Wędrując Camino de Santiago nierzadko paliło mnie wiosenne słońce, smagał nieobliczalny wiatr, zraszał niespodziewany deszcz... I ta Droga wciąż we mnie trwa, a dzisiejszy wiosenny deszcz przypomniał mi o wędrówce przez deszczowe lasy eukaliptusowe Hiszpanii.
Ten deszcz był mi wtedy potrzebny. Tak jak potrzebny jest dzisiaj. Tak jak potrzebny jest zawsze wysuszonej ziemi, która pragnie deszczu by wydawać plony i żyć. Tak jak potrzebny jest wypłowiałym duszom i jałowym spotkaniom, by móc - ostrożnie w deszczu stąpając - spróbować dostrzec jego sens dla siebie.
Przyroda od dawna jest dla mnie mistrzem przekazu.
Ekstra są Twoje, R, relacje z Camino. Przeczytać w nich można też coś między wierszami. A ja o Twoich wyprawach nadal tak mało wiem...
OdpowiedzUsuń