 |
... we wrocławskim Parku Skowronim
|
I pomyśleć, że kiedyś nie lubiłem jesieni. Wydawała mi się okropną porą roku, w której nie można znaleźć nic radosnego, tylko ciągle zostaje nam coś zabierane. I kojarzyła mi się z przemijaniem. Zabiera się nam jasny dzień, który jesienią już jest krótszy niż latem. Zabiera nam się ciepło letnich dni, a zamienia na chłód wieczorów i poranków oraz już nie tak gorących popołudni. W domach i mieszkaniach zabiera nam się naturalne ciepło, zmuszając do ogrzewania się na szereg różnych sposobów. Ciepły letni deszcz zabiera się nam na rzecz dżdżystego i lodowatego prysznica z nieba. Nawet słońce nie świeci już tak jasnym blaskiem jak latem. A jednak zmieniłem perspektywę i spoglądam już na jesień nie od strony tego co nam zabiera, ale daje. Dostajemy szereg różnych owoców – darów natury, grzybów – darów lasu... Dostajemy wielobarwność natury niespotykanej latem. Dostajemy w końcu czas na zebranie owoców w sobie. Owoców tego, co zbudowaliśmy przez resztę roku. Zasiane wiosną ziarna teraz właśnie zbierane odkrywają w nas nowe przestrzenie autentyczności, zamieniając się w słońce, które nas grzeje od środka. Wczoraj byłem na grzybach pooddychać właśnie tą jesienią – moją ulubioną porą roku... I noszę w sobie jeszcze wiele innych obrazów jesieni...
 |
| ... w strzegomskim lesie |
 |
... na bieszczadzkich połoninach
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz