Stres to jest chyba taki stan, którego przeważnie się unika. Oczywiście może być on także twórczy i pobudzający do działania, ale tylko wtedy jeśli znamy jego granice i swoje własne możliwości radzenia sobie z nim. Nie lubię stresu, ponieważ kojarzy mi się z tym całym cywilizacyjnym chaosem (często spraw mniej istotnych), od którego tak bardzo lubię się odgradzać. Ale nie można się do końca odgrodzić od czegoś w czym się czasem mimowolnie czy z konieczności uczestniczy... Właśnie mam za sobą noc ze stresem w tej jego mniej chwalebnej formie. Popełniłem błąd, którego skutki odczuwałem nie tylko ja, a którego w zmęczeniu nie potrafiłem sobie przypomnieć i dlatego w tej niepewności się stresowałem. Umysł ludzki to jednak nieogarnięty wszechświat... Zregenerowany działa lepiej...
Uświadomiłem sobie swój błąd i wiedziałem już, że muszę go wyjaśnić. To najlepsze rozwiązanie, jakie znam. Umiejętność przyznawania się do błędów przed sobą i przed innymi uważam za bardzo ważną i wartościową cechę. Dzięki niej stres, choć bywa, że pełen zmartwień i niepokoju, potrafi być wielkim krokiem w drodze do Prawdy. Wolę uczyć się na błędach niż je tuszować, czy przed problemem uciekać. Jak się razem płynie na tej samej łajbie, to ważny jest kierunek do którego się płynie, wspólny cel... I błąd kogokolwiek z ekipy płynących osłabia pozostałych we wspólnej nierzadko pełnej znoju podróży. To jest nieuniknione. Nauczyłem się jednak, że świadomość i pokora pozwala powiedzieć sobie nawzajem po prostu: “jest dobrze”...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz