sobota, 20 listopada 2010

Zdrowa dawka złości

okładka płyty "St Anger" grupy Metallica

Kilka dni temu znów ze mnie wypłynęła. Stąd umieszczona wyżej adekwatna okładka płyty Metallica. Lecz zacznę od początku. Od kilku miesięcy pracuję nad czymś. To bardzo ważny dla mnie projekt życiowy. Niestety pomimo wytrwałej pracy i dobrych chęci jakoś tak się on toczy miesiącami, że już trzy razy spotkał się z niepowodzeniem. Pracuję więc nad nim dalej. Ulepszam, próbuję w związku z nim czegoś nowego. Bardzo mi na tym projekcie zależy. Żeby był dobry i żeby wypalił. Cóż. Przyznaję się do jednej z moich bardzo ważnych i czasem uprzykrzających życie wad. Pod pewnymi względami jestem perfekcjonistą. Na szczęście nie skrajnym, ale jednak.

Kilka dni temu znów pojawiła się kolejna szansa na zrobienie kroku do przodu w związku z moim projektem (nie wszystko bowiem ode mnie zależy) i pech chciał, że akurat wyjechałem z Wrocławia i nie mogłem (nie miałem możliwości) w nim uczestniczyć. Byłem wściekły. Bardzo wściekły. Nie była to złość skierowana na nikogo, ani przeciw komuś. Spowodowały ją okoliczności: znalazłem się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu. Źródłem byłem też oczywiście ja sam. Moja niecierpliwość, perfekcjonizm i zbytnie uzależnienie się od powodzenia tego projektu. Znów nie wyszło. Tym razem w niesprzyjających okolicznościach. Zabrakło mi szczęścia? Pewnie tak. Bywa... Wracam jednak do złości. Wyrzucona z siebie złość jest zdrowym objawem wewnętrznego balansu, bo nie rodzi frustracji. Nie każdy sobie z nią radzi. Ja kiedyś też nie umiałem. Wyrzuciłem ją z siebie i poczułem się dużo lepiej. Pracuję nad swoim projektem dalej. Ciekawe tylko jak długo? Może lepiej nie zadawać sobie tego pytania, tylko robić swoje. I być przygotowanym na ewentualne dalsze niepowodzenia. Tak jest lepiej. I z korzyścią. Do czasu, aż przyjdzie miłe zaskoczenie :)

2 komentarze:

  1. Ja się niestety często złoszczę. Denerwują mnie różne rzeczy i czasami już naprawdę się nie umiem powstrzymać. Ale jak już się pozłoszczę, to potem potrafię na jakąś sprawę popatrzeć bardziej z dystansu...

    OdpowiedzUsuń
  2. I dobrze, bo emocje mają to do siebie, że czasem potrafią przesłonić fakty i zdrowy rozsądek. Trzeba je wyrażać - uczyć się ich, czyli uczyć się siebie. Sztuką jest w zdrowy sposób wyrażać emocje jakie w nas siedzą, nie krzywdząc przy tym nikogo. Samych siebie również. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń