czwartek, 4 lutego 2010

O rakietach śnieżnych

Wróciłem z kilkugodzinnego truchtania w rakietach śnieżnych po leśnych duktach. To genialny i pomyśleć, że jakże prastary już wynalazek. Wciąż udoskonalany. Jest coraz więcej rodzai rakiet śnieżnych. Jestem zapalonym piechurem i dotąd zimą miałem trochę utrudnione zadanie. Zapadanie się w śniegu spowalnia przecież rytm chodzenia. Przecieranie zasypanych śniegiem ścieżek jest zaś wysoce energochłonne, ale co tu zrobić, aby jednak dalej zimą wędrować pieszo i przemieszczając się szybciej, więcej przez to zobaczyć?


Postawiłem więc na rakiety śnieżne. Tegoroczna zima, tak obfita w śniegi w końcu zmobilizowała mnie do zainwestowania w ten bardzo pomocny sprzęt. Można go również zrobić własnoręcznie. Rakiety śnieżne to nic innego jak poszerzenia butów mające na celu rozłożenie ciężaru człowieka na większej powierzchni, aby dzięki temu nie zapadał się w śniegu. Te „poszerzenia” - jak ja to nazywam – to nic innego jak zbudowany z lekkiego metalu (dawnej z drewna) lub z tworzywa sztucznego obrys (rama) wokół buta, wypełniony w środku – jako podeszwa - również sztucznym tworzywem lub dawniej skórą. Rakiety z przodu oraz z tyłu są odchylone ku górze (z przodu bardziej) tak, aby ułatwiały manewrowanie. Mają wiązania w formie pasków skórzanych, materiałowych lub pasków z tworzywa sztucznego, które bardzo prosto poprzez ściąganie, klamrowanie lub zatrzaskiwanie mocuje się do butów. Wiązania te wraz z szyną główną pozwalają na dopasowanie rakiet do butów w rozmiarach od 38 do 52. Moje rakiety (specjalnie nie napiszę jakiej firmy) mają również tzw. podpiętki, czyli metalowe podpórki ułatwiające zmianę konta natarcia przy podchodzeniu w górę oraz osiem zębów: cztery stabilizacyjne pod rakietami (zapobiegające osuwaniu się) oraz cztery „atakujące” z przodu rakiet. Ważą razem niecałe 2kg, a ich nośność według producenta waha się w granicach 70-140 kg. Warto zwrócić na to uwagę, bo nierzadko przemieszczamy się przecież z obciążeniem w postaci plecaka. Chodzenie w rakietach jest na początku trochę niezdarne, bo trzeba się przyzwyczaić do tych „szerokich butów” i stawiać kroki nieco szerzej, ale przy jednoczesnym używaniu kijków trekkingowych staje się to łatwiejsze i szybko przyswajalne. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że takich samych rakiet śnieżnych używają pracownicy Karkonoskiego Parku Narodowego. Zapalonym piechurom, którzy również w zimowych warunkach chcą cieszyć się szerokimi horyzontami do przedreptania, rakiety śnieżne jak najbardziej polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz