poniedziałek, 6 lipca 2009

Niesprawiedliwość...

Niesprawiedliwość to jedna z tych „rzeczy”, które bolą najbardziej. Szczególnie w tych sferach, w których wyraźniej oczekuje się sprawiedliwości, bo przecież naiwnym wydaje się oczekiwanie jej na wszystkich płaszczyznach życia... Niesprawiedliwość wypływa z „wąskiego spojrzenia”... Ludzkiego spojrzenia... Uderza w godność, godzi w szacunek, podcina skrzydła nadziei, przewartościowuje dotychczasowe przekonania, rodzi żal... Może być świadoma i nieświadoma... I jedna i druga wywołuje cierpienie. To co wypływa z człowieka, jak i to w jaki sposób człowiek przyjmuje i reaguje na to co go spotyka, to kwestia tak indywidualna w swej różnorodności jak miliardy ludzi na świecie. Niesprawiedliwość panoszy się od zarania dziejów między ludźmi. Nie sposób jej uniknąć. Nigdy nie wiem jak ją przetrwać lub pomóc przetrwać ją komuś? W cieniu pokory, ciepłych myśli, dobrego słowa i empatycznej ciszy znajduję jednak odrobinę tej malejącej nadziei w czasem nieobliczalnych stanach bezradności... Odrobinę, która z czasem znów wzrasta i pozwala walczyć dalej... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz