Utracone szanse są konsekwencją działania, tak jak ryzyko, które się ponosi... Jest sukces lub porażka... Od czego zależy, że jednemu zderzenie się głową ze ścianą coś w tej głowie rozjaśnia, porządkuje, daje motywację, a innemu ten sam impet i ta sama ściana odbierają jakąkolwiek chęć do działania? Nie wiem... Może każdy z nas ma jakieś swoje dno, które musi osiągnąć przed życiowymi decyzjami, by coś jeszcze poprawić, zmienić...? Może nie jest to dno, a granica – czasu, wytrzymałości, siły – poza którą nie można już zrobić nic więcej, póki się nie zweryfikuje w samym sobie intencji, motywów, wreszcie prawdziwego celu… Zastanawiam się, ile swoich granic przekroczyłem... Ilekroć myślę, że nie może być ich więcej, okazuje się, że skala ta czasem się poszerza... Utracone szanse nigdy nie wracają, bo każda z nich jest niepowtarzalna... Czas płynie, a my wraz z jego upływem ciągle coś tracimy. Z czasem przychodzą inne możliwości. Kolejne zamknięte drzwi, nie zamykają Drogi...
Modlitwa to podróż do własnego wnętrza... Piszę tu o moich pasjach... O Camino... O spotkaniach... O podróżach do wewnątrz... O książkach, filmach i muzyce... O tym co jest we mnie... Czasem trzeba się zatrzymać, by móc iść dalej... Spojrzeć wstecz, usłyszeć swoje myśli... Zapamiętać jakiś obraz zatrzymany na fotografii... Wrócić do słów czasem zapomnianych i czerpać siłę... Czas jak rzeka płynie... Codziennie wsłuchuj się, czy upływa w rytmie Twego Serca, wtedy nigdy nie będzie stracony...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz