niedziela, 26 września 2010

Deszcz wczesno-jesienny w Górach Złotych



Lubię deszcz wczesno-jesienny, kiedy kolorowe jesienią górskie liściaste lasy otulają się niskimi deszczowymi chmurami oraz mgłą, która wprowadza nastrój groźnej tajemniczości. Taki deszcz spotkał mnie dzisiaj w Górach Złotych. Skąpany w deszczu Lądek Zdrój, skąpana w deszczu wędrówka na szczyt Trojaka oraz spacer pośród deszczowych ruin Zamku Karpień... Skąpana w deszczu była też wędrówka przez Pustelnię na zboczach góry Cierniak do Jaskini Radochowskiej... Skąpany w deszczu był również Zamek na Skale w Trzebieszowicach... A jak w tym deszczu dobrze smakował łyk gorącej miętowej herbaty prosto z termosu... Wyjątkowe chwile... I była radość i śmiech, że ten deszcz choćby tylko dla nielicznych nie stanowi bariery nie do pokonania... Nie psuje humorów... Nie odstrasza... Taki był dziś właśnie wczesno-jesienny deszcz w Górach Złotych, który teraz wygrywa dudniąc o szyby mojego okna melodię o tym jak posępne miny mają Ci, którzy widzą w tym deszczu tylko zgniłą i ponurą jesień :)

2 komentarze:

  1. Pomyślałem:"nie wiedziałem dotąd, że można być tak zmoczonym i jednocześnie tak radosnym"..... I zaraz przypomniałem sobie, że Edzia już o tym śpiewała :)
    ~Jim

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda. Niezła puenta :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń