Wzajemność. To ważne dla mnie słowo, chyba generalnie przez ludzkość rzadko praktykowane i często zapominane. Uczę się wzajemności całe życie. Bez wzajemności nie można tak naprawdę kogokolwiek poznawać, z kimkolwiek współpracować, żyć... Nie każdy potrafi dawać komuś siebie, dzielić się swoimi przemyśleniami, czynami, życiem... Nie każdy potrafi to zauważyć i docenić... Zresztą to jest trudne i ryzykowne, bo może obrócić się przeciwko, można dostać po przysłowiowym tyłku i tak też najczęściej niestety bywa... Stąd rodzi się później nieufność, brak wiary w drugiego człowieka, zły egoizm... Ale jestem zdania, że warto ryzykować i próbować. Najpierw jednak trzeba odnaleźć swoją własną drogę, swoje własne szczęście, zdobyć się na odwagę i zapytać się swojego sumienia, czego tak naprawdę się od siebie i od życia oczekuje, jakim człowiekiem chce się być i co jest dla nas ważne, a dopiero później ryzykować odnajdywanie bliskich nam ludzi, którzy by nas rozumieli...
Definicję wzajemności chyba najtrafniej i najpiękniej dla mnie ujął ks. prof. Józef Tischner w swojej „Filozofii Dramatu”. Napisał: „Wzajemność jest wymianą dóbr, które jednak jako dobra w ogóle by nie zaistniały, gdyby wpierw nie doszło do jakiegoś spotkania człowieka z człowiekiem. Gdy Cię spotykam, czuję, iż budzi się we mnie dobro, które jest moim dobrem dla Ciebie, i jednocześnie, że i Ty przynosisz mi dobro, które obudziła moja obecność przy Tobie. Połączyło nas coś, czego w samotności nie posiadamy ani posiadać nie możemy. Wzajemność to nasza ku sobie skierowana twórczość. Ona tworzy nasze najgłębsze RAZEM”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz