stan niczym niezmąconego ukojenia. Żadna z obecnych tu ze mną osób się nie odzywała. Milczenie to pełne było zachwytu. Długo nie chciałem stąd odchodzić.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz