Wczoraj. Słoneczne popołudnie. Park Skowroni we Wrocławiu. Moją uwagę, tak jak większości spacerowiczów i biegaczy, zwraca kobieta na linie. Dosłownie. Wygląda na około czterdzieści parę lat, nosi okulary, ubrana jest na sportowo... Ze skupieniem stawia kroki na rozwieszonej gdzieś na wysokości pasa, przymocowanej i rozciągniętej od drzewa do drzewa linie. Podchodzą do niej z zainteresowaniem ludzie... Podchodzę i ja... Dowiaduję się, że uprawia slacklininig. Niesamowicie prosty sport, który "rozgrzewa" zarówno umysł, jak i ciało. Próbuję wejść na linę i złapać balans. Szybko spadam na ziemię... Próbuję jeszcze raz... Tym razem dłużej jestem na linie. Chodzenie po bagnach wciąga. Chodzenie po linie też... Kobieta opowiedziała, że teraz ćwiczy sama, bo jej znajomi od slackliningu wyjechali. Myślę, że to wspaniały sposób na odpoczynek... Zainteresował mnie bardzo :)
Więcej o slackliningu pisze Kinga Rękawiczna:
Slacklining. Ekstremalny sport w luźnym wydaniu. Dosłownie, gdyż po angielsku slack znaczy - luźne, a lining - chodzenie po linie. Zapoczątkowany przez dwóch chłopaków z Kalifornii sport zyskuje na popularności. My znamy to z cyrku lub ulicznych występów. Okazuje się, że można czerpać z tego pomysłu i przenieść go na grunt polskich terenów zielonych. Wystarczy zaopatrzyć się w odpowiednią taśmę o szerokości 2,5 cm i długości do 25 m (dla początkujących polecana jest taśma z jedwabiu polipropylenowego kosztująca około 30 złotych, cały zestaw, z bloczkami, szeklami i pętlami do mocowania liny wyniesie nas ok. 55 złotych ), znaleźć dwa drzewa oddalone od siebie nie więcej niż 10 m, rozwiesić linę i… sunąć!
Naukę najlepiej rozpocząć od nisko zawieszonej liny, a przy wejściu na nią wybić się z nogi, którą opieramy już na linie, gdyż wtedy - wbrew pozorom - łatwiej nam znaleźć środek ciężkości i utrzymać równowagę. Zaczynamy od początku liny, nigdy od środka, gdyż to tam panują największe odchylenia i lina najbardziej się naciąga. Druga zasada - nie patrzeć pod nogi! Trzeba widzieć cel, do którego idziemy, i dążyć do niego, koncentrując się na utrzymaniu równowagi ciała. I być cierpliwym. Pierwsze kilka godzin może zająć nam sama nauka utrzymania się na linie.
Istnieje kilka rodzajów slackliningu. Trickline to chodzenie po taśmach kilkunastometrowych, zawieszonych na wysokości biodra. Jest to najpopularniejsza forma, zarówno dla początkujących, jak i dla osób wykonujących pierwsze triki, obroty, a nawet salta. Longline to taśmy nawet powyżej 150 metrów, zawieszane na większej wysokości. W tej odmianie chodzi przede wszystkim o pokonanie jak największej odległości. Ostatni wariant, highline, to chodzenie po taśmie rozwieszonej na bardzo dużej wysokości, uprawiane głównie przez alpinistów i osoby doświadczone we wspinaczce.
Strach jest elementem nieodzownym w chodzeniu po linie. Z tym że na początku jest on elementem blokującym naukę, później, wraz ze zwiększaniem się ilości adrenaliny, pojawiają się coraz bardziej oryginalne pomysły na nowe miejsca do uprawiania slackliningu. Z czasem możliwe staje się wykonanie tak niesamowitych trików, jak zmiana przeskokiem kierunku chodzenia, wskoczenie na linę z rozbiegu lub położenie się na niej, powstanie i dalszy spacer.
Jedno jest pewne. Slacklining jest nie tylko formą relaksu oraz rozwijania mięśni, to sport, który wciąga. Jest odpoczynkiem od zwyczajnych rozrywek i formą nabywania niecodziennych umiejętności, a przy okazji... poznawania nowych osób. Czy znajdzie się bowiem choć jedna osoba, która nie zatrzyma się i nie zainteresuje ludźmi chodzącymi w parku po linie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz